All posts filed under: Recenzje

Marcin Bożek – Basssolo

Tytuł drugiej solowej płyty Marcina Bożka nie oddaje w pełni prawdy o tym, co się na niej znalazło. Połowa duetu Olbrzym i Kurdupel, podobnie jak na  „Affair with art” (odsłuch) wydanej w 2014 roku,  gra tutaj wyłącznie na gitarze basowej, ale zdecydowanie wychodzi poza jej brzmieniowe spektrum. Płyta powstała na zamówienie wydawcy, berlińskiego labelu tmrw> po koncercie Bożka na Solo Festiwalu we Wrocławiu. Zamiast „basssolo” nadałbym jej raczej tytuł „rzeczy, które można zrobić z gitarą basową używając wszelkich rozszerzonych technik”, bo i na nich bazuje improwizator. Bożek preparuje gitarę i nagina jej możliwości do granic wytrzymałości. Pierwsza strona kasety brzmi wręcz elektronicznie, takie barwy zyskują struny, które muzyk szarpie lub przeciągle po nich jeździ, co momentami brzmi nawet jak piłowanie. Ta nienaturalność akustycznego instrumentu sprawia, że niepodłączony do prądu brzmi elektronicznie, trochę zanurzając się w glitch czy dźwiękowe zakłócenia pełne zniekształceń. Jednocześnie Bożek daje upust swoim zapędom, w kolejnych minutach coraz śmielej próbując okiełznać gitarę czy za pomocą grania na jej strunach, ale też modulacji jakie wywołują, zyskując pogłos w pudle rezonansowym i w pomieszczeniu …

Jaromir Kamiński – Żal Tropików / Pieczone Bataty

Jaromir Kamiński w pierwszej połowie obecnej dekady razem z Bartoszem Kruczyńskim tworzył duet Ptaki. Mocno związany byli z polską wytwórnią The Very Polish Cut-Outs, która wydawała muzykę elektroniczną, bazującą na polskich przebojach pop z lat siedemdziesiątych i sześćdziesiątych (można się z nimi zapoznać na ich profilu Soundcloud). Debiutancka i jedyna pełnowymiarowa płyta Ptaków świetnie to podsumowała – z jednej strony ciepłym brzmieniem i wyrazistym houseowym bitem czy dubowym rozbujaniem, z drugiej strony obficie czerpiąc z dorobku polskiej muzyki rozrywkowej. Ich Przelot to swoisty ukłon w kierunku przeszłości polskiej muzyki, nieodżałowanej epoki PRLu, która wśród wielu po dziś dzień wywołuje łezkę w oku. Duet wykorzystywał archiwalne nagrania i zgromadzone sample, budując barwną układankę wpływów muzyki pop w formie dźwięków, wokali, połączonych nadzwyczaj spójnie i pomysłowo. Kruczyński niemal równolegle nagrywał materiał jako The Phantom, Earth Trax, pod swoim nazwiskiem czy jako Pejzaż, wydając w tym roku ciekawy album „Ostatni dzień lata”. Kamiński zaczął tworzyć jako Karara, okazjonalnie wrzucając utwory czy sety do sieci. W międzyczasie jednak przeprowadził się do Gdańska i postanowił założyć internetowy label Polena Records, w …

Abstract Kultur – How Many?

W kolejnej odsłonie twórczości Rafał Dętkoś przeformułował nazwę swojego projektu. Abstract Structure, opisywane przeze mnie wiosną 2017  stało się Abstract Kultur, być może dlatego, że obok muzyka udziela się na nim Piotr Wyrwaszewski, który gra na perkusjonaliach, klarnecie i flecie. Z tego właśnie powodu „How Many?” jest w większym stopniu płytą zespołową, jeśli o takiej w przypadku duetu można mówić, zachowuje jednak wyraźnie wątki obecne wcześniej w twórczości Dętkosia. Przede wszystkim ważne jest przestrzenne, trochę ambientowe, a trochę utrzymane w duchu kosmiche musik brzmienie. Muzyka na „How Many?” rozwija się stopniowo i trzeba pozwolić się w nią wciągnąć. „Sculpture” z ambientowej mgły przeradza się w elektroniczny i bardzo zmechanizowany bit, który w połowie zmienia się w pulsującą i zrytmizowaną suitę, aby w finale zniknąć w ciszy i odmętach metalicznych dźwięków. Podobną formułę ma „Rypta”, chociaż ten utwór wydaje się być intensywniejszy, zwłaszcza kiedy wyżej wspomniane dęciaki delikatnie wyłaniają się z gęstego tła. Najbardziej zrytmizowany wydaje się utwór tytułowy, który pędzi jak na złamanie karku, a jednak jest w tym trochę subtelny i delikatny ze względu …

Pers – Da Bootleg of Alba

W Gdyni, na skrzyżowaniu ulic Świętego Piotra i Stefana Żeromskiego, znajduje się nadmorski trójkąt bermudzki. Z jednej strony galeria Punkt, z drugiej lokal Oczy i studio Jacka Wielebskiego, współtwórcy Traffic Design. Wszystkie te miejsca to razem Fyrtel. Z tą przestrzenią związany jest tez efemeryczny kolektyw UNDA Records, który funkcjonuje już dwa lata. Dlaczego efemeryczny? Bo raczej kojarzony z wrzucanymi losowo utworami niż konkretnymi grupami, twórcami czy albumami, które przebiłyby się do szerszej świadomości. UNDA działa na zajawce, kojarzy mi się z wieczorną imprezą i muzyką lub tekstami powstającymi zupełnie spontanicznie. Przed występem na Up to Date w Białymstoku napisali z resztą, że są falą swobodnych energii, na którą składają się „muzyka, morze, Gdynia i ekipa. No i hip hop. Jakie życie taki rap, jest po prostu zajawa. To co tworzy Undadasea jako squad nie jest zaplanowane, jedyne czego się trzymamy od początku do końca, to dobra zabawa. Wszystkie nasze kawałki powstają spontanicznie, często jednej nocy. To się po prostu dzieje dla nas, dla ziomali piosenki.” Kaseta Persa „Da Bootleg of Alba”, wydaje się doskonale to oddawać. Utrzymany w sennym …

Akpatok – Micromovements

Umknęło mi zrecenzowanie albumu „Two Winters Two Springs” projektu Akpatok – na tamtym wydawnictwie Dawid Adrjanczyk po raz pierwszy tak znacząco poszerzył skład.  „Micromovements” jest w pewnym stopniu kontynuacją tego minimalistycznego kierunku, a wręcz jego redukcją na rzecz jeszcze większej oszczędności dźwiękowej. Nagranie jest dokumentacją koncertu, który odbył się w klubie Punctum w czeskiej Pradze i ukazało się w serii Punctum Tapes. Koncert odbył się w ramach tej samej trasy, podczas której duet odwiedził Kolonię Artystów w marcu 2017 roku, czemu miałem okazję przysłuchiwać się na żywo. Poza Dawidem (swego czasu współtworzącym zespół Tundra, a dawno dawno temu projekt trupwzsypie), gra w nim jego żona, Nina. Materiał na nowym albumie zespołu charakteryzuje się jednolitym, drone’owym wybrzmiewaniem, generowanym na organach. Dominuje ich niskie basowe brzmienie, zawodząco przypominające pociągnięcia smyczkiem po kontrabasie. Czasem muzyk wplata partie wyższych dźwięków, które wprowadzają pewną delikatność w ten dźwiękowy rezonujący monolit. Jednak jest jeszcze drugi element dźwiękowy: głos. Nina śpiewa może i konkretne słowa, ale ciężko je rozpoznać, to raczej poetyckie zawodzenie, które kontrapunktuje przeciągłe organowe pasaże. Wprowadza dzięki temu powiew przestrzeni. …

Kamil Piotrowicz Sextet – Product Placement

Kamil Piotrowicz po debiutanckim albumie („Birth” z 2015 roku) przeformułował i zmienił skład. „Popular Music”, już w tytule albumu wydanego przez słowacki label Hevhetia, puszczał oko do słuchacza, ale jednocześnie jak w soczewce przetwarzał wielość inspiracji zespołu – od muzyki współczesnej, przez popularną, jazzową, ale też elementy folku. Uderzało w niej świeże spojrzenie, które jednocześnie dystansowało się od awangardy i mainstreamu, dzięki czemu zespół był w stanie wydeptać swoją osobliwą i spójną drogę. Recenzja jest częścią tekstu o jesiennych premierach jazzowych nad którymi Nowe idzie od morza objęło patronat – PRZECZYTAJ Trzecia płyta w dorobku zespołu pianisty, podobnie jak „Popular Music” była nagrywana przez Michała Kupicza w studio S2 Witolda Lutosławskiego w Warszawie. Już skład – rozrzucony pomiędzy Trójmiastem, Warszawą i Kopenhagą – wpływa na metodę pracy i finalny efekt. Album został wydany przez nową niezależną inicjatywę, Howard Records, inspirowaną postacią Howard’a Roark’a. Materiał zaczyna się od intensyfikacji brzmienia i kumulacji instrumentów. Wspólna intuicja w „Lucid Dreaming I” jest słyszalna –utwór niespokojnie i w rozszalały sposób otwiera album. Sekcja dęta króluje od pierwszych minut, a rytmiczna wprowadza wibrujący, ale układający …

Tomasz Chyła Quintet – Circlesongs

„Eternal Entropy”, debiutancki album Tomasz Chyła Quintet, łączył wiele różnych wpływów – od rockowego posmaku, przez folk czy bardzo otwarte spojrzenie na europejski jazz. Przez osobę lidera – skrzypka – wprowadzał do muzyki barwny koloryt, wyróżniając ich na tle pozostałych. To skład, który bez obaw zanurza się w improwizacji, ale przez to, że ma w składzie tak doświadczonych muzyków, słychać umiejętne dialogowanie i granie w ramach ustalonych zasad. Recenzja jest częścią tekstu o jesiennych premierach jazzowych nad którymi Nowe idzie od morza objęło patronat – PRZECZYTAJ Nowa płyta kwintetu Chyły jest mniej drapieżna niż debiut „Eternal Entropy”, w całości bazuje na improwizacji. Z jednej strony te spontaniczne momenty nietrudno wyłapać, z drugiej jednak zespół gra bardzo koherentnie. Nie brakuje tutaj typowych dla improwizacji narastających momentów, na bazie których muzycy eksplorują muzyczne wątki – jak pulsujący fortepian w otwarciu, ale też przejście między drugą a trzecią częścią płyty. Zespół improwizuje, ale na szczęście nie skręca w kierunku free-improv, działa z bardziej awangardowym zacięciem. Cedzi dźwięki, a jednocześnie muzycy uważnie doglądają siebie nawzajem. Trzy wyraźne części to efekt …

Kids of Cherno – No Mercy No Pharmacy

Zarówno Katarzyna Borek jak i Paweł Osicki na polskiej scenie funkcjonują już długo, chociaż do tej pory samodzielnie nie wykazali się wyrazistymi solowymi projektami. Pianistka nagrała swego czasu bardzo ciekawy album„Tempus Fantasy”, w którym razem z Vojto Monteur połączyła brzmienie fortepianiu z elektroniką, a przed dwoma laty wydała solową płytę. W obu przypadkach odnosiła się do dzieł innych, reinterpretując kompozycje m.in. Arvo Pärta, Craiga Armstronga, Ludovico Enaudiego, Claude Debussy’ego, Fryderyka Chopina czy Mikołaja Góreckiego. Perkusista Paweł Osicki, o bardziej alternatywnej czy jazzowej prominencji grał z zespołem Pogodno, YeShe, Andrzejem Przybielskim, ale też pokazał oblicze w bardziej piosenkowym repertuarze ze Stanisławem Soyką. Przez wspomniane zabłyśnięcie rozumiem stworzenie projektu o osobliwym i wyjątkowym języku muzycznym, a Kids of Cherno jak najbardziej spełnia te wymogi, bo ich debiut jest najzwyczajniej w świecie bardzo ciekawy. To album duetu, ale brzmi jakby nagrała go mini-orkiestra, ale ważne, żeby wszystkie kropki na tej drodze połączyć umiejętnie i wyszedł z tego obrazek, wizja. Muzycy zdecydowanie wychodzą tu poza swoje standardowe instrumentarium perkusja-fortepian – „No Mercy No Pharmacy” to muzyka gdzieś na styku …

Trys Saulės – ***

W Trys Saulės spotykają się drogi trójki muzyków. Najbardziej na miejscu – ze względu na swoje ostatnie dokonania – wydaje się tu Artur Krychowiak, który swoje dronowe inspiracje regularnie prezentuje w solowym projekcie Nowa Ziemia, bazujący na brzmieniu gitary barytonowej, pogłosach i mrocznej aurze. Ale Trzy Słońca (to w języku litewskim oznacza nazwa zespołu) to także Marcin Dymiter, który wydaje się wracać tutaj do swoich korzeni, znanych chociażby z Ewy Braun. To być może oczywiste odniesienie zawsze zwraca uwagę, ponieważ Dymiter (funkcjonujący także jako Emiter) kończąc działalność w słupskiej noise-rockowej kapeli na przełomie XX i XXI wieku, na wiele lat odłożył gitarę w jej klasycznej formule. Owszem sięgał po instrument i towarzyszące mu efekty, ale w większym stopniu zanurzał się w elektronikę, muzykę eksperymentalną czy nagrania terenowe. Na początku obecnej dekady wydał dwa albumy pod szyldem Niski Szum, eksplorujące wątki gitarowe, przede wszystkim jednak w formach medytacyjnych repetycji, budując organiczny trans, jednocześnie w dosyć spokojnej i nienarzucającej się formie. Dlatego właśnie hałaśliwy i głośny album „***” jest na jego ścieżce muzycznej zjawiskiem ciekawym, dopełniającym jego …

Resina – Traces

Karolina Rec, mimo że wciąż wydaje się być na początku swojej muzycznej drogi (chociaż „Traces” to już jej drugi pełnowymiarowy album), ma za sobą bardzo bogatą ścieżkę – od Akademii Muzycznej, przez współtworzenie zespołów Kings of Caramel, Cieślak i Księżniczki, po angaże do filmów (ostatnio „Dzień Czekolady” Jacka Bławuta czy film dokumentalny „Tourists”). W tych różnych projektach Rec ze swoim instrumentem – wiolonczelą – współistnieje z całą gamą innych muzyków. Kiedy gra na nim w pojedynkę, jej muzyka brzmi zupełnie inaczej: jest delikatna, zwichrzona, czasem niepoukładana, bliska przez to nieokiełznanej naturze, którą próbujemy zrozumieć. Tak samo wiolonczelistka bada możliwości swojego instrumentu. Jej debiutancki album, zatytułowany po prostu „Resina” dobrze pokazywał te poszukiwania, bazowanie na zapętleniach, szukanie wielowarstwowości w minimalizmie. Po dwóch latach artystka publikuje swój kolejny album, wydany również w wytwórni 130701, post-klasycznej odnodze słynnego labelu FatCat, który pokazał światu m.in. Animal Collective czy Sigur Rós. To album bardziej złożony, kompleksowy wręcz, ale też brzmiący potężniej. Resinę znów cechuje organiczność, w różnych formach: kiedy zapętla dźwięki swojego instrumentu, kiedy snuje wokalizy (których na tej płycie …