1926 – I don’t want to be with you

Jeśli w Trójmieście byłyby przyznawane nagrody dla Człowieka Roku, to za minione 12 miesięcy na pewno wśród nominowanych znalazłby się Bartosz Boro Borowski, który prowadzi gdyńską Desdemonę. Przez koncerty, które tam organizuje, nie mam wątpliwości, że to miejsce jest aktualnie na pierwszym miejscu trójmiejskich klubów, gdzie dzieje się bardzo dużo ciekawych rzeczy (można nawet na nią zagłosować tutaj).

Z początkiem listopada Borowski poszerzył swoją działalność o wydawnictwo płytowe – i chociaż nr 1 ma płyta Pomelo Taxi, tutaj jako pierwsza pojawi się jego kapela, 1926 z singlem „I don’t wanna be with you”. Było mi dane słyszeć materiał z sesji live, nadesłany na konkurs w ramach Spacefest i spodziewam się, że ich długogrający album (planowany jeszcze na ten rok!) może być jedną z najciekawszych trójmiejskich płyt AD2012.

Zaczyna się od bujającego riffu, uzupełnianego rozedrganymi gitarami w tle, trochę w stylu Sun Araw – mrocznego, transowego, opartego na jednym motywie. W pewnym momencie dołącza do niego zniekształcony, pełen pogłosów wokal, który brzmi ciekawie, bo przez formę jest mniej oczywisty i należy go traktować wręcz jako dodatkową warstwę muzyczną, kolejny instrument. Ale całość to tylko preludium do drugiej części utworu, która opierając się na wciąż tym samym motywie, wybucha w stylu chociażby Sonic Youth, ale wolniej, a jednocześnie potężniej, obłędnie się miotając. 1926 hołduje tradycyjnej rockowej formule psychodelicznego rocka, ale widać, że nie naśladuje uparcie swoich muzycznych idoli, zestaw pomysłów przetwarzają w ciekawe brzmienie. Czekam na cały album, bo jeden kawałek to zdecydowanie za mało!

[Jakub Knera]