All posts filed under: Wywiady

Agata Królak. Ilustracje nie tylko dla dzieci

– To, co robię, to projektowanie dla dzieci w każdym wieku. Gdy myślę, że robię coś dla dziecka, to traktuję je jako figurę retoryczną. Dziecko to jakby konstrukt, który jest w każdym z nas – to cecha człowieka, a nie jego wiek i zbiór doświadczeń; to sposób patrzenia, specyficzna wrażliwość. Te elementy są we wszystkich. Dzieci mogą z tego korzystać, ale w równym stopniu chciałabym, żeby to, co robię, dawało też coś dorosłym – opowiada Agata Królak*, graficzka i ilustratorka. Fotografia: Renata Dąbrowska

Yach Paszkiewicz. Ojciec polskich teledysków

– Początki były takie, że za przysłowiową flaszkę, kupowaliśmy krótką kasetę Beta Cam, wpadaliśmy do telewizji o 2 w nocy i siedzieliśmy do rana, montując filmy nim przyjdą pierwsi pracownicy. Do 3-4 minutowego klipa miałem 12-15 minut materiału. Na domowej Amidze projektowałem animacje, siermiężne i w małej rozdzielczości, powiększone do rozmiarów telewizorów. Na dziecięcym komputerze zrobiłem sam czołówkę Teleekspresu! Gapiłem się w telewizor Sanyo i miałem od tego zapalenie spojówek – opowiada Yach Paszkiewicz*, reżyser, autor wideoklipów, twórca Festiwalu Polskich Wideoklipów YACH FILM.

Jan Daniluk. Tropienie historii ulic i dzielnic

– Zbyt często patrzymy na to, co działo się w Gdańsku z perspektywy tylko tych kluczowych wydarzeń politycznych, zapominając często o „zwykłej historii”.  Mam dość specyficzną perspektywę badacza i pasjonata, który zaczął zajmować się historią głównie właśnie lokalną, pierwsze kroki na tym polu stawiając, by opisać dzieje kilku ulic czy dzielnicy. Dla mnie najczęściej historia miasta to perspektywa przestrzeni, określonych miejsc i infrastruktury, a nie ludzi czy społeczności, które je zamieszkiwały. Zawsze bardziej interesowało mnie opisanie losów danego kwartału czy obiektu, a nie tego, kto tam mieszkał i jak jego losy się potoczyły – opowiada Jan Daniluk*, historyk, pasjonat, autor książek o Gdańsku.

Maciej Polak. Łowca niedoskonałych syntezatorów

– Na Dworcu PKS w Gdańsku wsiadałem do autobusu z kilkoma syntezatorami, które ledwo z kierowcą załadowaliśmy do luku bagażowego, a pod Wejherowem on powiedział do mnie, że „będzie dopłata za tę wersalkę” (śmiech). Potem zacząłem jeździć do Anglii samochodem, a następnie postanowiłem kupować sprzęt także za oceanem. Płaciłem i pisałem do ludzi, że za trzy miesiące po nie przyjadę. Wydawało się szalone, ale się udało. Jak pojechałem pierwszy raz i oddawałem auto w wypożyczalni na Manhattanie to właściciel nieźle się zdziwił, że w miesiąc przejechałem 6000 kilometrów. Jeździłem, zbierałem sprzęt, ludzie byli z różnych bajek, ale było to w pewnym sensie fascynujące, bo nie wiedziałem na co się piszę – opowiada Maciej Polak, kolekcjoner syntezatorów, twórca analogia.pl i muzyk zespołu Pin Park.

Jacek Friedrich. Poszukiwanie modernistycznej tożsamości

– W Gdyni wszystko powstawało „na naszych oczach”. Mieszkańcy mają poczucie, że sami zbudowali miasto albo robili to ich ojcowie, stryjowie, babki, ciotki i tak dalej. Ważne są kwestie własnościowe – kamienica należała przed wojną do kogoś konkretnego i pamięć o tym trwała także w czasach komunizmu. W Gdańsku nie wytworzył się podobny etos, bo nie było tej ciągłości i świadomości własności prywatnej. Czym innym jest powiedzieć „tu mój dziadek miał przed wojną aptekę”, a czym innym „tu mój dziadek pracował w aptece jako sprzedawca w latach sześćdziesiątych”. Ale przecież to, co stało się z Gdańskiem po wojnie, jest powodem do dumy. Gdyby nie ciężka praca wielu ludzi, byłoby to zupełnie inne miasto – opowiada Jacek Friedrich*, historyk, dyrektor Muzeum Miasta Gdyni.

Maciej Mokros. Neon w świecie kasetonów

– Jeśli większość firm ma reklamę wykonaną w technologii X to jedna, która się pojawi na ulicy z reklamą w technologii Y, będzie się wyróżniała. Skoro więc było tyle neonów i nagle pojawił się kaseton, ludzie zaczęli zwracać na niego uwagę. Teraz jest dokładnie na odwrót – neony wracają do łask (śmiech). To zawsze kwestia monotonii w rynku – coś oryginalnego na tle powtarzalnych elementów zostanie dostrzeżone – opowiada Maciej Mokros z Gdyńskiego Laboratorium Neonu Artystycznego.

Kacper Tekieli. Bycie w drodze na ośmiotysięcznik

– Istotą wspinania jest współpraca, partnerstwo, poświęcenie, rozumienie potrzeb drugiej osoby. Jest lista celów każdej wyprawy: wrócić w komplecie, jako grupa przyjaciół, a dopiero kolejne to cele sportowe. Podzielam ten pogląd. Samo wejście na szczyt, ukończenie drogi czy odwrót kilkadziesiąt metrów przed szczytem to indywidualne wartości ważne dla nas czy naszych ambicji. Natomiast wydaje mi się, że jedzie się po to, żeby próbować, spędzać tam czas, wspinać się. Sam fakt wspinania, bycia “w drodze” najważniejszy – opowiada Kacper Tekieli*, himalaista i alpinista, instruktor wspinaczki sportowej.

Andrzej Paradowski. Wracać do cukierni po smaki

– Mamy klientów z różnych stron świata. Sentymentów nie brakuje i działają w dwie strony – ktoś sobie życzy tortu do Stanów, a ktoś inny stamtąd dzwoni i zamawia tort na wesele córki, które będzie w Gdańsku. Dlaczego my? Bo ludzie pamiętają nasze smaki i to dla nich coś więcej niż tylko zamówienie tortu – to tort z cukierni, którą się pamięta i lubi. W okresie wakacyjnym przyjeżdżają tu tacy ludzie, którzy kiedyś mieszkali w Gdańsku. Przychodzą, zachwycają się, ze cukiernia działa i chcą babeczkę albo pączka, bo pamiętają te smaki – opowiada Andrzej Paradowski, cukiernik, rzemieślnik i właściciel cukierni Paradowski w Gdańsku-Wrzeszczu.

Adam Świerżewski. Prototypowanie miejsca

– Drukarnia to prototyp. Staramy się, by wszystkie elementy tworzyły spójną całość, projektujemy je, realizujemy i poddajemy testom. Największy test dzieje się już w kawiarni, z udziałem naszej ekipy i gości. Szybko wychodzi, co działa, a co idzie do poprawki. Wchodząc tu codziennie uwielbiamy obserwować ludzi. Patrzymy, jak orientują się w przestrzeni, w jaki sposób ją dla siebie oswajają. To powoduje, że chcemy zmieniać i przekonstruowywać to, co robimy – opowiada Adam Świerżewski, grafik i wykładowca akademicki, współzałożyciel kawiarni Drukarnia.

Magdalena Kalisz. Wyjątkowość zwykłych miejsc

– Podwórko, kamienica, klatka schodowa z piękną balustradą lub witrażem czy chociażby cudem ocalała przedwojenna posadzka, która może lada dzień zostać zostać zniszczona z powodu bezmyślnego remontu – to miejsca często niedoceniane i zapomniane, bo są brzydkie, brudne, zaniedbane i nikt już nie zwraca na nie uwagi. A my potrafimy to dostrzec, bo widzimy to po raz pierwszy, bez ciężaru codzienności, czy historii lub tożsamości danego miejsca – opowiada Magdalena Kalisz*, współautorka przewodników „Ogarnij miasto”.