Search and Hit Enter

Wizja obrazu. Relacja z Festiwalu Interference

Intereference pokazuje, że Gdańsk potrzebuje festiwalu dedykowanego teledyskom i formom multimedialnym, zadaje także pytanie: jak powinna wyglądać taka impreza?

Przed czterema laty napisałem tekst, będąc nieco rozczarowanym, po dwudziestej odsłonie Festiwalu Yach Film. Interference odbył się dopiero drugi rok z rzędu, ale apetyt na razie nie do końca zostaje zaspokojony. Zadaje raczej pytanie: w jaki sposób zorganizować imprezę dedykowaną formom multimedialnym? Bo jest jeszcze sporo do zrobienia.

Od Yachów (które po raz trzeci bez dotacji miasta odbędą się w grudniu w klubie B90) różni go to, że nie jest poświęcony jedynie teledyskom, ale formom multimedialnym w ogóle – widać to po kategoriach, w których przyznano nagrody: poza wideoklipem jest to found-footage, forma eksperymentalna i forma reklamowa. To szersze spektrum, ukazujące złożoność tego w jakim stanie jest obecnie twórczość wizualna na świecie (do konkursu wpłynęło ok 300 prac z całego globu). Sam festiwal został podzielony na kilka modułów – część koncertową i performersko-djską w Teatrze Szekspirowskim, galę w Europejskim Centrum Solidarności, wykłady i spotkania w Instytucie Kultury Miejskiej oraz VJ Battle w Klubie Buffet.

Najbardziej cieszą te dwa ostatnie – okazja do spotkania z twórcami to dobry moment do dyskusji, konfrontacji ale także przysłuchania się temu jak prace powstają (we wspomnianym wyżej artykule pisałem o duecie Kijek/Adamski, którzy przed rokiem dostali grand Prix, a w tym roku prowadzili masterclass), nastomiast VJ Battle to świetna okazja do prezentacji interesujących vj’ów, wciąż wydawałoby się w Polsce niedocenianych.

Zastanawia mnie wieczór koncertowy, będący ciekawym urozmaiceniem, ale de facto mało istotnym w programie. Na pewno było to wydarzenie bardzo dobre muzycznie. Debiut FFrancis, będący połączeniem sił Piotra Kalińskiego i Misi Furtak każe wyczekiwać interesującej płyty, bliskiej estetyce U Know Me Records, ale jednocześnie będącej powiewem świeżości w przypadku twórczości dwójki artystów. Rysy (na zdjęciu powyżej) zagrały najbardziej żywiołowy koncert, umiejętnie łącząc bity, syntezatory i sample z elektroniczną perkusją (szkoda, że pojawili się na scenie tak wześnie, kiedy publicznośc nie była jeszcze rozruszana). Synkro zagrał ciekawy set, chociaż był najdłuższy i najmiej atrakcyjny wizualnie, bez instrumentów. The Dumplings na zakończenie zagrali sympatyczny koncert i widać, że rozwijają się jako muzycy – dwa lata temu za instrumentarium mieli jedynie laptop, teraz są klawisze, bas i syntezatory. Koncertom towarzyszyły wizualizacje – raz lepsze raz gorsze, funkcjonujące bardziej jako ciekawe urozmaicenie. Pamiętając chociażby festiwal Transvizualia zabrakło tu bardziej nowatorskich form połączenia dźwięku z wizją – takie festiwale jak krakowski Unsound pokazują, że artystów podążających w kierunku łączenia tych mediów nie brakuje.

Chociaż piątek zdominowały koncerty, w Teatrze Szekspirowskim na pierwszym piętrze można było również zobaczyć nominowane prace (projekcje były jednak trochę za słabo rozreklamowane). To ważne, bo pomimo tego, że można je zobaczyć w internecie, wspólne ich oglądanie na lepszym sprzęcie, wzmacnia siłę przekazu, ale przede wszystkim umożliwia ich obejrzenie w jednym miejscu i czasie, dzięki czemu o wiele lepiej można zapoznać się z aktualnymi trendami w polskich i światowych formach wizualnych.

Nie jestem przekonany co do potrzeby finałowej gali – w dobie rozwijającego się internetu, kiedy twórcy raczej nie są na miejscu, wart przeformułować wręczanie nagród na inny sposób. To nie Festiwal Filmowy w Gdyni, gdzie śmietanka polskiego kina spotyka się razem i zdecydowana większośc laureatów odbiera nagrody osobiście. Raz, że można to zrobić bardziej kameralnie (sala ECS była zapełniona może w połowie), a dwa – warto pomyśleć nad formułą (z tym samym swego czasu borykała się trójmiejska redakcja Gazety Wyborczej przy wręczania „Sztormów”) że w nowej formule i mniejszej przestrzeni. Skąd to trójmiejskie dążenie do odtworzenia wielkich gal na wzór Warszawy? O taki rozmach ciężko (chociaż swego czasu przy wręczaniu Yachów środowisk się tu gromadziło), ale z drugiej strony warto spytać, czy ów rozmach jest w ogóle konieczny? O randze imprezy świadczy przecież co innego, a taką rangę Interference stopniowo może zbudowac.

Może nawet fajniej wypadłoby połączenie przyznania nagród z piątkowymi koncertami albo zbudowanie mocnego jednodniowego sobotniego programu. Z rana odbyły by się spotkania, w godzinach popołudniowych projekcje filmów, a wieczorem koncerty i przyznanie nagród? Może rozwiązaniem byłyby projekcje plenerowe w jakiejś ciekawej lokalizacji?

Interference jest festiwalem eksperymentalnym – zarówno jury, zaproszone zespoły jak i widzowie pokazują, że to impreza potrzebna, sęk w tym że bardziej powinna się koncentrowac na prezentacji filmów jej uczestnikom i osobom zainteresowanym. Zwycięskie prace pokazały, że mamy do czynienia z fantystycznymi twórcami i pomysłami, ale warto byłoby postawić na więcej projekcji, osobno wyróżić artystów z Polski (żeby pokazać co u nas powstaje). Interference ma duże szanse być imprezą, która będzie wskazywać i wyznaczać trendy w formach multimedialnych – czas pokaże w jakiej formie będzie to następować. W przypadku tego festiwalu najważniejsze są spotkania i rozmowy na temat form wizualnych, co stopniowo udaje się realizować i oby rozwijało się w jeszcze lepszym kierunku.

Interference Festival, Gdańsk, 2-3.10.15.

[Jakub Knera]