Search and Hit Enter

Wojtek Mazolewski: Dennis González to szaman

Współpraca Wojtka Mazolewskiego z Dennisem Gonzálezem trwa już od kilku lat i jest bardzo owocna – zarówno dzięki koncertom, które grają jak i wydawnictwom płytowym, łączących słowiańską i meksykańską wrażliwość. Właśnie ukazuje się płyta „Shaman” nakładem FotTune Records, która jest dokumentacją jednego z pierwszych muzycznych spotkań obu twórców – koncertu w studiu im. Agnieszki Osieckiej. O tym jak Wojtek Mazolewski poznał Meksykanina, dlaczego tak dobrze im się współpracuje oraz czego możemy się spodziewać po nich w przyszłości, artysta opowiada poniżej.

Jakub Knera: Jak doszło do Twojego spotkania z Dennisem Gonzálezem?

Wojtek Mazolewski: Już dawno temu czułem, że chciałbym poszerzyć swoje poszukiwania muzyczne o współpracę z ludźmi o innej wrażliwości, mających inne doświadczenia życiowe, edukacyjne i środowiskowe. Po to żeby zwiększyć swoje horyzonty muzyczne i doświadczyć czegoś nowego. Dennis był jedną z postaci, która była w kręgu moich zainteresowań. Udało mi się zdobyć do niego kontakt w postaci maila – było to jeszcze przed erą portali społecznościowych, na których można znaleźć każdego – i nawiązaliśmy współpracę.

Napisałeś „cześć, chciałbym z Tobą zagrać”?

Miałem pomysł na konkretny projekt, który zderzałaby dwie osobowości – jego kompozycje i pomysły, nutę o charakterze meksykańsko-amerykańskim z moim słowiańskim charakterem. Dodatkowo chciałem zaproponować mu, abyśmy wspólnie wzięli na warsztat kilka utworów klasycznego polish jazzu. Moim idolem tamtej ery jest Krzysztof Komeda, którego postać i życiorys są bardzo inspirujące, więc od razu powiedziałem mu, żebyśmy zajęli się jego kompozycjami.

Czyli właśnie wytłumaczyłeś skąd na płycie „Shaman” znalazły się dwie kompozycje jego autorstwa.

Chciałem abyśmy pokazali je w kontekście innej kultury i różnych osobowości. Okazało się, że trafiłem w dziesiątkę, bo Dennis jest fanem starych polskich winylowych płyt – jedną z pierwszych jakie usłyszał to album Tomasza Stańki.

Połączyła nas miłość do starych polskich jazzowych płyt, ale kluczowym określeniem naszego spotkania było by słowo „magia”. Kiedy po raz pierwszy Dennis przyjechał do Polski, zaczęliśmy grać tematy, aż nagle okazało się, że w nutach trzeba dokonać pewnych zmian. Dałem mu swój długopis, na co on ze zdziwieniem stwierdził, że taki sam znalazł u siebie na biurku w Dallas, kilka dni wcześniej. Poczułem dreszcz. Potem okazało się że pomimo barier językowych, kulturowych bardzo dobrze wspólnie się rozumiemy. I wyszło, że Dennis jest szamanem.

A teraz rozszyfrowujesz tytuł Waszej płyty.

Dennis otworzył mi oczy na wiele spraw w kwestii szamańskiej duchowości, którą bardzo się interesuję. Od tamtej pory kroczymy razem po bardzo interesującej ścieżce muzycznej, ale też właśnie duchowej.

I tak Dennis przyjeżdża już do Polski po raz trzeci.

Każda z tych wizyt owocowało jakąś trasą koncertową, spotkaniem w studiu. Wyszły już dwie krótkie płyty, które są ich efektem – „Wind Streaks In Syrtis Major” oraz „Bandoleros en Gdańsk” – które ukazały się w Stanach na winylu w ubiegłym roku nakładem 1 Car Garage Records. Ukazanie się tej drugiej zbiegło się z moją wizyta u Dennisa i trasa koncertowa w USA.

Graliście razem kilkakrotnie – jako Wojtek Mazolewski Trio feat. Gonzalez, Double Trio, a teraz występujecie jako Mazolewski/Gonzalez Quintet. Czy traktujesz te różne składy jako linearną próbę wypracowania pewnej formuły czy po prostu różne etapy i odsłony Waszej działalności?

Z mojej perspektywy staramy się, żeby nasza aktywność mogła się wydarzyć, żeby nasz potencjał twórczy mógł się zrealizować. Na początku miałem koncepcję żeby to było moje trio do którego dołącza Dennis. Kolejnym razem połączyliśmy siły mojego i jego tria, czego efektem był koncert na Jazz Jantar jako Double Trio. Tylko raz w takim składzie – Jurek Rogiewicz, Marek Pospieszalski, ja i Yells at Eels. Potem ze względu na stan zdrowia Jurka Rogiewicza nie mogliśmy kontynuować trasy w tym składzie. To spowodowało, że przekształciliśmy się na chwile w Yells at Eels z Wojtkiem Mazolewskim i Markiem Pospieszalskim. Potem, kiedy pojechałem do USA na zaproszenie Dennisa, kontynuowalem z jego składem Yells at Eels w którym oprócz Dennisa grają jego dwaj synowie – Aaron i Stephan. Oprócz tego grałem koncerty solo, duety z nim czy jego synami. To był okres poszukiwań i bardzo twórczej pracy.

I tak doszliśmy do kolejnej wizyty Dennisa w Polsce i waszych dwóch koncertów, promujących płytę „Shaman”.

Nasze spotkanie ma dwa cele. Pierwszy to prezentacja materiału, który nagraliśmy w studiu im. Agnieszki Osieckiej podczas jego pierwszej wizyty w Polsce. Zagraliśmy dwa utwory Dennisa, dwa moje i dwa autorstwa Krzysztofa Komedy. Więc to pierwotny skład jaki powstał – Wojtek Mazolewski Trio i Dennis Gonzalez, a w ostatnim momencie doszła także Joanna Duda. Zagrała tylko w dwóch utworach, ale to się sprawdziło, więc kontynuujemy ten model. Teraz gramy dwa koncerty właśnie w tym składzie, już jako Mazolewski/Gonzalez Quintet, żeby pokazać równość naszych dusz i współodpowiedzialność za ten album. Poza tym chcemy nagrać kolejną płytę w takim samym, pierwotnym składzie. Nasze działanie to rodzaj współpracy, które rozwija nas obu. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Mazolewski/Gonzales Quintet wystąpi w piątek, 15 marca w MCKA Zatoka Sztuki w Sopocie. Szczegóły w zakładce KONCERTY.