Search and Hit Enter

D.O.M.: Krautrock niejedno ma imię

Zupełnie niespodziewanie na trójmiejskiej scenie pojawił się projekt nieoczekiwany, tajemniczy, ale odkrywający rejony dotąd słabo znane zarówno nad morzem jak i w całej Polsce. D.O.M. to jednoosobowy zespół Piotra Salewskiego znanego z old Time Radio, który penetruje w nim swoje post-punkowe fascynacje i krautrockowe zacięcia, w bardzo intymnej i introwertycznej formie. Już teraz można stwierdzić, że to jedno z tegorocznych muzycznych objawień.

Jakub Knera: Grasz od dawna w Old Time Radio, które trochę odbiega od muzyki D.O.M., chociaż w obu tych projektach da się znaleźć wspólne elementy. Skąd kierunek w stronę quasi-krautrockowego grania?

Piotr Salewski: Zawsze lubiłem granie krautrockowe czy postpunkowe i starałem się elementy tych stylistyk przemycać do Old Time Radio. Sporo przygrywałem sobie na boku, materiał się zbierał, więc w końcu postanowiłem wydać go w jakieś skonkretyzowanej formie i podzielić się tym ze światem. Z jednej strony słuchać na nim krautrock, a z drugiej postpunkowe, gitarowe granie – zaczynając od Joy Division i podobnych historii. Długo to we mnie siedziało i teraz ze mnie wyszło.

Masz przypinkę Neu!, a krautrock kojarzy się przede wszystkim z długimi, głośnymi i rozbudowanymi kompozycjami. Ty prezentujesz go w bardziej intymnej odsłonie.

Krautrock niejedno ma imię. Poza Neu inspirowały mnie takie rzeczy jak Cluster i ich płyta „Zuckerzeit” – tam znajdują się delikatne, powiedziałbym nawet że introwertyczne kompozycyjne. Podoba mi się ich brzmienia automatów perkusyjnych, dosyć prymitywnych. Wiadomo że krautrock ma gitarowe oblicze z okolic Can – to muzyka niejednorodna. Mi odpowiada ta wyciszona i elektroniczna strona tego gatunku.

Twoja muzyka też jest dosyć minimalistyczna, ale stawiasz na repetywnośći. Używasz pętli, powtarzasz motywy, a na dodatek robisz w pojedynkę.

Nie mam innego wyjścia! (śmiech) Repetycje to chyba mój ulubiony środek wyrazu. Zawsze podobały mi się utwory, w których linia basu przez 10 minut jest taka sama – to chyba pokłosie sluchania Joy Division. Bardzo podoba mi się wynalazek loopera, który otwiera przed człowiekiem dużo możliwości. Dzięki temu można być człowiekiem orkiestrą; postęp techniczny jest mi bliski.

Czasem w Twojej muzyce słyszę echa Felixa Kubina, Supergirl & Romantic Boys przez to że śpiewasz po polsku, czy wczesnego MikMusik. No właśnie, śpiewasz po polsku.

No, jako poloniście wypada. (śmiech) Nigdy nie byłem na tyle dobry w angielskim, żeby pisać teksty w tym języku, wymowę też mam przeciętną. Od pewnego czasu uznałem, że może warto byłoby pobawić się ojczystym językiem i napisać coś niekoniecznie banalnego, a może nawet nieoczywistego. Teksty są także minimalistyczne, bo zbyt wielu słów nie lubię używać i mam nadzieję, że to jakoś współgra z muzyką.