Search and Hit Enter

C4030: Po polsku nie śpiewa się łatwo

Zespół C4030 ciekawie nawiązuje do dokonań takich zespołów jak Kristen czy Pogodno. Z jednej strony ciekawie aranżując swoje kompozycje, przez co wzbogaca i różnicuje ich brzmienie, a z drugiej stawia na polskie teksty, które nie brzmią banalnie i zwracają uwagę. Mimo, że swoją epkę wydali już jakiś czas temu, poniżej wokalista grupy, Piotr Nabrdalik opowiada o komponowaniu i ojczystym języku.

Jakub Knera: Czy mieliście jakieś założenia, nagrywając płytę? Wasza muzyka z jednej strony porusza się wokół określonych stylistyk, a z drugiej strony ma pewien spójny, podobny, wakacyjny klimat.

Piotr Nabrdalik: Nie mieliśmy szczególnych założeń oprócz tych które mamy zawsze. C4030 to od podstaw muzyka niekombinowana brzmieniowo, nieanglojęzyczna i niespójna gatunkowo.

Śpiewacie po polsku, co jednak w naszym kraju nie jest zbyt popularne, a przede wszystkim rzadko komu dobrze wychodzi. Jakie macie podejście do tego języka? Czy to łatwe układać teksty w języku ojczystym, żeby nie popaść w banał?

Faktycznie, po polsku nie śpiewa się lekko i każde słowo musi być bardzo przemyślane. Krótkie angielskie słowa łatwiej poddają się rymowaniu i dobieraniu do potrzebnej ilości sylab. Poza tym w ojczystym języku mamy długie, szeleszczące (sic!) słowa i twardą wymowę. Językoznawcy potrafią to uzasadnić. Ja osobiście lubię lokalną kulturę i jej specyficzne cechy. Sensowne śpiewanie po polsku to duże wyzwanie i tak to traktuje. Nie podoba mi się moda w której żeby zaistnieć trzeba być zachodnio-stylizowanym.

Jak spoglądacie z tej perspektywy na polskie zespoły – macie jakieś, które zarówno tekstowo (język polski) jak i muzycznie, podobają się Wam najbardziej?

Każdy członek zespołu wymieniłby inne. Ja fascynuje się twórczością Czesława Niemena, bo ten gość był poza wszelkimi ramami a jednocześnie potrafił robić piosenki dla „zwykłych ludzi”, w warstwie lirycznej korzystając z klasyków poezji. Muzycznie był wielki. Z aktualnie tworzących artystów wymieniłbym: Pustki, Małpę, Hey, Myslovitz, Radio Bagdad… ale w moim odtwarzaczu są częste rotacje.

Wasza najnowsza EPka to zaledwie pięć utworów, poprzednio wydaliście dłuższy, koncertowy album. Skąd pomysł na taką koncepcję – żeby debiutować nagraniami live, a potem prezentować utwory studyjne?

Ten pomysł to wynik rzeczywistości rynkowej. Album koncertowy był nagrany minimalnym nakładem finansowym, a studyjny już coś tam kosztował. Ten pierwszy nagrywaliśmy sami od A do Z, włączając w to mix i mastering. Poświęcaliśmy głównie nasz czas. W przypadku nowej EP ograniczał nas budżet, bo takie „lokalnie znane” zespoły jak nasz nie pływają w forsie. Głupio byłoby tez ciągle dokładać do projektu, co nie?

Słuchając Waszej epki, mam wrażenia, że wszystko jest tu od początku do końca skomponowane i zaaranżowane – rozumiem, że na improwizację nie zostawiacie sobie miejsca?

W utworze „Piosenka 40-stu rozbójników” partia gitary solo jest improwizowana. Reszta materiału to przemyślane dźwięki. Na improwizacje faktycznie ostatnio jest mniej miejsca, bo gęste zmiany motywów utrudniają grę solową. Na naszą obronę mogę powiedzieć, że nasze piosenki komponujemy na zasadzie jam session, a potem systematyzujemy.

Jak więc postrzegacie „piosenki” i co rozumiecie przez to określenie? Tworzycie świetne piosenki, a na dodatek krótkie i jednocześnie wyczerpujące.

Dziękuje za Twoją opinie. Piosenki to muzyczna ilustracja harmonijnie powiązana z tekstem. Teksty to czasem wiersze, i jedno z drugim musi licować. Piszemy krótsze piosenki bo nie lubimy nudzić. W mojej opinii dobra piosenka musi stymulować refleksje lub budzić wyobraźnie. Oczywiście wszystko ma swoje miejsce i czas, i nasza muzyka chyba niekoniecznie pasuje na wesele lub jarmark. Lubię gdy ktoś odczytuje swoje emocje w naszych piosenkach, bo to daje poczucie kruchej emocjonalnej wspólnoty.

Przeczytaj recenzję płyty i posłuchaj muzyki: C4030 „EP”