All posts filed under: Recenzje

Nowa Ziemia 2 – Adrjanczyk, Banasik, Krychowiak

Artur Krychowiak, udzielający się wcześniej w God’s Own Prototype ma już na swoim koncie nie miały dorobek jako Nowa Ziemia. Muzyk bazuje na brzmieniu gitary elektrycznej, na której generuje jednostajne dronowe pasma, zahaczając o muzykę noise i ambient. Często wykorzystuje do tego smyczek, dzięki czemu rezonujący instrument generuje gęstą, momentami niemal metalową powłokę brzmienia. Na swoim najnowszym wydawnictwie, postanowił połączyć siły z Dawidem Adrjanczykiem występującym jako Akpatok oraz Michałem Banasikiem z zespołu Tranquilizer. Efektem są dwie kompozycje, które znacząco nie odbiegają od dotychczasowej twórczości Krychowiaka, jednak są bardziej złożone i bardziej zróżnicowane. Trwająca kwadrans kompozycja z Banasikiem buduje dźwiękowe gitarowe tło i zaznaczone na pierwszym planie delikatne perkusjonalia albo pociągnięcia za struny drugiej gitary. Całość ma mroczny i misterny charakter, brzmi przytłaczająco a jednocześnie chłodno. Wysuwająca się na przód gitara, która zarysowuje strzępki melodii, brzmi nawet odrobinę orientalnie. W końcu Nowa Ziemia to archipelag wysp znajdujących się w obszarze okołobiegunowym, więc mroźny i na swój sposób egzotyczny posmak kompozycji jest wyczuwalny. Zwłaszcza poprzez urozmaicanie gitarowej magmy drobnymi wyimkami, mikrodźwiękami czy przeplatającymi je plamami dźwięku, być …

Abstract Structure – Scrap EP

Rafał Dętkoś swoje muzyczne fascynacje realizuje już niemal piętnaście lat, prezentując co jakiś czas ich kolejne odsłony. Regularnie współpracuje z teatrem tańca i takimi grupami jak chociażby Sopocki Teatr Tańca czy Dada von Bzdülöw, dla których przygotowywał muzykę. Materiał „Scrap EP” nagrany jako Abstract Structure przyjmuje również znamiona swego rodzaju dźwiękowego tła. Chłodne elektroniczne brzmienia są osadzone w przestrzennie brzmiących kompozycjach, które bazują na elektronicznych ambientowych plamach, partiach klawiszy, aż wreszcie nadających im bardziej domkniętą formę wyrazistych bitów. W tych minimalistycznych utworach znaczenie ma faktura dźwięków i jej kolejne modulacje. Ton utworom nadają zróżnicowane bity, których rytmika czasem przypomina dokonania Dat Rayon. Rozwijają się płynnie, a jednocześnie w obrębie pięciu utworów nie ma diametralnej zmiany wątków – to konsekwentnie budowane dźwiękowe pasaże; oniryczne i mroczne. Ważne jest też to, co dzieje się w tle. Dark ambientowe wynurzenia, wyłaniające się pojedyncze dźwięki – to wszystko stopniowo buduje klimat i pomimo abstrakcji w nazwie jest bardzo zwięzłe i przekonujące. Odhumanizowany charakter utworów tworzy tajemniczą aurę – wzmacnia go muzyka brzmiąca w dość zmechanizowany sposób; próżno szukać tu jakichkolwiek zwiastunów …

Technolodzy Procesu – Semuta

Technolodzy Procesu to efekt współpracy Bartka Chylewskiego i Piotra Wyrwaszewskiego – dwójki muzyków trójmiejskiego zespołu Grupa Terapeutyczna Gluten. Tego składu nie słyszałem, ale jak wnioskuję, bazuje on na perkusjonaliach w bardzo zrytmizowanej formie, a więc zupełnie odmiennej od tego co słychać na dwóch utworach, które znalazły się na wydawnictwie „Semuta”. To duet perkusyjny, chociaż instrumenty pełnią zupełnie inną rolę – zamiast rytmu budują dźwiękowe faktury, ambientowe plamy i tła, przez co blisko im do duetu HATI, którym dosyć wyraźnie się inspirują. „Semuta” to efekt nocnych sesji, powstałych latem ubiegłego roku. To słychać – kolejne pojawiające się dźwięki budują wyraźny ciąg przyczynowo-skutkowy swobodnej improwizacji. Oszczędny, balansujący na granicy ciszy, ale na swój sposób terapeutyczny. Kolejne dźwięki są cedzone, w zasadzie każdy instrument może swobodnie wybrzmiewać, ich kulminacja nie następuje. Materiał zachowuje pewne właściwości psychodeliczne – w końcu semuta w powieści „Diuna” Franka Herberta to narkotyk – pomimo dozowanej i oszczędnej formy. Ale muzyka nie narasta, nie pojawiają się momenty przełamania, muzyka raczej tli się przez cały czas, może nawet w formie akustycznej instalacji dźwiękowej, po środku której …

Arszyn/Duda & Paper Cuts – There is no Conclusion

Mam wrażenie, że ostatnio coraz częściej mamy do czynienia z przegadaniem w muzyce improwizowanej. Niezależnie czy tej wywodzącej się z free-jazzu, korzystającej z jazzowych środków wyrazu, czy tej z innych estetyk: muzyki elektroakustycznej czy też elektroniki. Z jednej strony uwiecznianie koncertów w postaci wydawnictw często mija się z celem, bo umyka na nich aura, wyjątkowość wydarzenia, ale też najsilniejsza komunikatywność improwizacji: bycie tu i teraz, wspólny dialog między muzykami. Z drugiej strony całkiem sporo artystów z tej sceny zdaje się zatrzymywać w jednym miejscu, prezentując kolejne odsłony swojej twórczości, bez wyraźnego progresu. Ekscytacja zmienia się więc często w znużenie. Co więc musi być ciekawego w tzw. wolnej improwizacji? Elementów jest kilka: sposób w jaki muzycy improwizują, instrumenty na jakich graja, wspólny dialog i zrozumienie, a wreszcie spójność tego, co robią. Nie bez przyczyny piszę o tych czynnikach przy okazji płyty „There is No Conclusion” kwartetu Arszyn/Duda+Paper Cuts, ponieważ wszystkie się tu znajdują, a płyta w pełni spełnia kryteria, żeby traktować ją nie tylko jako zapis koncertu, ale autonomiczne wydawnictwo, które słuchane wielokrotnie cały czas zachowuje …

Jacaszek – Kwiaty

Do tej pory najmocniejszym komercyjnym punktem w dyskografii Michała Jacaszka była płyta “Treny”. Nie jest to równoznaczne z tym, że jest to jego najlepszy album, ponieważ pod względem artystycznym dla mnie najciekawsze w jego twórczości zaczęło dziać się właśnie po jego wydaniu z kulminacją w postaci „Catalogue des Arbres” nagranego z zespołem Kwartludium. Jednak to właśnie „Treny” były wydarzeniem– zwłaszcza w skali Polski– które unaoczniło że muzyka klasyczna, a w zasadzie postklasyczna, ma potencjał piosenkowy. Jacaszek z jednej strony odczarował mit hermetyczności tego gatunku, z drugiej strony pokazał nad Wisłą to, co stopniowo od kilku lat działo się w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Dość wspomnieć zainteresowanie jego muzyką słuchaczy, których tego typu rzeczy nie interesowały, ale też tych, których ujęły bezpretensjonalne piosenki z partiami smyczków Stefana Wesołowskiego i Ani Śmiszek-Wesołowskiej oraz improwizowanymi wokalizami Mai Siemińskiej odwołującymi się do twórczości Jana Kochanowskiego (do dziś pamiętam tłumy zachwyconych ludzi na koncercie muzyka podczas Off Festivalu w 2008 roku). Kolejne płyty Jacaszka coraz bardziej zmierzały w kierunku eksperymentów – czy to z dialogując z nagraniami wnętrz gdańskich kościołów („Pentral), …

Kamil Piotrowicz Sextet – Popular Music

Kamil Piotrowicz w porównaniu do swojego debiutu rozbudował skład i wymienił kilku muzyków. Tamta płyta zwiastowała ciekawe pomysły, „Popular Music” prezentuje skład z krwi i kości, który doskonale się rozumie, potrafi grać zespołowo, ale także zostawia miejsce dla poszczególnych muzyków. Poza liderem, Emilem Miszkiem i Piotrem Chęckim, którzy byli obecni na „Birth” zespół rozwinął się i powiększył o sprawną sekcję rytmiczną pod postacią Andrzeja Święsa i Krzysztofa Szmańdy oraz saksofonistę Kubę Więcka. Kiedy młodzi muzycy siadają za instrumentami i nagrywają płyty, często czuć w ich wykonaniu pewnego rodzaju asekuranctwo, niepewność, a być może nawet powielanie pewnych muzycznych kalek. „Popular Music’ to zupełnie inna bajka – od samego początku czuć pewność zespołu i jego doskonałe zgranie. Sam tytuł świetnie ukazuje również złożoność nagrań, które łapią wpływy z różnych muzycznych światów – od muzyki współczesnej, przez popularną, jazzową, ale też elementy folku. Sekretem jest język zespołu, który wszystkie te inspiracje opowiada w sposób młody, rześki, ale też chwytliwy. Bardzo mocno wychodzi poza często skostniałe ramy jazzu, bo gra współcześnie, zawadiacko i żwawo. Nie ma tutaj także mowy o …

Popsysze – Kopalino

Pamiętam jak w 2012 roku Popsysze zagrali bodajże pierwszy koncert zaraz po wydaniu swojej drugiej płyty, na tarasie Casino Dinner, ulokowanej w śródmieściu gdańskiej burgerowni, w trochę absurdalnym otoczeniu, pośród stolików, jedzenia i w środku upalnego. Coś dziwnego i nietypowego było w tym występie, zwłaszcza wtedy, kiedy okazało się, że gdańskie trio nie odgrywa z płyty swoich piosenek „po prostu”, ale zupełnie inaczej czuje je na koncercie, szaleje, improwizuje i daje się ponieść. Kolejne ich koncerty coraz lepiej to podkreślały i tylko czekać było na następne płyty. „Kopalino” zostało nagrane w domku na Kaszubach, podczas kilkudniowej sesji i mnie jako osobę, która piosenki zespołu lubi bardzo, ale jednocześnie pociąga ich szaleństwo, pochłonęła od razu. Zespół bardzo często poza tę formę wychodzi, otwiera się, odbiega od wątków, ale cały czas trzyma wszystko w ryzach. Dużo tu utworów instrumentalnych i całych fragmentów bez wokalu, ale jest także miejsce na wplatanie między instrumentalne trio bas-gitara-perkusja dodatkowych instrumentów i dźwięków. Tak jakby poza metropolią można było więcej albo nawet można było być bardziej frywolnym, nie oglądać się na przepisy, …

Królestwo – Ćwiczenia repetytywne

Lonker See jeszcze na dobre się nie rozkręcili, a już za chwilę na lokalnym poletku mogą mieć konkurencję. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo nie ma nic lepszego niż wzajemne napędzanie się do grania. Królestwo czyli zespół Pawła Ruckiego, Sebastiana Goertza i Maxa Białystoka, którzy za tworzenie zespołu nie wzięli się po raz pierwszy biorą – grali w 1926, Dule Tree i Alterton – czerpią bowiem z podobnego obszaru psychodelii, chociaż robią to zupełnie inaczej. Na pewno więcej się tu dzieje i to nie w taki linearny sposób jak u Lonker See, gdzie utwory stopniowo się rozwijają, a nawet rozpędzają. Bardziej klasyczne jest to brzmienie, ale też bardziej progresywne, tamto zanurzone w improwizacji i otwartości, to w dosyć wyraziście wyznaczonych strukturach, a jednocześnie mocno osadzone w rockowej tradycji. Chociaż muzycy nie raz dają się ponieść. Jednocześnie jest to muzyka rozedrgana, surowa i gęsta co słychać w takiej „Sztafecie klas”, gdzie perkusja pędzi jak dzika, a stopniowo wyłaniający się dźwiękowy huragan brzmi obezwładniająco. Cieszy, że w Trójmieście nie zapomniano jeszcze jak grać bez hamulców i bez oglądania …

Mana – Plains

Pisałem już o twórczości Eryka Otlewskiego, chociaż wtedy, w 2014 roku, nagrywał pod szyldem Rawst tutaj. Jego nowe oblicze, Mana, żywi nadzieję, że na trójmiejskiej scenie muzyki elektronicznej jest coraz ciekawiej. Obok postaci ze sporym już dorobkiem jak Hatti Vatti i Rhythm Baboon rośnie młode pokolenie jak chociażby Uku, Wilk, a Mana doskonale ten zestaw dopełnia (z resztą sam Uku na tej płycie sie pojawia). „Plains” to delikatnie brzmiąca elektronika, budowana na kanwie chwytliwych sampli i błyskotliwych połączeń rytmicznych i melodycznych. Otlewski buduje muzykę senną, oniryczną i trochę odrealnioną. Jednocześnie jest ona dopracowana brzmieniowo w najmniejszym detalu. Syntezatorowe pasma i miarowe bity nie przysłaniają drobnych elementów, które wyłaniają się z drugiego planu i zazębiają się tworząc przyjemne utwory. Wyczuwalne są tutaj inspiracje Four Ter, Gold Panda, Moderat ale bardziej nawet sceną dub techno z Deadbeat na czele. Kluczowe jednak wydaje się to, że Mana nie tworzy prostych do odczytania kalek i nawet jeśli wyżej wymienione tropy nasuwają się na myśl to w nieoczywistej postaci, ale przy dogłębnym wniknięciu, raczej w formie drobnych elementów aniżeli kopiowania …

Remont Pomp – Pomp Power

Widziałem Remont Pomp kilkakrotnie, a ich muzyka wykonywana na żywo zawsze robi na mnie wrażenie, często także wtedy kiedy na scenie występowali z kimś – jak z zespołem Ircha Clarinet Quartet na festiwalu Unsound czy Orkiestrą Klezmerską Teatru Sejneńskiego podczas Jazz Jantar. Oba te zespoły łączy osoba Mikołaja Trzaski, który pojawił się na pierwszej płycie Remontu Pomp, a który jest i także na „Pomp Power”. Nie nagrywał jednak materiału razem z nimi w studiu, ale dodał swoje partie do ich wcześniej zarejestrowanych ścieżek, co słuchać w tym jak ta płyta brzmi. Wbrew tytułowi, Remont Pomp nie uderza tutaj z całą swoją siłą znaną z koncertów, a w zasadzie nie uderza w oczywisty sposób. Grają rytmicznie, ale jednocześnie subtelnie, czasem wręcz medytacyjnie, często w wyciszeniu. Tytuły utworów niewiele mówią i są zwodnicze, dlatego trzeba słuchać ich wszystkich po kolei, bo dopiero wtedy odkrywają się przed słuchaczem. Perkusjonalia są tu potraktowane w nieoczywisty sposób – nie muszą to być przecież bębny, ale także kieliszki, szklanki, wszystko co wydaje dźwięk i co Remont Pomp jest w stanie kreatywnie …