All posts filed under: Recenzje

ROD – Lelum Polelum

ROD konsekwentnie od kilku lat buduje swój język muzyczny, który za punkt wyjścia traktuje muzykę drum’n’bass, a jednocześnie sięga go arsenał instrumentów ludowych. Zespół z Wejherowa przez trzy lata z rzędu wydawał epki, rzucające poszlaki na to, jaki mają pomysł na muzykę i co chcą powiedzieć. Każde z tych wydawnictw miało w sobie coś pociągającego – wokale, teksty, połączenie elektroniki i słowiańskich piszczałek czy innej maści instrumentów. Zespołów które czerpią z współczesności i tradycji jest sporo, by wymienić chociażby Kapelę ze Wsi Warszawa czy Village Kollektiv – nie dziwi więc, że i ROD trafił do Karrot Kommando, wytwórni, która albumy wyżej wymienionych składów wydaje. „Lelum Polelum” zbiera doświadczenia muzyków, stanowiąc solidną i przemyślaną formę. Atakujący rytm przywołuje na myśl słowiańskie rytuały, a jego forma wywodząca się z dubstepu i d’n’b silnie wciąga w świat obrzędowości, która w połączeniu z piszczałkami czy okazjonalną lirą smyczkową zyskuje wyraziste i potężne brzmienie. Jednocześnie ROD nie jawi się jako zespół archaiczny i reprezentant cepeliady; nie przywołują przeszłości i nie próbują wskrzesić tradycji. Raczej grając swoją muzykę tu i teraz …

Dule Tree – Transhumanistic followers of antyutopia happiness

Długo zabierałem się za zrecenzowanie albumu “Gross Humanity” zespołu Dule Tree i w końcu się nie zebrałem. W tym czasie grupa z tria zmieniła się w duet, który tworzą Paweł Rucki i Szymon Browarczyk. I nagrali nowy materiał „Transhumanistic followers of antyutopia happiness”. Niby to tylko dwie osoby, a nieco ponad dwadzieścia minut muzyki brzmi jakby na zespół złożyło się o wiele więcej dźwięków, bo ciężko wyróżnić tutaj zaledwie dwa instrumenty. Dule Tree określa się mianem blackened-noise-jazz, a ich muzyka gdzieś wszystkie obecne w tym powiązaniu słów wątki przeplata. Dodałbym jeszcze metal. Nowy album brzmi jakby przy jednym stole siadł John Zorn, Shinning i Messhugah: jest ciężko i agresywnie, a jednocześnie barwnie. Zaczyna się czterdziestosekundowym „Nic”, które jest gwałtownym i mocnym otwarciem z pogranicza metalu, jazzu czy zornowskiego nieokiełznania z rykiem w tle. „Father Yod” zdaje się bardziej konwenjonalny, ale gdzieś w połowie następuje przełamanie, zniszczenie konstrukcji. Najdłuższy na albumie „Needle in the sleeve” bazuje na rytmicznych wybiciach perkusji, zagęszczeniu tkanki brzmieniowej i podbitej efektami gitarowej ścianie, a także zniekształconych wokalizach. To znów jawi się …

Ate – Secondary drowning

Petar Petkov po dwóch latach wydaje drugi album. Z bliźniaczo podobną okładką, która ma wskazywać, że także w warstwie estetycznej jest tu wiele punktów wspólnych z wydanym w 2016 „MCCV”. Nagrywając jako Ate jego orężem jest gitara elektryczna, której możliwości minimalizuje i oszczędnie dozuje barwę brzmieniową. Znów odniesieniem jest tu muzyka ambientowa, odrobinę dronowa w swojej łagodniejszej odsłonie. Petkov gitarę używa tak jak przystało zespołom post-rockowym, ale zamiast przesadnej dramaturgii, stawia na kontemplację, w którą trzeba – jak sugeruje tytuł – zatonąć. Delikatne zagrania na instrumencie tworzą płynne, świetnie budujące przestrzeń repetucje, które w mgiełce onirycznego pogłosu tworzą osobliwy, surrealistyczny nastrój. Poza zamykającym album utworem, pozostałe cztery „fale” wciągają swoją długą i stopniowo rozwijaną konstrukcją. Stąd i sam tytuł utworów dobrze odzwierciedla ich charakter – rozwijają się ospale, bez większych urozmaiceń, budując solidną, ale jednocześnie subtelną dźwiękową powłokę. Gdzieś pod pierwszym planem instrumentu muzyk przemyca kolejne warstwy brzmieniowe, w których wyłapuję (trafnie?) dźwięki fal, tym razem już nie muzycznych, ale tych morskich. „Secondary Drowing” nie jest płytą zaskakującą, ale pomysłowa jest jej formuła, bliska idei …

Cisowa-Wrzeszcz – Krajobraz zniknął

Sprawdziłem ile łączy Wrzeszcz, dzielnicę Gdańska, z Cisową, dzielnicą Gdyni. Punktów wspólnych jest całkiem sporo – obie leżą blisko lasu (a w każdym z nich jest charakterystyczny szczyt: Długa Góra w Cisowej czy Strzyska Góra we Wrzeszczu), przez obie przebiega największa arteria Trójmiasta i w każdej z nich jest główna droga, która prowadzi poza centrum. Stosunkowo daleko z nich do morza, ale na szczęście w Gdyni wiedzie tędy Potok Cisowski, a przez Wrzeszcz przepływa Strzyża. Od tego roku oba miejsca łączy też wspólny projekt muzyków swego czasu współtworzących Old Time Radio: Tomasza Garstkowiaka i Piotra Salewskiego. Po długim niebycie ich pierwotnego zespołu, ten pierwszy już jakiś czas temu nagrał kilka płyt pod szyldem Stare Radyjko, a drugi nagrywa solowo jako D.O.M. Ich gdańsko-gdyński projekt nazywa się po prostu Cisowa-Wrzeszcz, od nazw dzielnic w których mieszkają. Pomiędzy nim wymieniali się koncepcjami i w nich rejestrowali swoje pomysły, które w pewien sposób czerpią z wcześniejszych dokonań dwójki muzyków. Na„Krajobraz zniknął”dominują kosmiczne brzmienia syntezatorów, często podbijane prostymi bitami, które wspólnie przywołują na myśl kosmiche musik. Ten album to …

Syny – Sen

Mało kto miał tak dobry powrót z drugą płytą jak Syny. Jeśli po debiutanckim „Oriencie”, dziele znaczącym i wyjątkowym, oczekiwania były wyśrubowane, to „Sen” do poprzeczki dosięga, ba, nawet ją przeskakuje. Robert Piernikowski i 1988 stworzyli swój unikalny styl, który kształtowali bardzo długo – by przypomnieć ich pierwszy owoc współpracy, jeszcze pod szyldem Etamski/Piernikowski. Stopniowy zwrot w kierunku korzeni rapu, a jednocześnie przefiltrowanie ich przez swoją wrażliwość i podejście produkcyjne, stanowiło o doskonałym sznycie tego, co na debiucie się znalazło. Ten przekaz podkreśliły koncerty, na których teksty z wielu utworów skandowała publiczność, a niektóre z nich zostały wręcz wchłonięte przez mowę potoczną (Orientuj się! Włanczaj!). Jednocześnie Syny nie do końca były strawne dla ortodoksyjnych fanów rapu, duet usadowił się gdzieś na marginesie – to nie dziwi bo ich wypowiedź jest nietypowa, ale i oryginalna; przyglądają się wszystkiemu po swojemu, trochę z boku. Materiał zdążył wsiąknąć, koncertów było co niemiara, aż w końcu obaj muzycy zrobili sobie synowską przerwę i wydali albumy solowe. 1988 pokazał na „Grudzie” jak doskonały ma zmysł do tworzenia instrumentalnych, zabrudzonych pasaży, dźwiękowych …

Uku – Otter songs

Aż cztery lata Łukasz Plenikowski kazał czekać na swój debiutancki, pełnometrażowy album. I znów nagrał płytę w zaciszu, zanadto nie dając tego po sobie znać i jedynie okazjonalnie grając koncerty. „Otter Songs” po wydanym w 2014 roku „Intension” wydaje się z jednej strony konsekwentnym rozwinięciem obranego szlaku, ale także poszukiwaniem nowych ścieżek. Jest w jego muzyce sporo nowości i słychać, że album to krok naprzód. Pomimo dosyć onirycznych i przestrzennych kompozycji, cechuje je w większości przypadków wyrazisty i jednostajny rytm bitów, na których muzyk buduje swoje utwory. Kompozycje są gęste od pomysłów – przez ambientowe pasma w tle, po szorstkie sample uwypuklane na drugim planie czy delikatne syntezatorowe melodie. Uku pasowałby do katalogu Kompakt Records (swoją drogą szkoda, że wydawnictwo ukazuje się jedynie w formie cyfrowej), łącząc ich rytmiczne kierunki z ambientowymi, subtelnymi zwrotami. „Otter Songs” pomimo warstwy instrumentalnej ciężko jednak nie traktować jako, po prostu, piosenek. Plenikowski bowiem w każdym utworze śpiewa, przywołując na myśl głos Saschy Ring z Moderat czy Markusa Achera z The Notwist – jego wokal jest delikatny, zlewa się z …

Michał Miegoń – Plastic Chants

Michał Miegoń znany jest przede wszystkim z zespołu Kiev Office gdzie – z grubsza upraszczając – śpiewa o Gdyni – i The Shipyard. Ale jednocześnie, razem z zespołem, eksperymentuje z brzmieniem. Tyle, że nie jest to jedyny jego skład, a uzbierałoby się ich z tuzin. Miegoń na trójmiejskiej scenie jest ewenementem – z jednej strony nie wzbija się na wyżyny popularności, ale z drugiej osiąga często szczyty oryginalności. Jego język muzyczny jest specyficzny, wyjątkowy, nie łatwy i nie zawsze przyswajalny. Wielokrotnie w recenzjach jego wydawnictw albo tych przez niego produkowanych, zwracałem uwagę właśnie na sposób realizacji materiału – Miegoń działa punkowo i nie poleruje swojej muzyki, wywodzi się z garażu i nie zamierza z niego uciec, hołdując temu, co najciekawsze w dorobku trójmiejskiej (ale nie tylko) alternatywy. „Plastic Chants” to jego kolejna eksploracja szalonych pomysłów i możliwości gitary. Tyle, że nie zwykłej gitary, bo gra tutaj na instrumencie-zabawce, preparowanym i zniekształcanym masą efektów. Przez to efektem wcale nie jest muzyka gitarowa. Miegoń bawi się brzmieniem, dźwiękiem, możliwościami tworzenia kompozycji. Wykorzystuje proste bity, które raczej są …

Ffrancis – Off the Grid

Piotr Kaliński nie zwalnia tempa. Po ubiegłorocznej, przełomowej w swojej twórczości płycie „SZUM” w tym roku niemal miesiąc po miesiącu wypuszcza bardzo dobre jakościowo wydawnictwa, które tym razem nagrywa z wyrazistymi na polskiej scenie postaciami. Ze Stefanem Wesołowski połączył siły jako Nanook of the North, tworząc chłodną muzykę północy, bazującą na brzmieniu fortepianiu, skrzypiec i analogowej elektroniki. Z Danielem Drumz jako Janka przygotował epkę, w której zwracają się w strone dubu, estetyki w której Kaliński wcześniej niejednokrotnie się poruszał. Dość wspominać wcześniejsze współprace z różnymi polskimi artystami (Sara Brylewska, Noon, zespół Gówno), ale „Off the Grid” nagrany z Misia Furtak z nieistniejącego już Tres.B jest wyjątkowe z kilku względów. Po pierwsze to projekt który w ciągu czterech lat uległ sporej ewolucji. Od singla „Would you like to continue?”, ale też ich pamiętnego koncertu w Teatrze Szekspirowskim w 2015 roku minęło wiele czasu, przez co duet bardzo uległ ewolucji i zmienił swoją muzykę. Po drugie, Kaliński rozwija tu swoje zainteresowania analogową elektroniką, ale nie tylko nią, bo garściami czerpie z doby lat 80. zwłaszcza z jej piosenkowej …

Lonker See – One Eye Sees Red

Dwie pierwsze części „Solaris”, wydane w 2015 roku nagrali jeszcze w duecie Joanna Kucharska/Bartosz Borowski. Ale już rok później ukazał się ich pełnowymiarowy album „Split Image”, gdzie poza wspomnianymi utworami znalazły się trzy kolejne, a do zespołu dołączył perkusista Michał Gos i saksofonista Tomek Gadecki. Najlepiej było od tego momentu zobaczyć kwartet na żywo, ponieważ właśnie na scenie doskonale zespół równoważył proporcje między space rockiem i free jazzową swobodą. Psychodeliczne gitarowe odjazdy i rozszalała perkusja, a nad tym dominujący wyrazisty bas i saksofony Tomka Gadeckiego, który nad całym zgiełkiem snuje swoje muzyczne wstęgi, stały się znakami rozpoznawczymi gdyńskiego kwartetu. Lonker See odnalazł złoty środek, wydobywając z odmętów transowe kosmiczne granie i łącząc je z wpływami jazzowymi, jednocześnie za mocno nie osiadając ani w jednej ani w drugiej z tych stylistyk, ale zgrabnie między nimi lawirując. Wydana przed rokiem płyta „Lonker Sessions” pokazała grupę bardzo otwartą na gitarowy zgiełk, improwizację ale też trans. Drugi, wydany właśnie przez Instant Classic pełnowymiarowy album „One Eye Sees Red” stawia w większym stopniu na transowość, przez co jest bardziej spójny, …

Nanook of the North – Nanook of the North

Piotr Kaliński i Stefan Wesołowski po bardzo dobrej passie w 2017 roku – pierwszy nagrał swój przełomowy album, drugi wyraziście umocnił się w swoim języku wypowiedzi – nie zwalniają tempa i wspólnie przygotowali nowe wydawnictwo. Nanook of the North nie jest jednak pomysłem z ostatniej chwili – po raz pierwszy pojawił się przed bodajże sześcioma laty na Sopot Film Festival, kiedy duet wspólnie muzycznie zilustrował niemy dokument “Nanuk z Północy” Roberta J. Flaherty’ego, opowiadający o życiu Inuitów, rdzennych mieszkańcach obszarów arktycznych. Od tego czasu projekt ewoluował, w pewnym momencie muzycy nawet postanowili sporą część materiału wyrzucić do kosza, a finalnie płyta nabrała kształtu w studiu Olafura Arnalds na Islandii. Warto tę drogę prześledzić, bo Nanook w 2018 roku to zupełnie autonomiczny byt, który łączy doświadczenia dwójki muzyków, a jednocześnie nie jest prostą wynikową ich wspólnego dorobku. Wydaje się, że zarówno udział Kalińskiego jak i Wesołowskiego się tu zamazuje, to nie tylko elektronika i instrumenty akustyczne, ale konglomerat pomysłów, które przekuwają się w wyraźny pomysł. Północne brzmienie jest tu nad wyraz charakterystyczne – to muzyka pełna …