Search and Hit Enter

Miary dźwiękowe na Politechnice Gdańskiej

Politechnika Gdańska ukazała swoje drugie, muzyczne oblicze. Wszystko za sprawą warsztatów „Miary Dźwiękowe”, które odbyły się w ramach projektu „Dźwiękowiska”, organizowanego przez Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia.

Warsztaty miały na celu wykorzystanie możliwości akustycznych przestrzeni budynku Politechniki: tego jak poszczególne miejsca wpływają na dźwięk, rytm, jak rezonują i jakie efekty można dzięki temu osiągnąć. Wrażenie – mimo że trwało krócej niż kwadrans – okazało się rewelacyjne. Grupa trzydziestu osób, rozstawionych w różnych miejscach Holu Głównego, na schodach lub wyższych kondygnacjach, stała się nietypową orkiestrą. Wydawali dźwięki, tworzyli odgłosy używając plastikowych, drewnianych i metalowych przedmiotów (albo orzechów czy piłeczek pingpongowych), bawiąc się harmonią, echem, powodowanym specyficznym układem przestrzennym, a także rozmieszczeniem osób wydających dźwięk. Powtarzane „szszsz” przez kilkanaście osób, tworzyło wrażenie osobliwej ściany dźwięku, rozprzestrzeniającej się po całej sali. Wymawiane przez dwie osoby słowa „bliżej” i „dalej” zmieniały natężenie w raz z kierunkiem, w którym się przemieszczały.

Z zamkniętymi oczami czy bez, stworzona sfera soniczna zaświadczyła zarówno o tym w jak prosty sposób można stworzyć ciekawe dźwięki, a także jak bardzo może im sprzyjać architektura. „Miary dźwiękowe” przypomniały także o znaczeniu odpowiedniej budowy pomieszczeń – istotnej chociażby w studiach, salach koncertowych lub klubach – która ma niebywały wpływ na finalne brzmienie dźwięku. Nagranie zostało zarejestrowane i oby jak najszybciej ujrzało światło dzienne, bo było to zjawisko niepowtarzalne i wyjątkowe.

Więcej o warsztatach opowiada Zorka Wolny, artystka, która była jedną z prowadzących.

Jakub Knera: Warsztaty, które prowadziłaś wspólnie z Anną Szwajgier, a które były częścią zajęć grupy prowadzonej przez dr inż. arch. Justynę Borucką, nazywały się „miary dźwiękowe”. Co mierzyliście?

Zorka Wollny: Odległości, dystans i lokalizacje. Na warsztatach pojawiły się odniesienia do przestrzeni i architektury, ale też takie zjawiska, które można odnieść do muzyki jak tempo czy rytm. Zastanawiamy się, w jaki sposób kompozycja muzyczna może funkcjonować na podobnych zasadach co architektura, a także jak za pomocą dźwięku dać słuchaczowi odczuć odległości w architekturze.

Jak rekrutowaliście uczestników warsztatów?

Zapisy były otwarte dla każdego, zajmowało się nimi Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, ponieważ odbywały się one w ramach projektu „Dźwiękowiska”. Trzon grupy stanowili studenci Politechniki Gdańskiej, którzy wybrali te zajęcia w ramach jednego z przedmiotów na Wydziale Architektury, prowadzonego przez wspomnianą przez ciebie Justynę Borucką. Oprócz tego pojawiło się także kilka osób z zewnątrz – studenci kompozycji z Akademii Muzycznej w Gdańsku oraz studenci Akademii Sztuk Pięknych, którzy przede wszystkim zajęli się dokumentacją całego przedsięwzięcia.

Czy osoby uczestniczące w warsztatach musiały wykazać się jakimiś zdolnościami muzycznymi lub wokalnymi?

Nie. To na tyle otwarta forma, że każdy może znaleźć tu sobie miejsce. Jedynym warunkiem było otwarcie się na dźwięk: nie bać się używać głosu, kroków, czasem pociągnąć długo jakiś dźwięk. Nasze pierwsze zajęcia były otwierające, trochę jak joga – ćwiczyliśmy ciałem, rozluźnialiśmy się i wydobywaliśmy dźwięki. Potem w przestrzeni Holu Głównego sprawdzaliśmy różne rzeczy i komponowaliśmy.

Czy coś Was zaskoczyło?

Tak, okazało się, że należy brać pod uwagę bardzo dużo elementów. To jak niesie się głos na różnych piętrach, na schodach, a także materiały z jakich jest wykonana przestrzeń. Ogromne znaczenie ma chociażby parkiet, na którym nie można wykorzystywać kroków tak jak na innego typu korytarzach. Można natomiast perfekcyjnie wystukać rytm. Zależało nam na tym, aby podczas warsztatów pojawiały się takie pojęcia jak linia, punkt i płaszczyzna, a co za tym idzie, odpowiadające im dźwięki.

Początkowo warsztaty miały odbywać się w Dziedzińcu Fahrenheita, finalnie stanęło na Holu Główym. Dlaczego?

To był pomył zaproponowany, zanim tu przyjechaliśmy, ale tamta przestrzeń nie była odpowiednia. Po pierwsze ma wykładzinę, która wszystko tłumi, a także nie wszystkie okna dało się otworzyć i ma oszklony dach. Było więc zbyt mało elementów, które można wykorzystać.

Co takie słuchanie przestrzeni daje osobom, które tu przychodzą, ale także tym, którzy – jak studenci – przebywają tu na stałe?

Bardzo wyczula na dźwięki w życiu codziennym. Studentów, którzy wzięli udział w warsztatach, otworzyło muzycznie, a słuchacze mogli odczuć architekturę bardziej zmysłowo. Zazwyczaj na nią patrzymy, teraz percepcja przyjęła trochę inną formę: poprzez słuch.

Miary dźwiękowe, 18-22.03.13, Politechnika Gdańska, Gdańsk.

[Jakub Knera]