Archiwum, Recenzje

Arszyn/Duda – Automata

Pierwsze spotkanie Krzysztofa Topolskiego aka Arszyn i Tomka Dudy zostało wydane w skali 1:1 – na płycie „ŚĘ” sprzed czterech lat słychać zapis akustycznej sesji, która ukazała się na krążku bez jakichkolwiek zmian i edycji. Wtedy muzycy postanowili spotkać się i spontanicznie zarejestrować materiał na perkusję i saksofon. Po wydaniu płyty czas jednak mijał, czasem perkusjonalia były zastępowane przez najróżniejsze elektroniczne urządzenia i tak muzyka z obszaru free-improv coraz mocniej zaczęła zahaczać o elektronikę i muzykę elektroakustyczną. Dlatego „Automata” o wiele mocniej czerpie właśnie z tej estetyki – jak jak wskazuje tytuł, to płyta bardziej automatyczna, mechaniczna, czasem nawet odhumanizowana. Ale tylko pozornie.

Najnowsze dzieło dwójki muzyków jest płytą przemyślaną, bogatą i wielowarstwową. Materiał bazuje na sesjach, które odbyły się w starym, ale wciąż aktywnym studiu EMS w Sztokholmie, do którego duet udał się na rezydencję przed dwoma laty. Tym razem mieli dużo czasu na rejestrację materiału, dlatego też postanowili zaprosić dodatkowych muzyków – Johannesa Bergmarka i Per-Åke Holmlandera. A potem po powrocie do Polski część instrumentów dograły Gosia Kęsicka i Joanna Duda. W efekcie album pełen jest najrozmaitszych pomysłów – od free-jazzowych zawijasów, po przetworzone dźwięki instrumentów, perkusję Topolskiego, tubę ale też obój, ogromny syntezator buchla 200i zestaw przedmiotów codziennego użytku, które po amplifikacji wydają najróżniejsze dźwięki (polecam zajrzeć na tę stronę http://bergmark.org/platforms). Materiał brzmi tak, jakby powstał na bazie sampli i najróżniejszych elementów złożonych razem w całość, ale w rzeczywistości jego znacząca część to efekt improwizacji, nie tylko w duetach – muzycy, którzy przewinęli się przez to wydawnictwo, grali razem w dwie lub trzy osoby. Trzonem materiału są muzyczne dialogi Topolskiego i Dudy, ale regularnie niemal pojawiają się inni twórcy, którzy wnoszą swoje elementy muzyki, materiał urozmaicając i wzbogacając.

W efekcie album jest przepełniony niemal elektronicznymi brzmieniami – nawet pojawiające się dęciaki rzadko kiedy występują w najprostszej i czystej formie. Z jednej strony jest to zapis improwizacji, z drugiej zestaw mikrokolaży, frapujących zespojeń najróżniejszych dźwięków i narzędzi. Te elementy razem genrują osobliwą formę, muzyczną puszkę pandory, która zaskakuje, buzuje, kumuluje warstwy albo koncentruje się na sonorystycznych dźwiękach, detalach i mikroformach, układających się razem w momentami ciężkostrawną, ale błyskotliwą, efektowną i ciekawą formę, także pod względem narracyjnym. „Automata” formalnie rozciąga się od minimalistycznych szczegółów po wielowątkowe motywy, które czasem przytłaczają, ale równie często intrygują brzmieniem, tym jak powstały, a także jak wiele różnych urządzeń i instrumentów w jak nietypowy sposób zostało wykorzystanych. Najlepiej słychać to w „Recorder”, kiedy żywe instrumenty przeplatają się z elektroniką czy modyfikowanymi przedmiotami Bergmarka. Wtedy zróżnicowane spektrum materiału zazebia się, domyka kompleksową formę nagrania od zatomizowanych brzmień po ogromne struktury, w których wiele warstw buduje fantastyczną magmę elektroakustycznych brzmień.

[Jakub Knera]