All posts filed under: Recenzje

kamil_piotrowicz_sextet__popular_music

Kamil Piotrowicz Sextet – Popular Music

Kamil Piotrowicz w porównaniu do swojego debiutu rozbudował skład i wymienił kilku muzyków. Tamta płyta zwiastowała ciekawe pomysły, „Popular Music” prezentuje skład z krwi i kości, który doskonale się rozumie, potrafi grać zespołowo, ale także zostawia miejsce dla poszczególnych muzyków. Poza liderem, Emilem Miszkiem i Piotrem Chęckim, którzy byli obecni na „Birth” zespół rozwinął się i powiększył o sprawną sekcję rytmiczną pod postacią Andrzeja Święsa i Krzysztofa Szmańdy oraz saksofonistę Kubę Więcka. Kiedy młodzi muzycy siadają za instrumentami i nagrywają płyty, często czuć w ich wykonaniu pewnego rodzaju asekuranctwo, niepewność, a być może nawet powielanie pewnych muzycznych kalek. „Popular Music’ to zupełnie inna bajka – od samego początku czuć pewność zespołu i jego doskonałe zgranie. Sam tytuł świetnie ukazuje również złożoność nagrań, które łapią wpływy z różnych muzycznych światów – od muzyki współczesnej, przez popularną, jazzową, ale też elementy folku. Sekretem jest język zespołu, który wszystkie te inspiracje opowiada w sposób młody, rześki, ale też chwytliwy. Bardzo mocno wychodzi poza często skostniałe ramy jazzu, bo gra współcześnie, zawadiacko i żwawo. Nie ma tutaj także mowy o …

popsysze_kopalino_600

Popsysze – Kopalino

Pamiętam jak w 2012 roku Popsysze zagrali bodajże pierwszy koncert zaraz po wydaniu swojej drugiej płyty, na tarasie Casino Dinner, ulokowanej w śródmieściu gdańskiej burgerowni, w trochę absurdalnym otoczeniu, pośród stolików, jedzenia i w środku upalnego. Coś dziwnego i nietypowego było w tym występie, zwłaszcza wtedy, kiedy okazało się, że gdańskie trio nie odgrywa z płyty swoich piosenek „po prostu”, ale zupełnie inaczej czuje je na koncercie, szaleje, improwizuje i daje się ponieść. Kolejne ich koncerty coraz lepiej to podkreślały i tylko czekać było na następne płyty. „Kopalino” zostało nagrane w domku na Kaszubach, podczas kilkudniowej sesji i mnie jako osobę, która piosenki zespołu lubi bardzo, ale jednocześnie pociąga ich szaleństwo, pochłonęła od razu. Zespół bardzo często poza tę formę wychodzi, otwiera się, odbiega od wątków, ale cały czas trzyma wszystko w ryzach. Dużo tu utworów instrumentalnych i całych fragmentów bez wokalu, ale jest także miejsce na wplatanie między instrumentalne trio bas-gitara-perkusja dodatkowych instrumentów i dźwięków. Tak jakby poza metropolią można było więcej albo nawet można było być bardziej frywolnym, nie oglądać się na przepisy, …

krolestwo

Królestwo – Ćwiczenia repetytywne

Lonker See jeszcze na dobre się nie rozkręcili, a już za chwilę na lokalnym poletku mogą mieć konkurencję. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo nie ma nic lepszego niż wzajemne napędzanie się do grania. Królestwo czyli zespół Pawła Ruckiego, Sebastiana Goertza i Maxa Białystoka, którzy za tworzenie zespołu nie wzięli się po raz pierwszy biorą – grali w 1926, Dule Tree i Alterton – czerpią bowiem z podobnego obszaru psychodelii, chociaż robią to zupełnie inaczej. Na pewno więcej się tu dzieje i to nie w taki linearny sposób jak u Lonker See, gdzie utwory stopniowo się rozwijają, a nawet rozpędzają. Bardziej klasyczne jest to brzmienie, ale też bardziej progresywne, tamto zanurzone w improwizacji i otwartości, to w dosyć wyraziście wyznaczonych strukturach, a jednocześnie mocno osadzone w rockowej tradycji. Chociaż muzycy nie raz dają się ponieść. Jednocześnie jest to muzyka rozedrgana, surowa i gęsta co słychać w takiej „Sztafecie klas”, gdzie perkusja pędzi jak dzika, a stopniowo wyłaniający się dźwiękowy huragan brzmi obezwładniająco. Cieszy, że w Trójmieście nie zapomniano jeszcze jak grać bez hamulców i bez oglądania …

mana

Mana – Plains

Pisałem już o twórczości Eryka Otlewskiego, chociaż wtedy, w 2014 roku, nagrywał pod szyldem Rawst tutaj. Jego nowe oblicze, Mana, żywi nadzieję, że na trójmiejskiej scenie muzyki elektronicznej jest coraz ciekawiej. Obok postaci ze sporym już dorobkiem jak Hatti Vatti i Rhythm Baboon rośnie młode pokolenie jak chociażby Uku, Wilk, a Mana doskonale ten zestaw dopełnia (z resztą sam Uku na tej płycie sie pojawia). „Plains” to delikatnie brzmiąca elektronika, budowana na kanwie chwytliwych sampli i błyskotliwych połączeń rytmicznych i melodycznych. Otlewski buduje muzykę senną, oniryczną i trochę odrealnioną. Jednocześnie jest ona dopracowana brzmieniowo w najmniejszym detalu. Syntezatorowe pasma i miarowe bity nie przysłaniają drobnych elementów, które wyłaniają się z drugiego planu i zazębiają się tworząc przyjemne utwory. Wyczuwalne są tutaj inspiracje Four Ter, Gold Panda, Moderat ale bardziej nawet sceną dub techno z Deadbeat na czele. Kluczowe jednak wydaje się to, że Mana nie tworzy prostych do odczytania kalek i nawet jeśli wyżej wymienione tropy nasuwają się na myśl to w nieoczywistej postaci, ale przy dogłębnym wniknięciu, raczej w formie drobnych elementów aniżeli kopiowania …

remontpomp

Remont Pomp – Pomp Power

Widziałem Remont Pomp kilkakrotnie, a ich muzyka wykonywana na żywo zawsze robi na mnie wrażenie, często także wtedy kiedy na scenie występowali z kimś – jak z zespołem Ircha Clarinet Quartet na festiwalu Unsound czy Orkiestrą Klezmerską Teatru Sejneńskiego podczas Jazz Jantar. Oba te zespoły łączy osoba Mikołaja Trzaski, który pojawił się na pierwszej płycie Remontu Pomp, a który jest i także na „Pomp Power”. Nie nagrywał jednak materiału razem z nimi w studiu, ale dodał swoje partie do ich wcześniej zarejestrowanych ścieżek, co słuchać w tym jak ta płyta brzmi. Wbrew tytułowi, Remont Pomp nie uderza tutaj z całą swoją siłą znaną z koncertów, a w zasadzie nie uderza w oczywisty sposób. Grają rytmicznie, ale jednocześnie subtelnie, czasem wręcz medytacyjnie, często w wyciszeniu. Tytuły utworów niewiele mówią i są zwodnicze, dlatego trzeba słuchać ich wszystkich po kolei, bo dopiero wtedy odkrywają się przed słuchaczem. Perkusjonalia są tu potraktowane w nieoczywisty sposób – nie muszą to być przecież bębny, ale także kieliszki, szklanki, wszystko co wydaje dźwięk i co Remont Pomp jest w stanie kreatywnie …

niom_ampacity

Ampacity – The Sum of All Flaws

Ampacity idą za ciosem i raptem rok po długogrającym albumie „Superluminal” prezentują kolejny materiał – krótszy i taki, który należy traktować raczej jako łącznik między wspomnianym wydawnictwem, a nowym składem, który od tej pory będzie tworzyć bez klawiszowca, Marka Kosteckiego. „The Sum of All Flaws” to raptem trzy kompozycje i nieco ponad 21 minut muzyki. Cechuje je przede wszystkim inna metoda powstania, ponieważ zespół skomponował je przed wejściem do sali prób, a nie podczas wspólnych spotkań. Słychać to w ich brzmieniu, nieco prostszym i nie tak progresywnym jak poprzednie wydawnictwo. Być może właśnie kompozycyjnie zespół stoi w rozkroku między swoimi dwoma dotychczasowymi albumami. Robi krok dalej w stosunku do debiutu, a jednocześnie idzie na ugodę ze swoimi zapędami w postaci łamania rytmu czy wplataniu zbyt wielu wątków w strukturę jednego utworu. Nie jest to jednocześnie regres – dla mnie „The Sum of All Flaws” jest nawet nieco lepiej przyswajalna niż „Superluminal”. Otwierający płytę utwór nadaje się wręcz na radiowy singiel, mimo że brakuje mu liryków. Jest intensywny, zwarty, a jednocześnie w twórczość Ampacity wnosi dozę …

niom_radar

Krzysztof Topolski i Robert Skrzyński – RADAR

Chociaż muzyczny rodowód Krzysztofa Topolskiego i Roberta Skrzyńskiego jest inny, obaj bardzo mocno zanurzają się w swojej twórczości w podobnej estetyce. Fascynuje ich muzyka elektroniczna, w mocno eksperymentalnej odsłonie, złożona z detali, sampli, zlewających się w muzyczną magmę, pełna niuansów. Ale Topolski zaczynał od grania na perkusji i regularnie do tego instrumentu wraca czy to z zespołem Wolność czy w duecie Arszyn/Duda. RADAR to połączenie tych twóch światów: elektroakustycznych brzmień i elektroniki z surowymi i akustycznymi bębnami. Nie jest to jednocześnie owoc pracy w studiu, ale skrupulatne tkanie materiału w domowym zaciszu z zarejestrowanych partii instrumentów perkusyjnych, ale też elektronicznych analogowych brzmień, które są tutaj ułożone w bardzo osobliwej mozaice. Zaryzykowałbym, że z perspektywy Topolskiego jest to obszar, bliski jego twórczości w nieodżałowanym zespole Ludzie, natomiast Skrzyński wchodzi na nowe dla siebie terytorium: to muzyka pulsująca, bardzo rytmiczna, a jednocześnie przestrzenna. Dźwiękowe tło budują w niej elektroniczne pasaże, ale też rozedrgana, często kosmicznie i transowo brzmiąca perkusja. Radar to psychodeliczna wędrówka, bardzo płynna i spójna, a jednocześnie wielowarstwowa, która splata świat elektroniki, ale też perkusyjnej …

niom_bukowski

Dominik Bukowski Quartet feat. Amir ElSaffar – Sufia

O tym, że muzyka jazzowa może służyć transmisji kultury i tradycji, wiadomo nie od dziś. Artyści w każdym zakątku globu czerpią z dorobku przodków i współczesnym językiem dokonują reinterpretacji tradycji albo też wykorzystują pewne formy i wpływy, by przetworzyć ją na nowo. Nie dziwi czerpanie z lokalnych wpływów, w których się dorasta, ale zgoła inaczej wygląda sytuacja, kiedy dochodzi do połączenia światów pozornie do siebie nie przystających. Płyta kwartetu Dominika Bukowskiego jest wyjątkowa, bo dokumentuje spotkanie z amerykańsko-irackim trębaczem Amirem ElSaffarem. Połączenie tradycji słowiańskiej z bliskowschodnią mogłoby być karkołomne, gdyby nie zmysł Bukowskiego do wykorzystania arabskiego maqam w połączeniu z wybranymi utworami zebranymi przez Oskara Kolbergera w księdze „Pieśni Ludu Polskiego”. Trąbka ElSaffara ma charakterystyczne brzmienie i nadaje kompozycjom wyjątkowy sznyt, bliskowschodnie brzmienie, które świetnie koloryzuje polskie utwory. „Oberek” i „Krakowiak” brzmią znajomo, ale jakby odmiennie, przepuszczone przez sito nowych inspiracji. Podobnie tradycyjna melodia iracka „Aya Daraha Bil Hazn”, która zagrana przez ten skład ma wyczuwalne odmienne wątki, ale jednocześnie bardzo dobrze dopasowuje się do konceptu płyty. Takich pobocznych wątków jest tu wiele i spięcie ich w całość …

niom_emiter

Marcin Dymiter – Lexicon Imaginar al Clujului

Marcin Dymiter co chwila zaskakuje kolejnymi wydawnictwami. Nie wszystkie trzymają ten sam poziom, ale i każde kolejne ma odmienne źródło powstania – czasem są to nagrania terenowe (Field Notes), kiedy indziej współpraca z innymi muzykami (Baza z Olgą Szymulą, Flora Quartet), czerpanie z etosu muzyki gitarowej (Niski Szum), efekty prowadzonych przez niego warsztatów („Dźwiękowy Wrocław”, „Usłysz Łazienki”), ale też płyty, będące pokłosiem muzyki skomponowanej do spektakli. Do tych ostatnich po „Odzyskanych” oraz „Życie i śmierć Joanny Węgrzynowskiej” dochodzi „Lexicon Imaginar al Clujulu”. Wszystkie trzy łączy osoba Ludomira Franczaka, który owe spektakle tworzył, a Emitera poprosił o skomponowanie do nich ścieżki dźwiękowej. Ta ostatnia wydaje mi się jednak najciekawsza i najbardziej wciągająca. Po pierwsze, uwagę zwraca narracja, która niemal przez cały czas buduje napięcie, a przez to wciąga poszczególnymi detalami i ich strukturą. Z drugiej strony ciekawe są poszczególne elementy kompozycji – nagrania terenowe fal, zapętlone sample, które wprowadzają w utwory psychodeliczny trans i przestrzeń, ale też różne szmery, tak dla Emitera charakterystyczne. Kluczowy dla tych wątków jest bardzo pulsacyjny charakter utworów, obecny w największym stopniu …

niom_laboratoriumpiesni

Laboratorium Pieśni – Rosna

O tym, że w zglobalizowanym świecie coraz większą popularnością cieszy się to, co lokalne i czerpiące z rdznnej kultury, może poświadczyć zespół Laboratorium Pieśni. Niech kwestia ilosciowa nie będzie wyznacznikiem ich jakości, ale fakt, że grupę na facebooku śledzi ponad 80 tysięcy osób jest wymowne i pokazuje, że taka muzyka budzi zainteresowanie. Ich biały głos jest interesujący, ale w XXI wieku bardzo wymowny. Ośmioosobowy skład pełni dzięki temu także funkcję antropolożek, które podróżując po różnych zakątkach, przywożą różne tradycyjne pieśni, biora je na warsztat, aby we własnych polifonicznych interpretacjach je zaprezentować. Laboratorium Pieśni kreśli mapę wokalną Europy Środkowo-Wschodniej (Białoruś, Polska, Ukraina), ale też Bałkan, Gruzji czy Skandynawii. Wydaje się więc, że ograniczeń nie ma, a głowy wokalistek pełne są pomysłów i zapału na wyszukiwanie utworów z różnych kultur. Wiele z utworów jest śpiewanych a capella, ale część z nich zyskuje akompaniament w postaci subtelnie wprowadzanych bębnów szamańskich, dzwonków czy przeszkadzajek. Dzięki temu wokalizy zyskują wielowymiarowy charakter i przestrzeń. Utwory brzmią bardzo pierwotnie, rdzennie, oszczędna forma wykorzystania wokalu zyskuje przez wielowymiarowość. Jednocześnie nie przysłania treści, bo właśnie …