All posts filed under: Wywiady

Adam Świerżewski. Prototypowanie miejsca

– Drukarnia to prototyp. Staramy się, by wszystkie elementy tworzyły spójną całość, projektujemy je, realizujemy i poddajemy testom. Największy test dzieje się już w kawiarni, z udziałem naszej ekipy i gości. Szybko wychodzi, co działa, a co idzie do poprawki. Wchodząc tu codziennie uwielbiamy obserwować ludzi. Patrzymy, jak orientują się w przestrzeni, w jaki sposób ją dla siebie oswajają. To powoduje, że chcemy zmieniać i przekonstruowywać to, co robimy – opowiada Adam Świerżewski, grafik i wykładowca akademicki, współzałożyciel kawiarni Drukarnia.

Magdalena Kalisz. Wyjątkowość zwykłych miejsc

– Podwórko, kamienica, klatka schodowa z piękną balustradą lub witrażem czy chociażby cudem ocalała przedwojenna posadzka, która może lada dzień zostać zostać zniszczona z powodu bezmyślnego remontu – to miejsca często niedoceniane i zapomniane, bo są brzydkie, brudne, zaniedbane i nikt już nie zwraca na nie uwagi. A my potrafimy to dostrzec, bo widzimy to po raz pierwszy, bez ciężaru codzienności, czy historii lub tożsamości danego miejsca – opowiada Magdalena Kalisz*, współautorka przewodników „Ogarnij miasto”.

Leszek Kopeć. Rajdy filmowe

– Aktorzy to z jednej strony indywidualiści, którzy ze sobą konkurują, będąc na potencjalnej liście laureatów, ale z drugiej strony mają wspólny interes, który objawia się poprzez solidarność środowiska. Wiedzą, że tylko jeden z nich wygra nagrodę, ale z drugiej strony mają wspólne przeżycia, realizacje, które w jakiś sposób ich łączą. Praca na planie filmowym ma ekstremalny charakter – trzeba tam być, żeby się o tym przekonać. Wiąże się z silnymi emocjami, poświęcaniem części własnego ja, jest obarczona dużym ryzykiem. Nigdy nie wiadomo czy nawet z dobrego scenariusza powstanie  dobry film. Za każdym razem praktycznie zaczyna się od nowa i nigdy nie wiadomo jak się skończy. A potem wstrzymuje się oddech i na widowni czeka na reakcję publiczności – opowiada Leszek Kopeć*, dyrektor Festiwalu Filmowego w Gdyni i Gdyńskiego Centrum Filmowego.

Piotr Czyż. Celebrować przeciętność

– Zawsze w mieście mamy sacrum – ważne przestrzenie jak kościoły, historyczne centrum, muzea i budynki reprezentacyjne – i profanum – miejsca codziennego użytku, zamieszkania, które już takie fajne być nie muszą. Powinniśmy zmienić nasza perspektywę i przesunąć ją na celebrowanie przeciętnych przestrzeni i naszej codzienności, bo w niej spędzamy większość czasu. Przeciętność nie oznacza, ze coś jest zaprojektowane źle i nie powinniśmy tego zmieniać. Jest dokładnie na odwrót – należy skupić większość naszej uwagi na przestrzeniach codziennych i przeciętnych dlatego, że właśnie one są najważniejsze. Wcale nie mają być mizerne i źle zaprojektowane, ale dobrze zaprojektowane i spełniające swoją przeciętną funkcję, jaką jest codzienne życie – opowiada Piotr Czyż*, architekt i filozof, współtwórca Inicjatywy Miasto. Fotografia: Renata Dąbrowska   JAKUB KNERA: Z wykształcenia jesteś architektem i filozofem. Co było najpierw? PIOTR CZYŻ: Architektura, ale filozofia zawsze mnie interesowała i czytałem bardzo dużo książek z tej dziedziny. W trakcie studiów na politechnice mieliśmy zajęcia z filozofii – przyniosłem pracę na zaliczenie, a mój wykładowca wysłał mnie, żebym studiował ten kierunek. Przyjęli mnie od razu na drugi rok …

Jacek Niegoda. Odbudować wspólnotę

– Europejczycy silnie identyfikują się z obszarami, w których żyją. Stąd może dlatego właśnie u nas mogły powstać środowiska socjaldemokratyczne, które były związane z kultem pracy, miejsc pracy, zakładów pracy. Miejsc, w których tworzy się tożsamość pracujących tam ludzi. W stoczniowym zakładzie pracy funkcjonował klub robotnika, w którym pracownicy malowali obrazy. W Sali BHP nad zdjęciami ze strajków wisiały stoczniowe landszafty malowane przez stoczniowców. Radiowęzeł był ośrodkiem kultury stoczniowej, a to tego były różne inicjatywy, które miały to środowisko wiązać. Miejscem budowania wspólnoty był zakład pracy – opowiada artysta, Jacek Niegoda*.

Arek Hronowski. Pomiędzy kulturą a biznesem

– Jest cała masa ludzi z wielkich spółek, którzy chcą wejść w kulturę tylko nie wiedzą jak. A ludzie od kultury za wysoko zadzierają nosa, bo nie wiedzą jak się poruszać w takim środowisku – i to jest ich problem, bo to właśnie ci od kultury muszą nauczyć się rozmawiać z przedstawicielami biznesu. Często nie rozumieją mechanizmów – artyści myślą, że są wyjątkowi, a ci co zarabiają to frajerzy i nic nie rozumieją. Trzeba być idealistą, pasjonatem i szaleńcem ale też w drugiej połowie biznesmenem – zrozumieć, że czasem warto kogoś zaprosić na kolację i wydać trzy stówy, bo to może przynieść rezultaty – opowiada Arek Hronowski, właściciel klubów Spatif i B90, organizator festiwalu Soundrive i plebiscytu Doki.

Jerzy Snakowski. Słuchać opery by powiedzieć sobie stop

– Ludzie często mnie proszą bym zachęcił do polubienia opery w ciągu trzydziestu sekund lub formie trzech zdań. Odmawiam, bo to dziedzina sztuki zbyt skomplikowana, by zachęcić do jej słuchania w tak skondensowanej formie. Jeżeli nie masz czasu, by wysłuchać tego, co mówię o operze i masz tylko pół minuty, to opera nie jest dla ciebie. Wiele osób narzeka, ze opery są strasznie długie, ale przecież o to chodzi – im dłuższa opera tym lepsza. To pretekst, żeby się zatrzymać, powiedzieć sobie „stop” i się skupić – opowiada Jerzy Snakowski*, popularyzator opery, baletu i musicalu.

Agnieszka Nagórska. Dźwigi do zapamiętania

– Ludzie chcą mieć dźwigi stoczniowe na ścianie z różnych powodów: żeby pamiętać o stoczni, żeby dopasować je do wnętrza swojego mieszkania. Czasem chcą mieć je w kolorze różowym. Ja traktuję to bardzo plakatowo, szablonowo. Na deskach staram się je dopracować, wskazać jak wyglądają – a jeśli chodzi o malarstwo, to czasem jedno pociągnięcie pędzla wystarczy. Chyba dlatego się nie nudzą – można je prezentować w różny sposób, z odmiennych perspektyw, od siebie, do siebie, do góry nogami – opowiada Agnieszka Nagórska, artystka i malarka, autorka obrazów z dźwigami stoczniowymi.

Aleksandra Szymańska. Kultura częścią naszego życia

– Jesteśmy w momencie, w którym – zwłaszcza w dużych miastach – myśli się o kulturze nie jak o kilku wydarzeniach, które mają ściągnąć dużą grupę publiczności. Celem nie jest już jedynie zaoferowanie im kilkudniowej przyjemności, ale sprawienie, aby kultura była częścią naszego życia. O świadomej polityce kulturalnej powinno się myśleć w zależności od potencjału, od środków jakimi się dysponuje, od potrzeb publiczności, o zróżnicowaniu tych potrzeb i tych publiczności. Należy wspierać działania oddolne ale jeśli dane miasto stać na organizowanie także wielkich wydarzeń i nie oznacza to „zabrania” budżetu kultury na całoroczną działalność to nie wykluczajmy większych wydarzeń – opowiada Aleksandra Szymańska*, dyrektorka Instytutu Kultury Miejskiej.

Sylwester Gałuszka. Nieprzewidywalne kolonie

–Staram się wdrażać coś, sprawdzać, czy dany pomysł się przyjmie, zainteresuje odbiorców, czy jest na niego zapotrzebowanie. Nieprzewigrdywalność programu relizowanego bez dotacji jest pociągająca, bo pokazujesz to, co jest aktualne, najfajniejsze według ciebie i możesz działać. Wkładamy własne środki w sprzęt, projektory, nagłośnienie niezbędne do przygotowania wydarzeń. Może dlatego nasze działania mają całkiem inną wartość, powstają z i dla przyjemności ich tworzenia, są bardziej osobiste, a więc bardziej przyciągają zarówno twórców i publiczność – opowiada Sylwester Gałuszka* z Kolonii Artystów, która właśnie obchodzi rok działalności w siedzibie przy Alei Grunwaldzkiej.