Search and Hit Enter

Arszyn: Loopy na długość korytarza z magnetofonu wielkości szafy

Krzysztof Topolski, znany także jako Arszyn na trójmiejskiej scenie jest obecny od dawna i wciąż jest bardzo aktywnym muzykiem. Zarówno wtedy gdy siada za perkusją, tworząc muzykę w pojedynkę lub w zespołach, jak i poruszając się po obszarze brzmień elektroakustycznych, ale też badaniu relacji między dźwiękiem i przestrzenią. W ubiegłym roku muzyk został zaproszony do uczestnictwa w rezydencji w Stanach Zjednoczonych oraz uczestniczył w sesji nagraniowej w Elektron Musik Studion w Sztokholmie. O tych doświadczeniach oraz tym co przyniosły, opowiada poniżej. 

Jakub Knera: Jesienią pojechałeś na stypendium do Stanów Zjednoczonych. Jak do tego doszło?

Krzysztof Topolski: Zostałem zaproszony przez organizację CEC ArtsLink z Nowego Yorku, która oferuje kilka rodzajów rezydencji. Moja była przeznaczona dla osób, które nie mają jeszcze żadnych kontaktów w Stanach i planują nawiązać współpracę z tamtejszymi organizacjami lub artystami. Byłem tam w sumie sześć tygodni – ArtsLink znajduje odpowiedniego partnera spośród instytucji w całych Stanach Zjednoczonych i wysyła tam rezydenta.

Gdzie zostałeś zaproszony?

Całość rozpoczęła się tzw. sesją otwarcia w Nowym Yorku, podczas której zaproszeni artyści, menadżerowie kultury czy kuratorzy prezentowali swoją pracę i nawiązywali znajomości. Trwało to trzy dni, program wypełniony był po brzegi różnymi atrakcjami. Zaproponowano nam np. wspólne alternatywne wycieczki po Brooklynie, rodzaj warsztatów, artystycznych wędrówek, ćwiczenia w percepcji przestrzeni miasta. Prowadził je członek grupy Elastic City, która zajmuję się organizacja tego typu alternatywnej „turystyki” miejskiej. Odbyliśmy też spotkania z przedstawicielami lokalnych klubów, teatrów czy galerii.

Byłeś w Ohio State University School of Music. Co Cię tam zaskoczyło, co zainteresowało? 

Zupełnie nie wiedziałem czego mogę się spodziewać! OSU School of Music to odpowiednik naszej Akademii Muzycznej. Trafiłem pod opiekę profesora Thomasa Wellsa. Jest szefem studia muzyki elektronicznej Music Research Laboratories i tam właśnie rozpoczęła się moja rezydencja. Byłem nastawiony raczej na poszukiwanie potencjalnych możliwości niż realizację konkretnego projektu, a Thomas pokazywał mi miejsca, które mogły by mnie zainteresować.

Co zobaczyłeś?

Odwiedziłem Advenced Computing Centre for The Arts and Design, gdzie zobaczyłem jak wygląda Motion Capture Studio – miejsce w którym rejestruje się ruch np. tancerzy, aby go potem odtworzyć i wykorzystać w cyfrowym świecie. Instytucja ta prowadzi tzw. Archiwum Ruchu (Motion Archive), gdzie rejestruje się nie tylko znanych tancerzy współczesnych ale też np. taniec rdzennych mieszkańców Ameryki! Miałem wykład i prezentację dla studentów na kursie, który nosi nazwę Telepresence Animal Class w Collage of the Arts, podczas którego prezentowałem mój projekt poświęcony morświnom. Kurs prowadzi Amy Youngs i jeśli sprawy ułożą się pomyślnie, wkrótce będziemy współpracować nad projektem dotyczącym dźwięków wydawanych przez… dżdżownice!

W Music Research Laboratories mogłem eksperymentować z bardzo starym, ale całkiem sprawnym magnetofonem analogowym Scully wielkości szafy, który stał opuszczony w kącie. Porzuciłem studio komputerowe aby pogrążyć się w eksperymentach z zapętlaniem taśmy analogowej – udało mi się stworzyć całkiem pokaźnej długości loopy na korytarzu studia! Prowadziłem bardzo inspirujące eksperymenty z taśmą i przestrzenią. Nazwałem to na swój prywatny użytek Magnetic Tape Research Center.

Uczestniczyłeś w działaniu The New Music Collective. Jak funkcjonuje ta grupa?

Thomas Wells zorganizował z przyjaciółmi z akademii koncert, abym mógł się zaprezentować. Występowali studenci i profesorowie – pojawiły się utwory takich artystów jak James Tenney, Pauline Oliveros, John Cage, ale też kompozycje autorstwa studentów. Najbardziej w pamięć zapadły mi utwory Conlona Nancarrowa “zagrane” na koncertowym fortepianie Bösendorfer, sterowanym komputerowo. Polega to na tym, że zapis utworu w formie plików MIDI jest odgrywany przez tradycyjny instrument z wbudowanym systemem sterującym. Dźwięk jest w pełni akustyczny – klawiatura pracuje, klawisze kontroluje mechanizm sterowany przez komputer. Oryginalne utwory Nancarrowa powstawały głównie na mechaniczne pianina Pianola, gdzie nośnikiem informacji była perforowana taśma papierowa. Ja miałem okazję podczas koncertu zagrać złożoną z nagrań terenowych Suwalszczyzny noise’ową kompozycję „Presence”, nad którą wówczas pracowałem.

Jednym z działań, którym się zająłeś była próba odtworzenia happeningu Maxa Neuhausa „American Can”. Skąd pomysł na właśnie to działanie?

Udało mi się namówić kilku artystów, wykładowców i studentów aby wspólnie odtworzyć ten happening w centralnym punkcie Ohio State University. Znalazłem bardzo niewiele informacji na temat „American Can”. Podobno w latach 60-70 większość puszek (na żywność i innych) produkował w USA koncern, który właśnie tak się nazywał. Max Neuhaus zorganizował zimą na przełomie lat 1966-67 serię happeningów pod taką nazwą – akcje odbywały się w parku Cloves Lakes Park na wyspie Staten Island w Nowym Yorku. Uczestnicy proszeni byli o turlanie, kopanie czy przemieszczanie puszek w miejscu, gdzie grunt był twardy, aby wprowadzone w ruch, wydawały dźwięk. Zebraliśmy sporo puszek, spotkaliśmy się w parku The Oval w centrum kampusu w Columbus i odtworzyliśmy ten pomysł (dźwiękowa dokumentacja tego projektu znajduje się na dole strony – przyp red.).

Jak zakończyłeś swoją rezydencję?

Doszło do ponownego spotkania wszystkich uczestników programu i podsumowania zabranych doświadczeń w siedzibie ArtsLink w NYC. Na zakończenie rezydencji odwiedziłem też instalację Maxa Neuhausa Times Square. To metaliczny drone wydobywający się z kratownicy systemu wentylacyjnego metra przez 24 godziny na dobę.

Wróćmy do Europy i innego ciekawego wydarzenia. W ubiegłym roku miałeś okazję nagrywać materiał z Tomkiem Dudą w legendarnym studio w ośrodku muzyki elektronicznej Elektron Musik Studion w Sztokholmie (więcej na http://www.elektronmusikstudion.se/ – przyp. red.) . Opowiedz proszę jak ono funkcjonuje, jak tam trafiliście i kiedy możemy spodziewać się efektów tej pracy.

To legendarne już studio działa od ponad 50 lat, my nagrywaliśmy tam przez tydzień. Co ciekawe większość europejskich studiów eksperymentalnych – chociażby to w Warszawie – pozamykano, a to znajdujące się w Sztokholmie przekształcono w ośrodek rezydencyjny, edukacyjny i badawczy. To placówka publiczna i z tego co wiem od początków funkcjonowania studia można było pracować tam nieodpłatnie, można tam też studiować muzykę elektroakustyczną. Na stronie EMS jest nawet materiał wideo, chyba z lat osiemdziesiątych, gdzie podkreśla się to że studio jest nieodpłatne, chociaż oczywiście nie jest to przestrzeń do tworzenia produkcji popowych i komercyjnych.

Wystarczy po prostu się do nich odezwać?

Napisałem do EMS z zapytaniem czy można u nich coś zarejestrować. Zaproponowali mi 6 studiów nagraniowych do wyboru, każde z nich skonfigurowane pod inne zastosowania np. miks wielokanałowy albo analogowy syntezator modularny. Dzięki wsparciu Instytutu Polskiego w Sztokholmie, mogliśmy spędzić tydzień w niesamowitym miejscu i w komfortowych warunkach rejestrowaliśmy muzykę. Do udziału w nagraniach zaprosiliśmy muzyków ze Sztokholmu: Johannesa Bergmarka, który gra na własnej konstrukcji amplifikowanym stole z obiektami oraz Pera Åke Holmlandera, który gra na tubie. Miksowanie materiału trochę się przeciągnęło, ale już finalizujemy pracę i mamy nadzieję że płyta ukaże się w tym roku.

Ja też i w takim razie wyglądam rezultatów.