All posts filed under: Recenzje

Maja Miro – De Arte Respirandi

Pisząc na łamach magazynu POPUP relację z festiwalu w Sokołowsku, zwróciłem uwagę na potencjał tego miejsca i możliwość poruszenia wątków, które mogą podjąć artyści, eksplorując jego specyfikę – położenie geograficzne, fakty funkcjonowania tam sanatorium, ale też wątki medyczne czy lecznicze związane z układem oddechowym, które można wykorzystać do tworzenia kolejnych projektów. Niemal jak na zawołanie trafiła do mnie płyta Mai Miro, traversistki, wcześniej w Trójmieście znanej z twórczości z Marią Ka, która postanowiła zagłębić się w sztukę oddychania i dawne traktaty medyczne. Miro tworzy muzykę do filmów, gra na fletach historycznych, a na płycie postanowiła podjąć się niełatwego zadania: pokazania jak stary instrument może zabrzmieć w kontekście współczesności i w towarzystwie możliwości technologicznych. Zaprosiła sześciu kompozytorów współczesnych (Murray Barsky, Miranda Driessen, Katarzyna Szwed, Marijn Biffchops, Maciej Jabłoński i Allison Cameron), którzy napisali utwory na flet traverso (część specjalnie dla niej). Miro zwraca uwagę na sam potencjał instrumentu, ale też na to, jak operuje on powietrzem i jak z nim współgra – zarówno wtedy gdy instrumentalistka wpuszcza je w jego wnętrze, umożliwiając wybrzmiewanie, ale też w …

Daniel Hertzov – Looking Glass

Daniel Hertzov nie pochodzi z Trójmiasta, ale zespół, który stworzył Looking Glass już tak. Płytę dostałem od Szymona Burnosa, który w tym roku wydał fantastyczne płyty z takimi składami jak Algorhythm i Tomasz Chyła Quintet, ale w zespole gra także Marcin Gałazka z Tymański & The Transistors, Przemek Bartoś z The Fruitcvakes i Tomasz Koper z zespołu Świetliki. Mamy więc do czynienia ze składem doświadczonych i otwartych na różne wpływy muzyków, aczkolwiek pierwsze skrzypce faktycznie gra lider zespołu. Hertzov przez ostatnie 10 lat pisał piosenki, grał je w różnych krajach Europy i USA, aż wreszcie trafił do Polski. “Looking Glass” to płyta z muzyką podróży, spinające singersongwriterskie fascynacje, ale też tradycję amerykańskiego folku, elementów country czy muzyki blue grass. Czuć od razu że to muzyka jakby nie przystająca do naszej szerokości geograficznej – proste piosenkowe kompozycje błyszczą szczegółami w postaci nieoczywiście wykorzystanej perkusji, harmonijki ustnej czy frapujących partii klawiszy. Fajnie to wszystko brzmi – miękko i przytulnie, z wokalem lidera na czele. To także przykład tego, że nie tylko nagranie ale i produkcja materiału, nawet …

LASY – Little Giant

Maciek Wojcieszkiewicz na trójmiejskiej scenie funkcjonuje od dawna i wydaje się, że wciąż pozostaje w swojej muzycznej niszy. Ostatnio, poza działalnością stricte kompozytorską, wyprodukował płyty Bubble Chamber, Reni Jusis czy Carsky’ego. W tym czasie nie zwalnia także z pomysłami czego efektem jest jego nowa płyta, tym razem nagrana pod szyldem LASY, co ma podkreślić jego zamiłowanie to owych terenów zielonych. Od ostatniej płyty solowej muzyka minęły cztery lata, więc i siłą rzeczy jest w innym miejscu, co LASY dobitnie pokazują. Stendek dawno wypracował swój charakterystyczny język, w którym dominują nieoczywiste harmonie, pocięta rytmika i przysłaniające wszystko warstwy syntezatorów mieniące się najróżniejszymi barwami. To także bas, czasem bardziej ustrukturyzowany, który tworzy osobliwe spojrzenie na muzykę techno, ale LASY często brodzą we wpływach bliskich twórcom nagrywającym dla Brainfeeder records. Stendek tworzy muzykę inspirowaną naturą, ale zazwyczaj brzmi ona wręcz nienaturalnie, jest naznaczona wpływem technologii i możliwości produkcyjnych. Czerpiąc z syntezatorowych smug, sampli i pociętych wokaliz jednocześnie potrafi zachować balans, kiedy zaprasza do współpracy innych artystów. MajLo wprowadza nutkę przebojowości, a Lari Lu spokój w ambientowym kawałku z …

White Starlite – Sadly Ever After/Blue

O twórczości Audri Jean pisałem już przez pryzmat nieodżałowanego zespołu Destructive Daisy, który równie szybko co się pojawił, zniknął i pewnie do niewielu trafił. Tamten mocno osadzony w muzyce grunge doby lat 90 skład czterech dziewczyn czerpał też z ruchu riot grrrl, grając nie tylko agresywnie ale i śpiewając teksty często mocno feministyczne w wymowie albo i wyzywające do boju facetów. Ten muzyczny feminizm i podkreślenie udziału w scenie muzycznej płci pięknej, jest o tyle ważne, że w Trójmieście i okolicach wręcz znikome. Audri z White Starlite – obok takich artystek jak Ja Miron, The Pau czy Laboratorium Pieśni tę lukę wypełnia, chociaż pewnie wciąż nie wystarczająco. Jej nowy skład wydał w tym roku sześcioutworową epkę, z którą wokalistka płynnie weszła w lata 90. i nurt shoegaze. Wyrazisty wokal i pełne przesterów czy zamglonych brzmień gitary tworzą idealną ścieżkę dźwiękową do miłosnych (ale nie tylko) przygód nadmorskich. Audri na “Sadly Ever After” śpiewa o snuciu się po mieście, nudnych związkach, popołudniach pełnych szaleństw czy często impresjonistycznych dźwiękowych obrazach z “Blue Lagoon” na czele. Muzyka White …

Kalafior Derambo – Bugibba

Kalafior Derambo na “Bugibba” cofa się do lat młodości, snując swoje dziwaczne obserwacje i bawiąc się językiem. Rapuje w bardzo oldskulowej formie, w towarzystwie bitów autorstwa Yannicka Dilée, poznanego w czasie pobytu w Paryżu, zajmującego się produkcją muzyki w domowym zaciszu. Kalafior nie sili się na świeżość i nowość – płyta momentalnie przywołuje na myśl polskie rapowe produkcje z lat 90. z Kalibrem czy Paktofoniką na czele. Nawet z resztą sam autor rapuje w sposób bliski członkom wyżej wymienionych grup. Bity Dilée jak na 2017 rok brzmią dosyć archaicznie, operują prostymi połączeniami czy repetycjami sampli – dzisiejsza scena hip hopowa tworzy muzykę o wiele bardziej zróżnicowaną, wykorzystującą wiele muzycznych niuansów. Dlatego “Bugibba” raczej przekonają ortodoksów gatunku, a nie wielbicieli takich zespołów jak Pro8lem czy Syny. Ale jest coś co Kalafiora odróżnia od wszystkich wymienionych to są to teksty. Jego opowieści, wypełniające wzdłuż i wszerz całe kompozycje, cechuje ogromna doza abstrakcji i połączeń słownych. Kojarzy mi się to z lirykami zespołu Pogodno, którego muzycy kilkanaście lat temu otwarcie mówili, że wiele z tekstów piosenek tworzyli na …

Efektvol – Course De La Paix

Kto jeszcze pamięta Efektvol, zespół założony w połowie pierwszej dekady XX wieku przez Tomasza Klimkiewicza? Ich płyty wydawał nieodżałowany Salut Records, z którego potem wykiełkowało Nasiono Records. Duet od początku hołdował analogowym brzmieniom, zwrotom w kierunku italo-disco i długim rozpędzonym kompozycjom o niezmiennej motoryce – teraz do tych fascynacji wraca. Po niemal dziesięciu latach przerwy muzycy powrócili z minialbumem (który jednak trwa ponad 40 minut), na którym przypominają o swoim zainteresowaniu latami 80. i charakterystycznym syntezatorowym brzmieniem. „Course De La Paix” ma dosyć prostą strukturę – to rozwijające się, rytmiczne kompozycje, nadające się w sam raz na dyskotekę. W pierwszym utworze pojawiają się sample z wypowiedziami nagranymi podczas „Wyścigu dla pokoju” czyli największego amatorskiego wyścigu kolarski po II wojnie Światowej w Europie Wschodniej, organizowanego od 1948 do 2006 roku – trasa wiodła od Warszawy, przez Szczecin, Berlin, Drezno, aż do Pragi. U Efektvol przeplatają się wątki obecne chociażby u Kraftwerk czy wielu zespołach czerpiących z krautrocka, ale też w formie trochę tandetnego disco. Jednocześnie kojarzy mi się ona z „45:33” LCD Soundsystem, nagranej co prawda …

Trupa Trupa – Jolly New Songs

Trupa Trupa praktycznie każdym albumem wykonuje duży skok jakościowy w swojej twórczości. Zmiana brzmieniowa, uzupełnianie instrumentów, rozwój kompozycyjny – wiele elementów stanowiło do tej pory o rozwoju gdańskiego kwartetu. Znaczący był także aspekt wokalny i współpraca na tej linii duetu Kwiatkowski-Juchniewicz, która na “Jolly New Song” jest najbardziej wyraźna. O ile jednak “Headache” w ich twórczości jest dla mnie do tej pory najważniejszym punktem zwrotnym, o tyle tegoroczna płyta jest raczej umocnieniem i podkreśleniem obranej wcześniej drogi. Muzyczny nihilizm i rezygnacja przebijają z tej płyty od niemal samego początku. Próżno szukać tutaj przebłysków nadziei i jaśniejszych punktów programu, może takim mógłby być “Falling” z kapitalnym przejściem w finale, ale przecież pozostaje tekst, jak zwykle niezbyt optymistyczny. Pukusiłbym się o zestawienie “Headache” i “Jolly New Songs” analogicznie do “Kid A” i “Amnesiac” Radiohead. Nie o przełom i stylistykę rzecz jasna chodzi, ale o bliskie sobie wątki, które na kolejną płytę przenieśli Brytyjczycy i z którymi podobnie robi Trupa Trupa. Fakt, tytułowe „jolly songs” na czwartej płycie są może i bardziej spójne czy piosenkowe, ale często własnie …

Lastryko – Lastryko

W momencie kiedy tzw. gitarowe zespoły albo za bardzo skręcają w odmęty shoegaze, zatracając się w przesterach i buzujących wzmacniaczach, albo na siłę stają się za bardzo piosenkowe, Lastryko wybiera drogę środka z bardzo ciekawym rezultatem. Trio, które powstało na kanwach grupy Walrus Alphabet zmieniło stylistykę i serwuje nowe spojrzenie na instrumentalny rock. Nie jest już tak matematyczne i żywe, za to bardziej przestrzenne i oniryczne. Trochę nostalgiczne, bowiem muzycznie w wielu miejscach kojarzy mi się z dokonaniami The Walkmen. Ich album to wyprawa w nieznane, szukanie obszaru muzycznych zainteresowań z bardzo dobrym rezultatem. Zespół zachowuje progresywne podejście do kompozycji – wątki przeplatają się między sobą, a muzycy nie boją się eksperymentować w obrębie formy. Spora w tym zasługa brzmienia, które dodaje tej płycie posmaku i charakteru. Z jednej strony Artur Bieszke potrafi snuć subtelne i delikatne gitarowe melodie, z drugiej, kiedy włącza przester, uderza z surową i sugestywną mocą. To przede wszystkim jego gitara wysuwa się na pierwszy plan, chociaż dłużna nie pozostaje sekcja Wojciecha Lackiego i Jacka Reznera. Ciekawym pomysłem są wokalizy – …

Woda – Woda

Adam Witkowski wydaje się nagrywać non stop. I dobrze, bo w momencie, kiedy za pomocą Internetu można samemu publikować muzykę, dzięki temu można regularnie odkrywać kolejne obszary jego zainteresowań. Zwłaszcza tych gitarowych, kiedy eksperymentuje na swoim instrumencie i wchodzi w kooperacje z innymi muzykami. Po nie najlepszej płycie zespołu Wolność, Witkowski nagrał album w duecie z Krzysztofem Topolski, który również współtworzy to trio. I również jest niesamowicie aktywny. Duet Woda jawi się jako muzyczny strumień świadomości i pomysłów – materiał został zarejestrowany w Teatrze Boto jako sesja improwizowana, z niektórymi bardzo wyjątkowymi momentami. Dominuje tu Witkowski, który dopracowuje swój solowy styl, brzmienie surowej gitary gdzieś z pogranicza twórczości Raphaela Rogińskiego, ale jednak w swojej muzyce bardziej brudny i poszarpany. Perkusjonalia Topolskiego w zasadzie grają tu drugie skrzypce. Witkowski nie tylko odważniej gra na swoim instrumencie, ale też robi to szerszym spektrum – od delikatnych zagrań, przez kompulsywne szarpanie, pojedyncze pociągnięcia aż do powtarzalnych zagrań, gęstniejących i tworzących surową, elektryczną magmę. W zasadzie dopiero w „Hydrozagadce” Topolski dochodzi do głosu i to nie w stricte rytmicznej, …

Quantum Trio – Duality: Particles & Waves

Czy komuś okładka debiutanckiej płyty Quantum Trio nie skojarzyła się z grafikami zdobiącymi dwie pierwsze płyty zespołu Miłość? Nie tylko na kwestiach graficznych się kończy – obie płyty, które znalazły się na “Duality” mocno, bardziej lub mniej świadomie nawiązują do protoplastów yassu. Ale zespół nie podąża utartymi ścieżkami, ale tworzy własne, bardzo sugestywne. Grupa zawiązała się w Holandii, gdzie Michał Jan Ciesielski studiował razem z Kamilem Zawiślakiem i Luis Mora Matusem. Ten międzynarodowy aspekt na płycie się odbija – to sugestywna porcja europejskiego jazzu, raczej z głównego nurtu, ale jednocześnie przemyślanego i nieszablonowego. Być może ryzykiem wydaje się wydawanie aż dwóch płyt na debiutanckim albumie, ale słuchając części “Particles” i “Waves” widać, że ma to sens. Być może zespół nie mógł się zdecydować, którą odsłonę swojej muzyki chce zaprezentować – tę bardziej klasyczną czy zelektryfikowaną, ale obie są tak samo warte uwagi. Znaczenie ma fakt, że nie ma tutaj lidera, a wszystko jest całkowicie zdemokratyzowane, dzięki czemu został zachowany balans i każdy znajduje dla siebie miejsce. Grupa potrafi prowadzić dostojne i subtelne kompozycje, w których …