Search and Hit Enter

Sylwester Gałuszka. Nieprzewidywalne kolonie

–Staram się wdrażać coś, sprawdzać, czy dany pomysł się przyjmie, zainteresuje odbiorców, czy jest na niego zapotrzebowanie. Nieprzewigrdywalność programu relizowanego bez dotacji jest pociągająca, bo pokazujesz to, co jest aktualne, najfajniejsze według ciebie i możesz działać. Wkładamy własne środki w sprzęt, projektory, nagłośnienie niezbędne do przygotowania wydarzeń. Może dlatego nasze działania mają całkiem inną wartość, powstają z i dla przyjemności ich tworzenia, są bardziej osobiste, a więc bardziej przyciągają zarówno twórców i publiczność – opowiada Sylwester Gałuszka* z Kolonii Artystów, która właśnie obchodzi rok działalności w siedzibie przy Alei Grunwaldzkiej.

Fotografia: Renata Dąbrowska

 

JAKUB KNERA: Jak zaczęła się twoja przygoda ze Stocznią?

SYLWESTER GAŁUSZKA: Moja przygoda ze Stocznią zaczęła się od znajomości z Mikołajem Robertem Jurkowskim. W 2001 dostałem wiadomość, że na terenach postoczniowych powstaje osiedle artystyczne Młode Miasto, złożyłem teczkę z pracami malarskim oraz z prośbą o pracownię, którą po krótkim czasie otrzymałem. Na samym początku pomagałem Mikołajowi przy warsztatach i wystawach – on tworzył programy edukacyjne oparte o sztukę współczesną, ja robiłem dokumentację foto/wideo i w ten sposób poznałem od podstaw tajniki oświetlenia i montażu wystaw, a przede wszystkim poznawałem środowisko artystyczne. Mikołaj już wtedy prowadził projekt „Młodzi Młodego Miasta“ – wystawiał prace absolwentów oraz studentów Akademii Sztuk Pięknych. Miałem okazję pracować przy promocji i montażach wystaw Anny Reinert, Mariusza Warasza czy Anny Królikiewicz.

Wiele się od niego nauczyłeś?
Mikołaj jest cierpliwym nauczycielem, od którego czerpałem wiedzę o Stoczni i o tym, jak funkcjonować w przestrzeni galerii. Na początku zajmowałem się promocją wydarzeń, koordynacją list gości, aby wszyscy mogli bezpiecznie dostać się na nasze wydarzenia w Kolonii Artystów na terenie Stoczni. Zawsze w pracy kuratorskiej kierowaliśmy sie intuicją, tworząć takie wydarzenie w których sami chcielibyśmy uczestniczyć. Udało się wyprodukować ten rodzaj zainteresowania, aby jeden wieczór dla uczestnika na Stoczni stał się przeżyciem totalnym.

Stocznia dawała nam możliwość funkcjonowania na wysokim twórczym poziomie, ponieważ mieliśmy zapewnione niskie koszty utrzymania pracowni, a dzięki temu mieliśmy czas na kreację. Ta idea otwartych pracowni artystycznych dla młodych twórców została przeniesniona ze Stoczni do Kolonii Artystów na Dolnym Mieście przy ulicy Dolnej 4. To ważne, aby artyści mieli czas i przestrzń na tworzenie sztuki. Dzięki niskim kosztom utrzymania pracowni mogą całkowicie poświęcić się sztuce, nie chodząc do regularnej pracy i tworząc sztukę po godzinach.

Kolonia na Stoczni była więc miejscem, którego brakowało.

Kolonia powstała z potrzeby środowiska. Stocznia stworzyła wtedy idealne warunki dla rozwoju kilkudziesięciu osób. Mogli tam żyć, mieszkać, inspirować się, spotykać    i zarazem wystawiać.  Organizowaliśmy kilkanaście wydarzeń w miesiącu, często bardzo efemerycznych. Stocznia  w latach 2001-2008 była obszarem zamkniętym, niedostępnym dla ludzi z zewnątrz. Aby dostać się na wydarzenia w Kolonii Artystów  trzeba było znaleźć się na liście gości lub posiadać przepustkę na teren Stoczni. Wystawy i wydarzenia trwające miesiąc albo dwa, jakie robią instytucje, nie miały sensu, ponieważ na codzień nikt nie mógłby ich obejrzeć. Dlatego nasze wystawy były jednodniowe – tylko raz można było spotkać się ze sztuką, muzyką, wideo danego artysty. Wernisaże były łączone z koncertami a koncerty zmieniały się w performance i pokazy filmowe. Ta unikalność i elitarność spowodowały, że tłumy uczestników przewijały się przez Kolonię Artystów, każdy chciał być na liście gości by spędzić wieczór na Stoczni. O wystawach i koncertach organizowanych w Kolonii Artystów się mówiło w Gdańsku i poza nim. To były czasy bez Facebooka.

Mianowaliście się z Mikołajem Robotnikami Sztuki.

Robotnicy Sztuki uprawiali sztukę, która w ogóle nie różniła się od tego, co robiliśmy na co dzień – nasze życie codzienne na Stoczni zamieniliśmy w życie Robotnika Sztuki. Nie chcieliśmy rozgraniczać tego co robimy: organizowanie wystaw, wieszanie obrazów, bycie kuratorami, autorami muralów, działaliśmy multidyscyplinarnie. Zależało nam na zaakcentowaniu tego, że jesteśmy ze Stoczni Gdańskiej, z Kolonii Artystów. Tu był nasz dom, tu zrodził się Robotnik Sztuki i PGR ART.

Zawarliśmy to w naszym manifeście – „PGR ART istnieje poza podziałami i jednoznacznie wyznaczonymi granicami. Nie jest dla nas istotne, czy to co robimy to jeszcze sztuka, już polityka lub zabawa. PGR nie tworzy, PGR uzmysławia. PGR stanowi tym samym coś więcej niż tylko grupę artystyczną, jest mianowicie projektem społecznym, a może nawet sposobem na życie.“

ARTour, wystawa Alternativa, 2014.
ARTour, wystawa Alternativa, 2014.

W latach 2002-2007, kiedy Kolonia Artystów funkcjonowała na terenie Stoczni zorganizowaliście bez żadnych dotacji ponad trzysta wydarzeń: pokazów filmowych, warsztatów dla dzieci, wernisaży, koncertów, imprez muzycznych  czy festiwali takich jak STRAJK.

W tym okresie byliśmy całkowicie niezależni. Nie pozyskiwaliśmy żadnych grantów     i dotacji. Szkoda było czasu na pisanie wniosków i całe te papierologie. Działaliśmy oddolnie, spontanicznie i punkowo. Jak już jesteś na Stoczni i zdarzają się takie okoliczności, które drugi raz w życiu mogą się nie pojawić, to głupotą byłoby ten czas zmarnować. Dzięki temu prezentowaliśmy sztukę najświeższą, na bieżąco prezentując najnowsze dokonania muzyczne oraz artystyczne z dziedziny sztuk wizualnych.

Tymi działaniami otworzyliście to miejsce na ludzi z zewnątrz, którzy po prostu mogli przyjść i zobaczyć to, co tam się dzieje, bo Stocznia była miejscem niedostępnym dla mieszkańców. Żeby wejść na wasze wydarzenia, trzeba było zapisać się na listę.

Gdybym wkroczył na Stocznię dziś, kiedy jest dostępna dla wszystkich, pozbawiona tajemnicy i chęci zwiedzania, z pewnością inaczej by mnie inspirowała do działania.

Na szczęście mieszkałem i działałem tam w jej najciekawszym momencie, na przełomie zmian, w których miałem swój udział.  W tym czasie Stocznia zmieniła się z zamkniętego zakładu pracy na ogólnodostepną przestrzeń dla wszystkich. Wydarzenia Kolonii Artystów miały znaczący udział w tej zmianie. Trzeba się było na nie zapisywać – to jedna z podstawowych różnic pomiedzy Kolonią Artystów, a współczesnymi organizatorami na teranach postoczniowych. Doświadczenia nabyte podczas organizacji wydarzeń na Stoczni zaprocentowały podczas działań w przestrzeni publicznej we Wrzeszczu i na Dolnym Mieście. Okazało się, że wszystkie mechanizmy budowania programu artystycznego po małych zmianach można przenieść na grunt miasta, poza Stocznię.

Wyszliście ze Stoczni, założyliście fundację, aby działać drogą bardziej sformalizowaną.

Nie wyszliśmy ze Stoczni, tylko zostaliśmy wyrzuceni przed dewelopera zarządzającego terenem – BPTO. Pojawił się pomysł przeniesienia się z naszą działałnością do przestrzeni biurowej, ale deweloper zabronił organizowania wystaw, prowadzenia działań muzycznych i edukacyjnych, co całkowicie blokowało nasz rozwój.

Podczas rozmów z urzędnikami w Mieście Gdańsk potrzebny jest KRS, szczególnie do podpisania jakiejkolwiek umowy. W 2009 roku postanowiliśmy zformalizować Kolonię i założyliśmy Fundację. Zakładając fundację zdecydowaliśmy się kontunuować działania pod nazwą Kolonia Artystów ponieważ od 2002 roku pracowaliśmy nad promocją tej nazwy organizując ponad 300 wydarzeń artystycznych. Dzięki naszym wystawom i artystom, muzykom których zapraszaliśmy, nazwa Kolonia Artystów zaistniała w szerszym kontekście. Pisano i mówiono o tym zjawisku w całej Polsce, a nawet poza naszym krajem. To było siedem lat naszego życia poświęcone na to, żeby promować to miejsce.

W tym czasie działaliśmy intensywnie, aby wykorzystać ten okres jak najaktywniej. W momencie wyrzucenia nas ze Stoczni, zabrano nam przysłowiowy dom i miejsce pracy.

To było chwilę po tym, jak przestrzeń na terenie Stoczni wyremontowaliście.

Liczyliśmy się z tym, że nic nie trwa wiecznie, ale mieliśmy też nadzieję, że istnieje ciąg dalszy. To od nas zależało w którym kierunku potoczą się losy Kolonii Artystów. Przed usunięciem tej przestrzeni, deweloper obiecał nam podpisanie umowy do 2013 roku, dlatego zainwestowaliśmy prywatne pieniądze w remont trzystumetrówej sali koncertowej, stumetrowej galerii i klatki schodowej.

Po remoncie dostaliśmy pismo z informacją o eksmisji. Podobne sytuacje mają miejsce dziś. Nikt z obecnych najemców i organizatorów nie może czuć się stabilnie. To miejsce przemian i liczy się cena gruntu. Młode Miasto nie będzie artystyczną dzielnicą, jak nam obiecano. Nie ma już Kolonii Artystów, Teatru Znak oraz Instytutu Wyspa. Na szczęście powstają też nowe miejsca, co oznacza, że Stocznia nadal inspiruje i przyciąga, tak samo jak nas kiedyś.

ARTour, wystawa Agaty Nowosielskiej, Dolne Miasto 2014.
ARTour, wystawa Agaty Nowosielskiej, Dolne Miasto 2014.

Nim trafiliście na Miszewskiego i Dolne Miasto minęło trochę czasu.

Dwa lata zajęło nam znalezienie nowej lokalizacji pod przestrzeń galerii. Był to aktywny okres przedstawianie ofert, przypominania urzędnikom, że Kolonia nadal nie ma miejsca do działania. W międzyczasie organizowaliśmy mobilny projekt edukacyjny  ARTour, polegający na aktywnym zwiedzaniu wystaw w gdańskich galeriach sztuki. Z młodzieżą i dziećmi korzystaliśmy z gościnności przestrzeni galeryjnych, instytucji, galerii sztuki współczesnej aby móc realizować warsztaty. Dopiero pod koniec 2010 roku dostaliśmy stały lokal i zaczeliśmy remont w piwnicy przy ulicy Miszewskiego 18 we Wrzeszczu.

A skoro Wrzeszcz to zaczęliście od WrzeszczART.

We Wrzeszczu rozpoczeliśmy działania na początku 2011 roku, po remoncie w którym pomogli nam przyjaciele i znajomi. Złożyliśmy wnioski o dotację na projekt Wrzeszcz ART oraz Closed Show. Niestety wtedy nie udało się pozyskać żadnego dofinansowania. Lokale, które pozyskujemy od Miasta Gdańska wymagają ogormnego nakładu finansowego. Remonty, wymiana elektryki, a potem utrzymanie przestrzeni, wszystko jest opłacane ze środków własnych fundatorów oraz pracy społecznej członków. Nie ma etatów, nie ma dotacji na prowadzenie stałej działaności, nie ma zwrotów kosztów za remont. Ale przecież jesteśmy ze Stoczni, przyzwyczaliliśmy się do podobnych warunków pracy. Sami szukamy alternatywnych źródeł finansowania by utrzymać przestrzenie i zapewnić wysoki standart programu artystycznego. Ponownie oparliśmy program na sztuce niezależnej, na prezentowaniu tego co powstaje na bierząco w muzyce i sztuce wizualnej – tu i teraz.

Wystawiamy studentów i absolwentów Akademi Sztuk Pięknych – często są to debiuty. Zapraszamy muzyków z premierowymi projektami lub tych, którzy są na trasie – dzięki biletowanym koncertom jesteśmy w stanie organizować występy muzyków z niezależnych krajowych wydawnictw i prezentujemy najciekawsze – naszym zdaniem – muzyczne działania w Polsce. Na Miszewskiego powtała najmniejsza galeria wideo. Prezentowaliśmy archiwum filmowe takich artystów jaki: Julita Wójciek, Jacek Niegoda, Piotr Wyrzykowski, Kijek i Adamski czy Bogna Burska. Służy też celom edukacyjnym dla osób dorosłych, młodzież i dzieci.

Jak w waszej aktywności rozwinęło się działanie na polu edukacyjnym?

Mikołaj Jurkowski jest nauczycielem mianowanym,  edukacja dzieci była dla niego bardzo ważna, jeszcze na terenie Stoczni prowadził warsztaty plastyczne. Bez  edykacji artystycznej może nam zabraknąć odbiorców sztuki współczesnej w przyszłości. Teraz dzieci myślą, że galeria to centrum handlowe, mylą galerię z muzeum czyli miejscem, w którym nie wolno dotykać sztuki, trzeba zachowywać się cicho, chodzić w kapciach, a ekspozycja nie zmienia się, więc jest nudno i nie ma po co tam wracać. W ostanim czasie zaczęliśmy wprowadzać edukację również dla dorosłych w formie warsztatów z animacji poklatkowej, działań na taśmach analogowych, z tworzenia zinów.

Koncert 3 w 1, styczeń 2016.
Koncert 3 w 1, styczeń 2016.

Jak ważne jest działanie nastawione na społeczność lokalną?

Prowadzimy dużo działań ze społecznością lokalną w pracowniach Kolonii Artystów na Dolnym Mieście. Od początku roku w ramach projektu pt. „Mieszkańcy“ odbywają się cotygodniowe warsztaty prowadzone przez rezydentów (Magdalena Mellin, Kasia Fijałkowska) dla dzieci i dorosłych. Organizujemy spotkania filmowe dla całych rodzin Kino Dolna przy współpracy z Grupą Smacznego oraz wtorkowe działania taneczne z Daną Chmielewską pt. Dolne w Ruch. Fotograf Leszek Krutulski w ramach projektu wykonuje portret Mieszkańca Dolnego Miasta, a wszyscy rezydenci raz w miesiącu otwierają swoje pracownie. Skupiamy się na działaniach długofalowych, pocesualnych, a nie na jednodniowych, festynowych warsztatach. Tylko wtedy można uzyskać zamierzony efekt edukacyjny i uwrażliwiający. Istotne jest dla nas, aby podczas tworzenia progamu zbadać potrzeby środowiska do którego skierowany jest projekt. Aby wprowadzać nowe rozwiązania i stawiać odpowiednie pytania.

Co się zmieniło w momencie, kiedy Kolonia zaczęła działać w sposób sformalizowany?

Przede wszystkim nie jesteśmy już niezależni. W momencie, kiedy pozyskaliśmy pierwszy lokal od miasta, nie możemy już mówić o niezależności. Jesteśmy zależni od miasta, na zasadzie umowy, Urząd Miasta może nam dyktować warunki jak długo w danym lokalu bedziemy mogli prowadzić naszą działaność, czy przedłużają nam umowę, czy nie.
Nadal posiadamy całkowitą wolność jeżeli chodzi o program artystyczny. Aktualnie nie mamy dofinansowania na działania w Kolonii Arystów. Bez wsparcia finansowego trudniej realizuje się koncerty i wystawy, ale jak pokazała pierwsza połowa roku naszych działań, jest to możliwe.

Bez grantów jest lepiej?

Nie twierdzę, że granty są złe. Z doświadczenia wiem, że istnieją szerokie możliwości utrzymywania bardzo dobrego poziomu artystycznego danego miejsca niezależnie od dofinansowania. Staram się nawet robić projekty pilotażowe, czyli wdrażać coś, sprawdzać, czy dany pomysł się przyjmie, zainteresuje odbiorców, czy jest na niego zapotrzebowanie i dopiero w kolejnym roku na tej podstawie zdecydować, czy składać wniosek o przyznanie dofinansowania na jego kontynuajcę i rozwój. Nieprzewidywalność programu relizowanego bez dotacji jest pociągająca, bo pokazujesz to, co jest aktualne, najfajniejsze według Ciebie w Gdańsku, w Polsce, w Europie i możesz działać.

NGOsy przecieraj szlaki, są w stanie zaryzykować.

Kolonia Artystów coraz częściej jest porównywana do prężnie działających gdańskich  instytucji kultury. Oczywiście mogę być z tego dumny, ale warto nakreślić podstawowe różnice jakie są miedzy instytucją a Kolonią Artystów jako organizacją pozarządową. Instytucja ma budżet na utrzymanie przestrzeni – Kolonię dotychczas  utrzymujemy z własnych, często prywatnych pieniędzy. Instytucje mają pracowników, którzy za swoją pracę dostają co miesiąc wynagrodzenie – Kolonia nie zatrudnia pracowników, działamy społecznie, za naszą pracę nie dostajemy co miesiąc honorarium. Nie wychodzimy o 16:00 do domu, pracujemy 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Wkładamy własne środki w sprzęt, projektory, nagłośnienie niezbędne do przygotowania wydarzeń. Może dlatego nasze działania mają całkiem inną wartość, powstają z i dla przyjemności ich tworzenia, są bardziej osobiste, a więc bardziej przyciągają zarówno twórców i publiczność.

Koncert Mikołaja Trzaski, kwiecień 2016.
Koncert Mikołaja Trzaski, kwiecień 2016.

Działacie pod hasłem Do It Anyway. Jak to rozumiesz?

W ten sposób oznaczamy wydarzenia, które nie dostają dofinansowania. DIA to informacje dla uczestników, że płacąc za bilet współfinansują dane wydarzenie. Pozyskane fundusze z biletów są przeznaczane na honoraria dla artystów i produkcję. Dla mnie osobiście zaczęło być to ważne w 2011 roku, kiedy podpisaliśmy pierwszą umowę z Miastem Gdańsk – wtedy spotkałem się z zapisem w umowie, który zobowiązywał nas do ogłaszania w mediach, że dany projekt jest dofinansowany przez miasto. Realizujemy dużo wydarzeń bez wsparcia urzędników czy ministerstwa, dlatego warto zaznaczyć  że są to spotkania organizowane bez dotacji. Jest  to działanie przejrzyste w stosunku do miejsca, artystów i osób, które nam pomagają. Trafiłem w internecie na logotyp, który pokazał, że nie tylko ja tak myślę, że w Europie i na świecie ludzie też przypinają logotyp DIA do swoich działań i projektów. W tym roku idea obejmuje 80 procent naszych działań.

Mija rok funkcjonowania Nowej Kolonii. Wcześniej działała przy okazji wydarzeń, teraz jest otwarta codziennie.

Kolonia jest otwarta pięć dni w tygodniu, dobitnie podkreśliłem to projektem pt.  „Wieszajmy artystów każdego dnia“. Otwierając to miejsce w lipcu 2015 roku, zastanawialiśmy się jak zaznaczyć fakt, że jesteśmy otwarci i można do nas przychodzić codziennie (wyłączając niedzielę i poniedziałek). Wpadłem na pomysł, aby organizować jeden wernisaż jednej pracy jednego artysty – od października do grudnia zorganizowałem ponad 47 wernisaży. Z wieloma artystami jak Maja Zaleska, Krzysztof Nowicki, Ola Kotarska, Maciej Pytlak współpracowałem po raz pierwszy. Zaufali Kolonii, udostępniając swoje obrazy, transportując je prywatnym autem i codziennie wystawiając je na wernisażu o godzinie 18.00. Na przełomie lipca i sierpnia ten projekt będzie prezentowany w nowej rozwiniętej formie we Wrocławiu w ramach działania „Znajomi z nad morza“.

Przez wiele lat Kolonia była kojarzona jako miejsce, do którego przychodzi się na dane wydarzenie raz w tygodniu. Być może nie mamy takiego zainteresowania jak przy otwarciu nowego miejsca z piwem, ale nie o to nam chodzi. Osoby, które nas odwiedzają czują, że to jest galeria sztuki współczesnej połączona z kawiarnią i czytelnią, a nie klubogaleria, do której przychodzisz aby wypić piwo i przy okazji zobaczyć, co wisi na ścianie.

Zaczynałeś w Stoczni, trochę w centrum, a trochę na uboczu, a teraz Kolonia  jest pięć metrów od największej ulicy w mieście. Jest bardzo łatwo dostępna.

Chcemy, aby ta przestrzeń zaczęła działać także w wymiarze sąsiedzkim, jako następczyni legendarnej kawiarni Morskiej, centrum spotkań studentów, Wrzeszczan, artystów. Przy Alei Grunwaldzkiej 51 jest piękny mały park oraz taras. Planujemy kilka wydarzeń zorganizować jeszcze przed jesienią zorganizować na tarasie. Jesteśmy otwarci dla każdego, jednak jeszcze nie wszyscy u nas byli.

Przychodzą przypadkowe osoby?

Codziennie odwiedza nas kiladziesiąt osób. Galeria i kawiarnia są czynne od 12.00 do 22.00. Mamy autorską księgarnię, miejsce do słuchania kaset i płyt winylowych, gdzie można kupić wyjątkowe, okazyjne egzemplarze polskich i europejskich wytwórni. Mija pierwszy rok naszego funkcjonowania pod szyldem Nowej Kolonii, a miejsce wpisało się, mam taką nadzieję, w krajobraz kulturalny Wrzeszcza. W Gdańsku panuje nadmorski luz, bliskość morza daje poczucie nieustających wakacji. Takich swoistych kolonii nad morzem.

[white_box]*Sylwester Gałuszka – organizator i animator wydarzeń artystycznych w Gdańsku. Prezes Fundacji Kolonia Artystów. Autor projektów edukacyjnych dla dzieci i młodzieży pt. WAP | Warsztat Animacji Poklatkowej. Realizuje autorskie projekty kulturalno-społeczne oraz tworzy filmy dokumentalne i prace wideo.
Założyciel Galerii wideo z siedzibą w Kolonii Artystów, współtwórca projektów ”WRZESZCZ ART!, DNA – Drone Noise Ambient. Dyrektor artystyczny festiwalu Open Source Art Festival w Sopocie i STRAJK – Europejskie spotkania wytwórni niezależnych w Gdańsku. [/white_box]