All posts filed under: Wywiady

Dagmara Blindow. W kinie od urodzenia

– Wielu przyjezdnych zostawia sobie oglądanie filmów w swoim mieście, bo wiedzą że obejrzą je w Kinie Żeglarz. Mówią „ten i tamten film nam uciekł, dobrze że go macie”. Są osoby, które przyjeżdżają do Jastarni tylko dlatego, że jest tu kino. Przychodzą z bagażami, jeszcze przed zakwaterowaniem się w pokojach – opowiada Dagmara Blindow, właścicielka Kina Żeglarz, jednego z ostatnich kin studyjnych na Pomorzu. Fotografia: Renata Dąbrowska JAKUB KNERA: Jak związałaś się z kinem? DAGMARA BLINDOW: W 1966 mój ojciec został kierownikiem kina „Świt” w Wejherowie. To było przed małżeństwem z moją mamą. Przyszedł do niej do pracy, mówiąc, że zaproponowali mu objęcie zespołu kin. I tak zostało na całe życie. A ja w kinie byłam już jako plemnik, urodziłam się trzy lata później. Podobnie było z moją córką Patrycją. Przez to wszystkie trzy mamy zupełnie inny styl funkcjonowania: używamy innej terminologii, mamy inny tryb życia, od najmłodszych lat tata wychodził do pracy na popołudnie. Nasze życie zawsze wyglądało inaczej niż wszystkich. Całe dzieciństwo spędziłaś w kinie? Gdy byłam mała, biegałam po sali kinowej w Świcie, zamykałam fotele …

Jacek Godek. Tłumacz Islandii

– Polska jest w środku Europy, Islandia jest pomiędzy Ameryką a Europą, ichnim Zachodem i Wschodem. My mieliśmy „Złoty wiek”, a oni za czasów wikingów byli w posiadaniu sporych połaci świata, chociażby odkryli Amerykę. Ale oni za tym nie tęsknią – mają świadomość, że czas płynie, świat się zmienia i należy funkcjonować w takiej rzeczywistości, jaka jest, a nie czekać aż powstanie Międzymorze. Wiedzą to, o czym śpiewał Młynarski: trzeba robić swoje – opowiada Jacek Godek, aktor i tłumacz literatury Islandzkiej. Fotografia: Renata Dąbrowska   JAKUB KNERA: Dlaczego tak wiele osób fascynuje się Islandią? Tak dzieje się też przecież w Polsce. JACEK GODEK: W Polsce dzieje się tak z pewnością dlatego, że Polscy stanowią tam największą mniejszość narodową – około 3% ogólnego stanu populacji czyli około 10 tysięcy osób. Islandia stała się modna w Polsce, ale myślę, że nastąpiło to już dobrych kilka lat temu, nawet pod koniec lat 90. Teraz przeżywa drugą młodość – wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej otworzył się tam rynek pracy dla Polaków. Wiele osób tam emigrowało, co podbiło …

Maria Piradoff-Link. Kustoszka muzeum z odpadów

– Mini muzeum Bankowiec powstało z odpadów: wyciągamy eksponaty ze śmietników, worków gruzu, z remontów. Jak ktoś coś remontuje to od razu lecę i mówię „to i to i to dla mnie, biorę do muzeum”. Te detale są ważne – tabliczki dla lokatorów, modernistyczne elementy, wiele detali z mosiądzu i metalu. One budują obraz tego, jak modernizm wyglądał kiedyś – nie tylko z punktu widzenia architektury, ale też wykończenia klatek i mieszkań. Bankowiec to słynny na Polskę i Europę pomnik historii – opowiada Maria Piradoff-Link, twórczyni Mini-Muzeum Bankowiec i jego kustoszka.

Alina Jurczyszyn. Śpiew naturalnym oczyszczeniem

– Śpiew pozwala ci wyrazić żal i smutek. Jest jak taniec i oddech – nasze naturalne potencjały do samoleczenia, które zatraciliśmy w miejskim życiu. Zapomnieliśmy, że możemy ich używać. Ludzie kiedyś używali śpiewu jako czegoś naturalnego, nie zdając sobie często sprawy, jakie terapeutyczne działanie w tym tkwi – opowiada Alina Jurczyszyn*, pieśniarka, reżyserka, założycielka zespołów Laboratorium Pieśni i Annutara.

Agata Królak. Ilustracje nie tylko dla dzieci

– To, co robię, to projektowanie dla dzieci w każdym wieku. Gdy myślę, że robię coś dla dziecka, to traktuję je jako figurę retoryczną. Dziecko to jakby konstrukt, który jest w każdym z nas – to cecha człowieka, a nie jego wiek i zbiór doświadczeń; to sposób patrzenia, specyficzna wrażliwość. Te elementy są we wszystkich. Dzieci mogą z tego korzystać, ale w równym stopniu chciałabym, żeby to, co robię, dawało też coś dorosłym – opowiada Agata Królak*, graficzka i ilustratorka. Fotografia: Renata Dąbrowska

Yach Paszkiewicz. Ojciec polskich teledysków

– Początki były takie, że za przysłowiową flaszkę, kupowaliśmy krótką kasetę Beta Cam, wpadaliśmy do telewizji o 2 w nocy i siedzieliśmy do rana, montując filmy nim przyjdą pierwsi pracownicy. Do 3-4 minutowego klipa miałem 12-15 minut materiału. Na domowej Amidze projektowałem animacje, siermiężne i w małej rozdzielczości, powiększone do rozmiarów telewizorów. Na dziecięcym komputerze zrobiłem sam czołówkę Teleekspresu! Gapiłem się w telewizor Sanyo i miałem od tego zapalenie spojówek – opowiada Yach Paszkiewicz*, reżyser, autor wideoklipów, twórca Festiwalu Polskich Wideoklipów YACH FILM.

Jan Daniluk. Tropienie historii ulic i dzielnic

– Zbyt często patrzymy na to, co działo się w Gdańsku z perspektywy tylko tych kluczowych wydarzeń politycznych, zapominając często o „zwykłej historii”.  Mam dość specyficzną perspektywę badacza i pasjonata, który zaczął zajmować się historią głównie właśnie lokalną, pierwsze kroki na tym polu stawiając, by opisać dzieje kilku ulic czy dzielnicy. Dla mnie najczęściej historia miasta to perspektywa przestrzeni, określonych miejsc i infrastruktury, a nie ludzi czy społeczności, które je zamieszkiwały. Zawsze bardziej interesowało mnie opisanie losów danego kwartału czy obiektu, a nie tego, kto tam mieszkał i jak jego losy się potoczyły – opowiada Jan Daniluk*, historyk, pasjonat, autor książek o Gdańsku.

Maciej Polak. Łowca niedoskonałych syntezatorów

– Na Dworcu PKS w Gdańsku wsiadałem do autobusu z kilkoma syntezatorami, które ledwo z kierowcą załadowaliśmy do luku bagażowego, a pod Wejherowem on powiedział do mnie, że „będzie dopłata za tę wersalkę” (śmiech). Potem zacząłem jeździć do Anglii samochodem, a następnie postanowiłem kupować sprzęt także za oceanem. Płaciłem i pisałem do ludzi, że za trzy miesiące po nie przyjadę. Wydawało się szalone, ale się udało. Jak pojechałem pierwszy raz i oddawałem auto w wypożyczalni na Manhattanie to właściciel nieźle się zdziwił, że w miesiąc przejechałem 6000 kilometrów. Jeździłem, zbierałem sprzęt, ludzie byli z różnych bajek, ale było to w pewnym sensie fascynujące, bo nie wiedziałem na co się piszę – opowiada Maciej Polak, kolekcjoner syntezatorów, twórca analogia.pl i muzyk zespołu Pin Park.

Jacek Friedrich. Poszukiwanie modernistycznej tożsamości

– W Gdyni wszystko powstawało „na naszych oczach”. Mieszkańcy mają poczucie, że sami zbudowali miasto albo robili to ich ojcowie, stryjowie, babki, ciotki i tak dalej. Ważne są kwestie własnościowe – kamienica należała przed wojną do kogoś konkretnego i pamięć o tym trwała także w czasach komunizmu. W Gdańsku nie wytworzył się podobny etos, bo nie było tej ciągłości i świadomości własności prywatnej. Czym innym jest powiedzieć „tu mój dziadek miał przed wojną aptekę”, a czym innym „tu mój dziadek pracował w aptece jako sprzedawca w latach sześćdziesiątych”. Ale przecież to, co stało się z Gdańskiem po wojnie, jest powodem do dumy. Gdyby nie ciężka praca wielu ludzi, byłoby to zupełnie inne miasto – opowiada Jacek Friedrich*, historyk, dyrektor Muzeum Miasta Gdyni.

Maciej Mokros. Neon w świecie kasetonów

– Jeśli większość firm ma reklamę wykonaną w technologii X to jedna, która się pojawi na ulicy z reklamą w technologii Y, będzie się wyróżniała. Skoro więc było tyle neonów i nagle pojawił się kaseton, ludzie zaczęli zwracać na niego uwagę. Teraz jest dokładnie na odwrót – neony wracają do łask (śmiech). To zawsze kwestia monotonii w rynku – coś oryginalnego na tle powtarzalnych elementów zostanie dostrzeżone – opowiada Maciej Mokros z Gdyńskiego Laboratorium Neonu Artystycznego.