Na niekomercyjnej muzyce nie da się zarobić

Gram w zespole i jeśli mam opcję supportu na koncercie, gdzie pojawi się 100 osób, a mogę wystąpić nawet za darmo bo dzięki temu się wypromuję, to w to wchodzę. Traktuję zespoły różnie i wszystko zależy od stażu oraz rozpoznawalności ich nazwy, ale nie oszukujmy się: na niekomercyjnej muzyce w Polsce nie da się zarobić – wyjaśnia Bartosz „Boro” Borowski z klubu Desdemona, który jako kolejny bierze udział w dyskusji „Jak organizować koncerty?”.

Bartosz "Boro" Borowski z Klubu Desdemona

Różnicuję moje podejście do wykonawców w zależności od ich stażu, a także tego skąd są, to nie ulega wątpliwości. Kiedy przyjeżdża do mnie zespół z innego miasta, otrzymuje wyżywienie, alkohol i nocleg, ale kiedy jest to młoda lokalna formacja, która do Desdemony przybywa z innej dzielnicy Gdyni, to wielu z tych rzeczy nie otrzymuje. Jeśli przyjeżdża dajmy na to, zespół Please The Trees, który nagrał kilka płyt i ma rozpoznawalną nazwę, gra za inne stawki i reprezentuje inny poziom niż grupa, która gra u mnie pierwszy albo drugi koncert.

Z przyjezdnymi zespołami zawsze umawiam się na gwarantowaną stawkę, oczywiście bardzo różną w zależności od umowy. Bardzo chciałbym płacić wszystkim lokalnym kapelom, które tu grają, ale to nierealne – jeśli mamy dobry utarg to coś im dorzucam, ale jeśli grają support to występują za to przysłowiowe piwo. Wiem, że tak nie powinno być, ale jest to pewna forma promocji. Sam gram w zespole i jeśli mam opcję grania jako support na koncercie, gdzie pojawi się 100 osób, a mogę wystąpić nawet za darmo bo dzięki temu mogę się wypromować, to w to wchodzę.

Nie patrzę na opłacalność organizacji koncertów. Jeśli tak miałbym działać, to robiłbym chyba tylko tylko koncerty zespołów pokroju Happysad. Kiedy organizuję koncerty, wychodzę wręcz z założenia, że będę „wtapiał”, albo że nawet nie wyjdę za zero. Organizuję koncerty takim zespołom, które mi się podobają. Nie czuję misji, zapraszam kapele, które lubię i wszystko jest zależne od mojego gustu.

Pozyskanie sponsora jest możliwe, ale nie jest łatwe. Klub może podpisać umowę z firmą tytoniową albo alkoholową, ale nie zawsze jest to opłacalne. Czy przy niskim wsparciu rzędu kilkuset złotych warto obrandować cały klub logotypem firmy alkoholowej? Moim zdaniem nie warto.

Ale finalnie, takie działanie – organizowanie koncertów wykonawców, których się lubi – nie jest opłacalne. Wszystko zależy od publiczności, która albo przyjdzie tłumnie albo nie pojawi się wcale. Wszystko zależy od dnia i zespołu, nie da się tego przewidzieć. Czasem przy wysokiej stawce danej formacji, która może całkiem nieźle się sprzedać, potem muszę spłacać ją przez kolejne cztery koncerty. Ale zajmuję się też innymi rzeczami i stąd mam fundusze, dzięki którym organizuję te koncerty. Moje działanie to jednak przede wszystkim pasja. Jeśli w Polsce ktoś chce zarabiać na organizowaniu koncertów, to musi robić duże rzeczy w dużych klubach i mieć pieniądze, które można w to zainwestować. Niekomercyjne imprezy robi się wyłącznie z pasji.

[Bartosz „Boro” Borowski]

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Czy normą jest ustalanie określonej stawki honorarium dla zespołu przed koncertem? Jak wygląda promocja koncertów w Trójmieście i współpraca ze sponsorami? W dziale „Odbicia” miała miejsce dyskusja, w której wypowiedzieli się właściciele klubów, animatorzy i przedstawiciele instytucji publicznych z Trójmiasta a także spoza tej metropolii.

[Fotografia u góry: Renata Dąbrowska]