All posts filed under: Recenzje

Sautrus – Anthony Hill

Sautrus na swoim trzecim wydawnictwie nie odkrywają Ameryki, ale i nie o to chodzi. Jeśli ich gdyńscy koledzy z Ampacity ciekawie odświeżają połączenie stoner i post rocka, kwartet na „Anthony Hill” w większym stopniu hołduje tradycji i sprawdzonym wzorcom, chociaż muzyka wcale nie trąci myszką. Jeśli spojrzeć na kolejne tytuły płyt kwartetu, widać że tworzą kolejne rozdziały: „Kuelmaggah Mysticism: The Prologue” i „Reed: Chapter One”. Nie wiem na ile „Anthony Hill” jest tu kolejną częścią, bo to koncept album, który może funkcjonować autonomicznie. Ale muzycznie to zdecydowanie umacnianie swojego muzycznego stylu i jego lepsze dopracowanie. Wyraźna jest tu silna inspiracja stoner rockową szkołą, nawiązania do Kyuss czy momentami nawet Black Sabbath (także przez wokale Weno Wintera), co jednak brzmi spójnie i przekonująco. Zespół nie buduje mdłych i oklepanych form, a praktycznie od samego początku umiejętnie dozuje napięcie i potrafi je trzymać, przez co zwraca uwagę nawet takiego słuchacza jak ja, któremu ze stoner-rockiem niekoniecznie jest po drodze. Wróćmy jednak do treści płyty – kojarzy mi się ten album z „One” Metalliki. W mniejszym stopniu muzycznie, …

Laboratorium Pieśni – Puste noce

Pusta noc to na Kaszubach ostatnia noc przed pogrzebem zmarłej osoby, podczas której ludzie spotykają się w jej domu, aby odmówić modlitwy w jej intencji. Po nich zebrani ludzie odśpiewują pieśni pustonocne. Ten stary kaszubski obyczaj kiedyś trwał nawet kilka nocy, teraz zazwyczaj kilka godzin. Ma też swoją bardziej publiczną odsłonę jak chociażby tę w sanktuarium w Sianowie, gdzie po wielkopiątkowej mszy w tamtejszym kościele zbierają się mieszkańcy aby śpiewać pieśni w kaplicy. „Puste noce” to także spektakl Laboratorium Pieśni, który powstał w oparciu o badania terenowe artystek (Alina Jurczyszyn opowiada o nich naszej rozmowie) prowadzone od kilku lat na Kaszubach. Są one nieodłączną częścią działalności Laboratorium Pieśni. Jak wiele zwyczajów kaszubskich dla szerszej publiczności może być on całkowicie nieznany, dla wielu zapomniany. Spektaklowi poza śpiewam towarzyszył teatr tańca, prezentowany w Trójmieście kilkakrotnie. Na płycie jednak otrzymujemy jedynie śpiew czterech wokalistek (Alina Jurczyszyn, Kamila Bigus, Lila Schally-Kacprzak, Iwona Majszyk), a więc składu okrojonego w stosunku do regularnego w jakim Laboratorium Pieśni występuje. Cztery wokalistki zaśpiewują polifonicznymi pieśniami, zazwyczaj bez towarzyszenia jakichkolwiek dźwięków (są wyjątki). Ich …

Kiev Office – Modernistyczny horror

Kiev Office konsekwentnie podążają tropem nieoczywistości i zagadkowości. Z jednej stronie w warstwie brzmieniowej, z drugiej w tekstach. „Modernistyczny horror” najlepiej z dotychczasowych płyt jest dopracowany produkcyjnie, a jednocześnie w najlepszym stopniu muzycznie staje się płytą drogi – nadaje się do podróży samochodem, rowerem albo spacerowania pieszo. Z tą ostatnią z resztą mocno się wiąże – płyty gdyńskiego tria są silnie osadzone w ich rodzinnym mieście, czemu zespół daje wyraz w tytułach i licznych nawiązaniach. Tym razem to perspektywa ukazana trochę z boku, psychodeliczna, ale jednocześnie outsiderska. „Wychodzę na spacer / i wchodzę prosto w krzaki / Uciekam od wszystkich / od tej dużej szarej masy” śpiewa Michał Miegoń w otwierającym płytę utworze „Odręby rewiry” po czym dodaje „No chodź ze mną na bunkry” wyraźnie wskazując szlak zainteresowań. Zostawia modernistyczną i estetyczną Gdynię na rzecz obrzeży, przemierza inne szlaki i nieoczywiste miejsca, a utwór wieńczy psychodeliczny koniec, który pozwala się zgubić, zamiast od razu wrócić do Śródmieścia. „Coraz więcej drzwi zostało zaspawane” śpiewa w kompozycji „Jądro miasta”, zdając się szukać gdyńskiej tożsamości nie tam, gdzie …

The Pau – Ku

Żeby zrozumieć fenoment The Pau albo jej osobliwy pomysł na granie punka w drugiej dekadzie XXI wieku, najlepiej zobaczyć ją na żywo podczas koncertu. Dopiero wtedy można przekonać się, że muzyka, która słychać na „Ku” nie jest studyjnym dopracowaniem wielu dźwiękowych ścieżek muzycznych, zagranych przez zespół, ale wynikiem pracy jednej dziewczyny, która gra na gitarze, a podkłady rytmiczne wypuszcza z telefonu podpiętego do nagłośnienia. Efekt jest ciekawy, a Paulina Dudek pokazuje jak pomysłowo i prostymi środkami można odświeżyć ten rewolucyjny gatunek, który zbyt często trąci myszką, a rzadko kiedy dostaje zastrzyk ożywczego odświeżenia. The Pau nie zjada ogona gatunku, ale nadaje mu nowe życie. Surowość i wściekłość jest tu odczuwalna, a wykorzystanie nowych technologii ortodoksów może oburzyć, ale jednocześnie odbierze im mowę kiedy usłyszą muzykę i teksty The Pau. Od początku artystka wskazuje palcem, krzycząc w utworze „Kretyni”. Potem wcale nie jest lżej „Zabili Mandelę, Zabili Dalajlamę, Zabili Wałęsę” krzyczy w „Ghandi”. W „Biance” cytuje niemal biblijne rady, ale nad całym albumem wisi bardzo mocne zaangażowanie w sprawy społeczne i polityczne: politykę, podejście do historii, codzienną …

Algorhythm – Mandala

Trójmiejski jazz rośnie w siłę. Oczywiście ten nurt nad morzem nigdy nie osłabł, ale już od niemal dwóch dekad wisi nad nim widmo yassu, który rozświetlił Trójmiasto na mapie Polski w latach 90., a które potem – wydawałoby się – ucichło w temacie muzyki jazzowej. Ale kolejne młode zespoły, które rodzą się wśród absolwentów Akademii Muzycznej w Gdańsku są koronnym dowodem na to, że w tym temacie jest i będzie się działo coraz lepiej. Kto odwiedza gdański Cafe Bruderschaft albo Pub Lawendowa ma szansę regularnie przekonać się o kondycji młodych trójmiejskich muzyków jazzowych. Wśród nich jest m.in. piątka osób, która połączyła siły pod składem Algorhythm. To Emil Miszk, Słąwek Koryzno, Szymon Burnos, Piotr Chęcki i Krzysztof Słomkowski. Czytając moją recenzję płyty Tomasz Chyła Quintet bez trudu można dostrzec, że tutaj pojawia się 4/5 muzyków obecnych na „Eternal Entropy”. Duch muzyki jest podobny, ale to odmienne składy, mimo że cechuje je inwencja, energia i doskonałe zgranie. „Mandala” to drugi album Algorhythmu. W porównaniu do „Segments” jest bardziej zwarty, kompleksowy, a jednocześnie różnorodny. Teoretycznie mandala wskazuje na cierpliwość, spokój i …

Stefan Wesołowski – Rite of the End

Od samego początku an „Rite of the End” czuć zepsucie. Coś tu się rozkłada, mąci spokój, znika. Muzyka Stefana Wesołowskiego zawsze była bardzo obrazowa, filmowa, ale chyba nigdy dotąd wszystkie kompozycje nie zazębiały się, tworząc tak spójną narracyjnie opowieść. Pierwotnie przygotowana pod wystawę zdjęć Francisa Mesleta, przedstawiającą opuszczone budynki, „Rite of the End” odwołuje do końca, ma bardzo poważny ton, nie tylko w tytule, gdzie nawiązuje do „Święta Wiosny” Strawińskiego. Wiąże się z rytuałem i w nim się zatapia. Już otwierające „Prelude” brzmi jakby było odtwarzane z płyty, która się zacięła. melodia coraz bardziej się zniekształca, psuje. Przypomina mi to „Desintegration Loops” Williama Basińskiego, kiedy nośnik nadgryziony przez ząb czasu, odmawia posłuszeństwa. Ma być poważnie, ale pojawia się usterka i ład znika, nawet jeśli w finale znów pojawi się na chwilę. Niepokój pozostaje. „Frame” snuje bardziej nastrojową melodię, zapętloną w repetycjach, ale „Rex! Rex!” zahacza o rejony techno, chociaż w bardzo nastrojowy sposób wykorzystując bit jako tło do smyczkowych mgieł, które toną w przestrzeni i otchłani dźwięku. „Rite of the End” jest jednocześnie mroczne i …

Tomasz Chyła Quintet – Eternal Entropy

Tomasz Chyła jest skrzypkiem, więc na pierwszy rzut oka, wydawać by się mogło, że więcej powinien mieć wspólnego z muzyką poważną albo i folkową. Tyle, że jego kwintet zdecydowanie mocno osadzony jest w jazzie, co nie znaczy, że poza ten gatunek nie wychodzi. Debiutancki album „Eternal Entropy” jest miksturą magiczną różnych elementów – skrzypce są tutaj dominującym instrumentem i ślad odciśnięty przez lidera jest bardzo mocno wyczuwalny. To właśnie one prowadzą kompozycje, nadają im charakterystycznego sznytu, zabarwionego odwołaniamu do folku („Bi, Synkù, bi”), ale też zakorzenieniem w twórczości Zbigniewa Seiferta, słynnego polskiego skrzypka jazzowego. Jednak pomimo tego, że lider i jego instrument jest tak wyrazisty, siłą tego wydawnictwa jest gra zespołowa. Szymon Burnos, Piotr Chęcki, Sławek Koryzno i Krzysztof Słomkowski to postacie na trójmiejskiej scenie jazzowej już mocno rozpoznawalne i udzielające się w wielu składach by wspomnieć chociażby Algorhythm, Kamil Piotrowicz Quintet czy Inner Out. Dzięki tej wymianie doświadczeń i owocnej współpracy, odświeżającej współczesną jazzową scenę, ich udział w nagraniu wpływa na jego jakość i formę. Muzycy zwinnie poruszają się pomiędzy różnymi nastrojami. Wyraźna sekcja rytmiczna …

Marksman – Hawok

W ostatnim czasie sporo się u słupszczan z Marksman zmieniło, chociaż ich poprzedni album „Awaken” opisywałem z pewnym opóźnieniem, kiedy to doczekał się wydania winylowego pod koniec 2015 roku. W tym czasie w zespole wiele się pokrzyżowało – zmiany spowodowało zarówno odwołanie jednej trasy koncertowej jak i pojawienie się nowego gitarzysty. Istotną zmianą jest także decyzja o wyłącznie polskich tekstach piosenek, moim zdaniem zdecydowanie na plus. Piosenki to kluczowe słowo w przypadku tego kwartetu, bowiem post-hardore w ich ujęciu nie drażni i nie atakuje, ale ujmuje swoją melodyjnością. Ale jest zaczepny, nie łagodny. Już przy okazji „Awaken” pisałem, że to muzyka, która ma potencjał trafienia do ludzi spoza środowiska zainteresowanego tym gatunkiem. „Hawok” również go ma – dobrze wyprodukowana płyta zwraca uwagę ciekawymi melodiami, a teksty wykrzyczane przez Jakuba Madejczyka mają w sobie ten specyficzny głos rozpaczy czy nawoływania do refleksji, przez co momentalnie zwracają uwagę, przyciągają. To muzyka agresywna, ale szczera i bardzo mocno zabiegająca o atencję słuchacza. Zarówno poprzez formę, ale też bardzo zaangażowane teksty, które ogniskują się na tym, co w społeczeństwie uwiera …

Hatti Vatti – SZUM

„Szum” to osiemnaste wydawnictwo Hatti Vatti, na dodatek osiemnaste na winylu. Format wydawanych singli, epek i albumów ma nieodłączny związek z twórczością muzyka – poszczególne z nich dostosowane są do potrzeb muzyki klubowej i dj’ów, którzy mogą wspólnie miksować podczas setów dj’skich. Kaliński na tle całej dyskografii wydał długogrających albumów niewiele– jeśli przyjąć właściwą kalkulację, to po „Worship Nothing” jest to jego drugi pełnowymiarowy album.„Algebra” była stylistyczną odskocznią, a płyta HV/NOON została nagrana w duecie. „Szum” obrósł już legendą czerpania z sampli pochodzących z archiwum Narodowego Instytutu Audiowizualnego – owszem, jest ich sporo, ale nie one determinują kształt tej płyty, są raczej jej ornamentami. Płyta (bardzo ładnie wydana) składa się z wielu warstw znaczeniowych i formalnych. Po pierwsze pojawiają się tu instrumenty, których wcześniej w twórczości HV za wiele nie było – syntezatory, gitara, klawisze. Po drugie w wielu utworach warstwy się kumulują i dominuje przepych, jednocześnie z zachowaniem równowagi. Dubowe i dubstepowe fascynacje zanikają na rzecz bardziej subtelnej elektroniki, czasem zahaczającej o rejony, które odkrywał Four Tet. „Szum” wibruje i pulsuje, a zdecydowaną większość utworów …

Nagrobki – Granit

W przypadku nowej płyty nagrobków nie black metal ani punk rock (o który sam pytałem zespół, bardziej przez pryzmat form działania, niż gatunków), ale zwrot w kierunku polskiej piosenki jest dominującym elementem na najnowszej płycie Maćka Salamona i Adama Witkowskiego. Piosenkowe formy, chórki, wspólne zawodzenie nawet w stylu Skaldów to bardzo charakterystyczne elementu„Granitu”. Z drugiej strony, kiedy ta płyta się zaczyna, przypomina mi się „Life in Glasshouse” Radiohead, gdzie również w żałobnym tonie pojawiają się dęciaki, a funeralny marsz jest przetworzone przez filtr rockowego zespołu. Nagrobki sięgają po dęciaki często, ale nie w formie ornamentu – chwała im za to – ale równoprawnych instrumentów. Wychodzą poza surowe i proste brzmienie, a wchodzą głębiej w warstwę kompozycyjną. Poza obecnym już od „Stanu Prac” Olem Walickim na kontrabasie, przez płytę przewija się Tomek Ziętek, Mikołaj Trzaska i M.Bunio.S, który sięga po puzon. Te funeralne instrumenty świetnie dopasowują się do utworów – Nagrobki wychodzą poza prostą formułę zwrotka-refren-zwrotka, tworząc bardziej złożone kompozycje pod kątem muzycznym ale też literackim. Wydawałoby się bowiem, że „śmiertelny” temat ich utworów może się w pewnym …