All posts filed under: Recenzje

Tomasz Chyła Quintet – Circlesongs

Eternal Entropy, debiutancki album Tomasz Chyła Quintet, łączył wiele różnych wpływów – od rockowego posmaku, przez folk czy bardzo otwarte spojrzenie na europejski jazz. Przez osobę lidera – skrzypka – wprowadzał do muzyki barwny koloryt, wyróżniając ich na tle pozostałych. To skład, który bez obaw zanurza się w improwizacji, ale przez to, że ma w składzie tak doświadczonych muzyków, słychać umiejętne dialogowanie i granie w ramach ustalonych zasad. Recenzja jest częścią tekstu o jesiennych premierach jazzowych nad którymi Nowe idzie od morza objęło patronat – PRZECZYTAJ Nowa płyta kwintetu Chyły jest mniej drapieżna niż debiut, w całości bazuje na improwizacji. Z jednej strony te spontaniczne momenty nietrudno wyłapać, z drugiej jednak zespół gra bardzo koherentnie. Nie brakuje tutaj typowych dla improwizacji narastających momentów, na bazie których muzycy eksplorują muzyczne wątki – jak pulsujący fortepian w otwarciu, ale też przejście między drugą a trzecią częścią płyty. Zespół improwizuje, ale na szczęście nie skręca w kierunku free-improv, działa z bardziej awangardowym zacięciem. Cedzi dźwięki, a jednocześnie muzycy uważnie doglądają siebie nawzajem. Trzy wyraźne części to efekt trzech sesji …

Kids of Cherno – No Mercy No Pharmacy

Zarówno Katarzyna Borek jak i Paweł Osicki na polskiej scenie funkcjonują już długo, chociaż do tej pory samodzielnie nie wykazali się wyrazistymi solowymi projektami. Pianistka nagrała swego czasu bardzo ciekawy album Tempus Fantasy, w którym razem z Vojto Monteur połączyła brzmienie fortepianiu z elektroniką, a przed dwoma laty wydała solową płytę. W obu przypadkach odnosiła się do dzieł innych, reinterpretując kompozycje m.in. Arvo Pärta, Craiga Armstronga, Ludovico Enaudiego, Claude Debussy’ego, Fryderyka Chopina czy Mikołaja Góreckiego. Perkusista Paweł Osicki, o bardziej alternatywnej czy jazzowej prominencji grał z zespołem Pogodno, YeShe, Andrzejem Przybielskim, ale też pokazał oblicze w bardziej piosenkowym repertuarze ze Stanisławem Soyką. Przez wspomniane zabłyśnięcie rozumiem stworzenie projektu o osobliwym i wyjątkowym języku muzycznym, a Kids of Cherno jak najbardziej spełnia te wymogi, bo ich debiut jest najzwyczajniej w świecie bardzo ciekawy. To album duetu, ale brzmi jakby nagrała go mini-orkiestra, ale ważne, żeby wszystkie kropki na tej drodze połączyć umiejętnie i wyszedł z tego obrazek, wizja. Muzycy zdecydowanie wychodzą tu poza swoje standardowe instrumentarium perkusja-fortepian – No Mercy No Pharmacy to muzyka gdzieś na styku …

Trys Saulės – ***

W Trys Saulės spotykają się drogi trójki muzyków. Najbardziej na miejscu – ze względu na swoje ostatnie dokonania – wydaje się tu Artur Krychowiak, który swoje dronowe inspiracje regularnie prezentuje w solowym projekcie Nowa Ziemia, bazujący na brzmieniu gitary barytonowej, pogłosach i mrocznej aurze. Ale Trzy Słońca (to w języku litewskim oznacza nazwa zespołu) to także Marcin Dymiter, który wydaje się wracać tutaj do swoich korzeni, znanych chociażby z Ewy Braun. To być może oczywiste odniesienie zawsze zwraca uwagę, ponieważ Dymiter (funkcjonujący także jako Emiter) kończąc działalność w słupskiej noise-rockowej kapeli na przełomie XX i XXI wieku, na wiele lat odłożył gitarę w jej klasycznej formule. Owszem sięgał po instrument i towarzyszące mu efekty, ale w większym stopniu zanurzał się w elektronikę, muzykę eksperymentalną czy nagrania terenowe. Na początku obecnej dekady wydał dwa albumy pod szyldem Niski Szum, eksplorujące wątki gitarowe, przede wszystkim jednak w formach medytacyjnych repetycji, budując organiczny trans, jednocześnie w dosyć spokojnej i nienarzucającej się formie. Dlatego właśnie hałaśliwy i głośny album „***” jest na jego ścieżce muzycznej zjawiskiem ciekawym, dopełniającym jego …

Resina – Traces

Karolina Rec, mimo że wciąż wydaje się być na początku swojej muzycznej drogi (chociaż „Traces” to już jej drugi pełnowymiarowy album), ma za sobą bardzo bogatą ścieżkę – od Akademii Muzycznej, przez współtworzenie zespołów Kings of Caramel, Cieślak i Księżniczki, po angaże do filmów (ostatnio „Dzień Czekolady” Jacka Bławuta czy film dokumentalny „Tourists”). W tych różnych projektach Rec ze swoim instrumentem – wiolonczelą – współistnieje z całą gamą innych muzyków. Kiedy gra na nim w pojedynkę, jej muzyka brzmi zupełnie inaczej: jest delikatna, zwichrzona, czasem niepoukładana, bliska przez to nieokiełznanej naturze, którą próbujemy zrozumieć. Tak samo wiolonczelistka bada możliwości swojego instrumentu. Jej debiutancki album, zatytułowany po prostu „Resina” dobrze pokazywał te poszukiwania, bazowanie na zapętleniach, szukanie wielowarstwowości w minimalizmie. Po dwóch latach artystka publikuje swój kolejny album, wydany również w wytwórni 130701, post-klasycznej odnodze słynnego labelu FatCat, który pokazał światu m.in. Animal Collective czy Sigur Rós. To album bardziej złożony, kompleksowy wręcz, ale też brzmiący potężniej. Resinę znów cechuje organiczność, w różnych formach: kiedy zapętla dźwięki swojego instrumentu, kiedy snuje wokalizy (których na tej płycie …

Totally Together – Take Off

Na profilu bandcamp projektu Totally Together czytam, że jego ideą jest kolekcjonowanie dotychczasowych pomysłów i muzycznych fantazji. To cecha wspólna wielu artystów, którzy często poruszają się pomiędzy różnymi światami, czerpią inspiracje z wielu stron i przekuwają je w muzyczne pomysły. „Take Off” to debiutancki album nagrywającego pod tym szyldem Romana Wróblewskiego, ale przed trzema laty muzyk wydał już trzyutworową epkę. W międzyczasie udzielał się w zespole Enchantia czy Dub Whale, a jednocześnie mocno inspiruje się muzyką klasyczną spod znaku Bacha czy Chopina ale też jazzem. Wiele z tych wpływów na „Take off” jest bardzo wyraźnie odczuwalnych. Najważniejszy, elektroniczny idiom, napędza cały materiał za sprawą wyrazistych bitów, wspartych melodyjnie brzmiącymi syntezatorami. Otwierający płytę „Delicious” wyróżnia się mocnym groovem i swego rodzaju transowością, być może nie tak odległą pierwszym dokonaniom Aphexa Twina. Z kolei „Come Closer” bliżej już do piosenki, z resztą towarzyszy jej wokal, zmodyfikowany autotunem (niestety tekstowo pozostawiającym sporo do życzenia). Ten dualizm piosenka-eksperyment, elektronika-klasyczne brzmienie jest obecny przez całą resztę materiału – raz robi się melodyjnie i piosenkowo, za chwilę bardziej elektronicznie i eksperymentalnie. …

Emil Miszk & The Sonic Syndicate – Don’t Hesitate!

Emil Miszk jest muzykiem bardzo wszechstronnym. Od zespołu Algorhythm licząc, który współtworzy, po masę innych składów, gdzie spotyka się w różnych konstelacjach z trójmiejskimi artystami takimi jak Dominik Bukowski, Sławek Jaskułke, Piotr Chęcki, Michał Bąk, Sławek Koryzno, Szymon Burnos czy Kamil Piotrowicz. Miszk jest też jednym z jaśniejszych punktów nowej fali jazzu nad morzem ale i w Polsce – jest aktywny, gra i nagrywa często, jest młody, a jego głowa kipi od pomysłów. Emil Miszk & The Sonic Syndicate to z jednej strony udokumentowanie jego kształcenia na Akademii Muzycznej w Gdańsku, gdzie w tak szerokim składzie zaprezentował muzykę po raz pierwszy w czerwcu 2017 roku. Grono zaproszonych muzyków jest imponujące: saksofoniści Piotr Chęcki i Kuba Więcek, puzonista Paweł Niewiadomski, gitarzysta Michał Zienkowski, pianista Szymon Burnos, basista Konrad Żołnierek i perkusista Sławomir Koryzno. Nad wszystkim czuwa Miszk-lider, który skomponował na płytę siedem kompozycji. “Don’t Hesistate!” jest materiałem bardzo zróżnicowanym, o szerokim spektrum. Zespół gra niczym mała orkiestra, tworząc wielowarstwowe kompozycje, pełne niuansów. Pierwsze skrzypce grają tu dęciaki, na czele z liderem – zarówno kiedy budują przejmujące …

ROD – Lelum Polelum

ROD konsekwentnie od kilku lat buduje swój język muzyczny, który za punkt wyjścia traktuje muzykę drum’n’bass, a jednocześnie sięga go arsenał instrumentów ludowych. Zespół z Wejherowa przez trzy lata z rzędu wydawał epki, rzucające poszlaki na to, jaki mają pomysł na muzykę i co chcą powiedzieć. Każde z tych wydawnictw miało w sobie coś pociągającego – wokale, teksty, połączenie elektroniki i słowiańskich piszczałek czy innej maści instrumentów. Zespołów które czerpią z współczesności i tradycji jest sporo, by wymienić chociażby Kapelę ze Wsi Warszawa czy Village Kollektiv – nie dziwi więc, że i ROD trafił do Karrot Kommando, wytwórni, która albumy wyżej wymienionych składów wydaje. „Lelum Polelum” zbiera doświadczenia muzyków, stanowiąc solidną i przemyślaną formę. Atakujący rytm przywołuje na myśl słowiańskie rytuały, a jego forma wywodząca się z dubstepu i d’n’b silnie wciąga w świat obrzędowości, która w połączeniu z piszczałkami czy okazjonalną lirą smyczkową zyskuje wyraziste i potężne brzmienie. Jednocześnie ROD nie jawi się jako zespół archaiczny i reprezentant cepeliady; nie przywołują przeszłości i nie próbują wskrzesić tradycji. Raczej grając swoją muzykę tu i teraz …

Dule Tree – Transhumanistic followers of antyutopia happiness

Długo zabierałem się za zrecenzowanie albumu “Gross Humanity” zespołu Dule Tree i w końcu się nie zebrałem. W tym czasie grupa z tria zmieniła się w duet, który tworzą Paweł Rucki i Szymon Browarczyk. I nagrali nowy materiał „Transhumanistic followers of antyutopia happiness”. Niby to tylko dwie osoby, a nieco ponad dwadzieścia minut muzyki brzmi jakby na zespół złożyło się o wiele więcej dźwięków, bo ciężko wyróżnić tutaj zaledwie dwa instrumenty. Dule Tree określa się mianem blackened-noise-jazz, a ich muzyka gdzieś wszystkie obecne w tym powiązaniu słów wątki przeplata. Dodałbym jeszcze metal. Nowy album brzmi jakby przy jednym stole siadł John Zorn, Shinning i Messhugah: jest ciężko i agresywnie, a jednocześnie barwnie. Zaczyna się czterdziestosekundowym „Nic”, które jest gwałtownym i mocnym otwarciem z pogranicza metalu, jazzu czy zornowskiego nieokiełznania z rykiem w tle. „Father Yod” zdaje się bardziej konwenjonalny, ale gdzieś w połowie następuje przełamanie, zniszczenie konstrukcji. Najdłuższy na albumie „Needle in the sleeve” bazuje na rytmicznych wybiciach perkusji, zagęszczeniu tkanki brzmieniowej i podbitej efektami gitarowej ścianie, a także zniekształconych wokalizach. To znów jawi się …

Ate – Secondary drowning

Petar Petkov po dwóch latach wydaje drugi album. Z bliźniaczo podobną okładką, która ma wskazywać, że także w warstwie estetycznej jest tu wiele punktów wspólnych z wydanym w 2016 „MCCV”. Nagrywając jako Ate jego orężem jest gitara elektryczna, której możliwości minimalizuje i oszczędnie dozuje barwę brzmieniową. Znów odniesieniem jest tu muzyka ambientowa, odrobinę dronowa w swojej łagodniejszej odsłonie. Petkov gitarę używa tak jak przystało zespołom post-rockowym, ale zamiast przesadnej dramaturgii, stawia na kontemplację, w którą trzeba – jak sugeruje tytuł – zatonąć. Delikatne zagrania na instrumencie tworzą płynne, świetnie budujące przestrzeń repetucje, które w mgiełce onirycznego pogłosu tworzą osobliwy, surrealistyczny nastrój. Poza zamykającym album utworem, pozostałe cztery „fale” wciągają swoją długą i stopniowo rozwijaną konstrukcją. Stąd i sam tytuł utworów dobrze odzwierciedla ich charakter – rozwijają się ospale, bez większych urozmaiceń, budując solidną, ale jednocześnie subtelną dźwiękową powłokę. Gdzieś pod pierwszym planem instrumentu muzyk przemyca kolejne warstwy brzmieniowe, w których wyłapuję (trafnie?) dźwięki fal, tym razem już nie muzycznych, ale tych morskich. „Secondary Drowing” nie jest płytą zaskakującą, ale pomysłowa jest jej formuła, bliska idei …

Cisowa-Wrzeszcz – Krajobraz zniknął

Sprawdziłem ile łączy Wrzeszcz, dzielnicę Gdańska, z Cisową, dzielnicą Gdyni. Punktów wspólnych jest całkiem sporo – obie leżą blisko lasu (a w każdym z nich jest charakterystyczny szczyt: Długa Góra w Cisowej czy Strzyska Góra we Wrzeszczu), przez obie przebiega największa arteria Trójmiasta i w każdej z nich jest główna droga, która prowadzi poza centrum. Stosunkowo daleko z nich do morza, ale na szczęście w Gdyni wiedzie tędy Potok Cisowski, a przez Wrzeszcz przepływa Strzyża. Od tego roku oba miejsca łączy też wspólny projekt muzyków swego czasu współtworzących Old Time Radio: Tomasza Garstkowiaka i Piotra Salewskiego. Po długim niebycie ich pierwotnego zespołu, ten pierwszy już jakiś czas temu nagrał kilka płyt pod szyldem Stare Radyjko, a drugi nagrywa solowo jako D.O.M. Ich gdańsko-gdyński projekt nazywa się po prostu Cisowa-Wrzeszcz, od nazw dzielnic w których mieszkają. Pomiędzy nim wymieniali się koncepcjami i w nich rejestrowali swoje pomysły, które w pewien sposób czerpią z wcześniejszych dokonań dwójki muzyków. Na„Krajobraz zniknął”dominują kosmiczne brzmienia syntezatorów, często podbijane prostymi bitami, które wspólnie przywołują na myśl kosmiche musik. Ten album to …