All posts filed under: Recenzje

Stefan Wesołowski – Rite of the End

Od samego początku an „Rite of the End” czuć zepsucie. Coś tu się rozkłada, mąci spokój, znika. Muzyka Stefana Wesołowskiego zawsze była bardzo obrazowa, filmowa, ale chyba nigdy dotąd wszystkie kompozycje nie zazębiały się, tworząc tak spójną narracyjnie opowieść. Pierwotnie przygotowana pod wystawę zdjęć Francisa Mesleta, przedstawiającą opuszczone budynki, „Rite of the End” odwołuje do końca, ma bardzo poważny ton, nie tylko w tytule, gdzie nawiązuje do „Święta Wiosny” Strawińskiego. Wiąże się z rytuałem i w nim się zatapia. Już otwierające „Prelude” brzmi jakby było odtwarzane z płyty, która się zacięła. melodia coraz bardziej się zniekształca, psuje. Przypomina mi to „Desintegration Loops” Williama Basińskiego, kiedy nośnik nadgryziony przez ząb czasu, odmawia posłuszeństwa. Ma być poważnie, ale pojawia się usterka i ład znika, nawet jeśli w finale znów pojawi się na chwilę. Niepokój pozostaje. „Frame” snuje bardziej nastrojową melodię, zapętloną w repetycjach, ale „Rex! Rex!” zahacza o rejony techno, chociaż w bardzo nastrojowy sposób wykorzystując bit jako tło do smyczkowych mgieł, które toną w przestrzeni i otchłani dźwięku. „Rite of the End” jest jednocześnie mroczne i …

Tomasz Chyła Quintet – Eternal Entropy

Tomasz Chyła jest skrzypkiem, więc na pierwszy rzut oka, wydawać by się mogło, że więcej powinien mieć wspólnego z muzyką poważną albo i folkową. Tyle, że jego kwintet zdecydowanie mocno osadzony jest w jazzie, co nie znaczy, że poza ten gatunek nie wychodzi. Debiutancki album „Eternal Entropy” jest miksturą magiczną różnych elementów – skrzypce są tutaj dominującym instrumentem i ślad odciśnięty przez lidera jest bardzo mocno wyczuwalny. To właśnie one prowadzą kompozycje, nadają im charakterystycznego sznytu, zabarwionego odwołaniamu do folku („Bi, Synkù, bi”), ale też zakorzenieniem w twórczości Zbigniewa Seiferta, słynnego polskiego skrzypka jazzowego. Jednak pomimo tego, że lider i jego instrument jest tak wyrazisty, siłą tego wydawnictwa jest gra zespołowa. Szymon Burnos, Piotr Chęcki, Sławek Koryzno i Krzysztof Słomkowski to postacie na trójmiejskiej scenie jazzowej już mocno rozpoznawalne i udzielające się w wielu składach by wspomnieć chociażby Algorhythm, Kamil Piotrowicz Quintet czy Inner Out. Dzięki tej wymianie doświadczeń i owocnej współpracy, odświeżającej współczesną jazzową scenę, ich udział w nagraniu wpływa na jego jakość i formę. Muzycy zwinnie poruszają się pomiędzy różnymi nastrojami. Wyraźna sekcja rytmiczna …

Marksman – Hawok

W ostatnim czasie sporo się u słupszczan z Marksman zmieniło, chociaż ich poprzedni album „Awaken” opisywałem z pewnym opóźnieniem, kiedy to doczekał się wydania winylowego pod koniec 2015 roku. W tym czasie w zespole wiele się pokrzyżowało – zmiany spowodowało zarówno odwołanie jednej trasy koncertowej jak i pojawienie się nowego gitarzysty. Istotną zmianą jest także decyzja o wyłącznie polskich tekstach piosenek, moim zdaniem zdecydowanie na plus. Piosenki to kluczowe słowo w przypadku tego kwartetu, bowiem post-hardore w ich ujęciu nie drażni i nie atakuje, ale ujmuje swoją melodyjnością. Ale jest zaczepny, nie łagodny. Już przy okazji „Awaken” pisałem, że to muzyka, która ma potencjał trafienia do ludzi spoza środowiska zainteresowanego tym gatunkiem. „Hawok” również go ma – dobrze wyprodukowana płyta zwraca uwagę ciekawymi melodiami, a teksty wykrzyczane przez Jakuba Madejczyka mają w sobie ten specyficzny głos rozpaczy czy nawoływania do refleksji, przez co momentalnie zwracają uwagę, przyciągają. To muzyka agresywna, ale szczera i bardzo mocno zabiegająca o atencję słuchacza. Zarówno poprzez formę, ale też bardzo zaangażowane teksty, które ogniskują się na tym, co w społeczeństwie uwiera …

Hatti Vatti – SZUM

„Szum” to osiemnaste wydawnictwo Hatti Vatti, na dodatek osiemnaste na winylu. Format wydawanych singli, epek i albumów ma nieodłączny związek z twórczością muzyka – poszczególne z nich dostosowane są do potrzeb muzyki klubowej i dj’ów, którzy mogą wspólnie miksować podczas setów dj’skich. Kaliński na tle całej dyskografii wydał długogrających albumów niewiele– jeśli przyjąć właściwą kalkulację, to po „Worship Nothing” jest to jego drugi pełnowymiarowy album.„Algebra” była stylistyczną odskocznią, a płyta HV/NOON została nagrana w duecie. „Szum” obrósł już legendą czerpania z sampli pochodzących z archiwum Narodowego Instytutu Audiowizualnego – owszem, jest ich sporo, ale nie one determinują kształt tej płyty, są raczej jej ornamentami. Płyta (bardzo ładnie wydana) składa się z wielu warstw znaczeniowych i formalnych. Po pierwsze pojawiają się tu instrumenty, których wcześniej w twórczości HV za wiele nie było – syntezatory, gitara, klawisze. Po drugie w wielu utworach warstwy się kumulują i dominuje przepych, jednocześnie z zachowaniem równowagi. Dubowe i dubstepowe fascynacje zanikają na rzecz bardziej subtelnej elektroniki, czasem zahaczającej o rejony, które odkrywał Four Tet. „Szum” wibruje i pulsuje, a zdecydowaną większość utworów …

Nagrobki – Granit

W przypadku nowej płyty nagrobków nie black metal ani punk rock (o który sam pytałem zespół, bardziej przez pryzmat form działania, niż gatunków), ale zwrot w kierunku polskiej piosenki jest dominującym elementem na najnowszej płycie Maćka Salamona i Adama Witkowskiego. Piosenkowe formy, chórki, wspólne zawodzenie nawet w stylu Skaldów to bardzo charakterystyczne elementu„Granitu”. Z drugiej strony, kiedy ta płyta się zaczyna, przypomina mi się „Life in Glasshouse” Radiohead, gdzie również w żałobnym tonie pojawiają się dęciaki, a funeralny marsz jest przetworzone przez filtr rockowego zespołu. Nagrobki sięgają po dęciaki często, ale nie w formie ornamentu – chwała im za to – ale równoprawnych instrumentów. Wychodzą poza surowe i proste brzmienie, a wchodzą głębiej w warstwę kompozycyjną. Poza obecnym już od „Stanu Prac” Olem Walickim na kontrabasie, przez płytę przewija się Tomek Ziętek, Mikołaj Trzaska i M.Bunio.S, który sięga po puzon. Te funeralne instrumenty świetnie dopasowują się do utworów – Nagrobki wychodzą poza prostą formułę zwrotka-refren-zwrotka, tworząc bardziej złożone kompozycje pod kątem muzycznym ale też literackim. Wydawałoby się bowiem, że „śmiertelny” temat ich utworów może się w pewnym …

Nowa Ziemia 2 – Adrjanczyk, Banasik, Krychowiak

Artur Krychowiak, udzielający się wcześniej w God’s Own Prototype ma już na swoim koncie nie miały dorobek jako Nowa Ziemia. Muzyk bazuje na brzmieniu gitary elektrycznej, na której generuje jednostajne dronowe pasma, zahaczając o muzykę noise i ambient. Często wykorzystuje do tego smyczek, dzięki czemu rezonujący instrument generuje gęstą, momentami niemal metalową powłokę brzmienia. Na swoim najnowszym wydawnictwie, postanowił połączyć siły z Dawidem Adrjanczykiem występującym jako Akpatok oraz Michałem Banasikiem z zespołu Tranquilizer. Efektem są dwie kompozycje, które znacząco nie odbiegają od dotychczasowej twórczości Krychowiaka, jednak są bardziej złożone i bardziej zróżnicowane. Trwająca kwadrans kompozycja z Banasikiem buduje dźwiękowe gitarowe tło i zaznaczone na pierwszym planie delikatne perkusjonalia albo pociągnięcia za struny drugiej gitary. Całość ma mroczny i misterny charakter, brzmi przytłaczająco a jednocześnie chłodno. Wysuwająca się na przód gitara, która zarysowuje strzępki melodii, brzmi nawet odrobinę orientalnie. W końcu Nowa Ziemia to archipelag wysp znajdujących się w obszarze okołobiegunowym, więc mroźny i na swój sposób egzotyczny posmak kompozycji jest wyczuwalny. Zwłaszcza poprzez urozmaicanie gitarowej magmy drobnymi wyimkami, mikrodźwiękami czy przeplatającymi je plamami dźwięku, być …

Abstract Structure – Scrap EP

Rafał Dętkoś swoje muzyczne fascynacje realizuje już niemal piętnaście lat, prezentując co jakiś czas ich kolejne odsłony. Regularnie współpracuje z teatrem tańca i takimi grupami jak chociażby Sopocki Teatr Tańca czy Dada von Bzdülöw, dla których przygotowywał muzykę. Materiał „Scrap EP” nagrany jako Abstract Structure przyjmuje również znamiona swego rodzaju dźwiękowego tła. Chłodne elektroniczne brzmienia są osadzone w przestrzennie brzmiących kompozycjach, które bazują na elektronicznych ambientowych plamach, partiach klawiszy, aż wreszcie nadających im bardziej domkniętą formę wyrazistych bitów. W tych minimalistycznych utworach znaczenie ma faktura dźwięków i jej kolejne modulacje. Ton utworom nadają zróżnicowane bity, których rytmika czasem przypomina dokonania Dat Rayon. Rozwijają się płynnie, a jednocześnie w obrębie pięciu utworów nie ma diametralnej zmiany wątków – to konsekwentnie budowane dźwiękowe pasaże; oniryczne i mroczne. Ważne jest też to, co dzieje się w tle. Dark ambientowe wynurzenia, wyłaniające się pojedyncze dźwięki – to wszystko stopniowo buduje klimat i pomimo abstrakcji w nazwie jest bardzo zwięzłe i przekonujące. Odhumanizowany charakter utworów tworzy tajemniczą aurę – wzmacnia go muzyka brzmiąca w dość zmechanizowany sposób; próżno szukać tu jakichkolwiek zwiastunów …

Technolodzy Procesu – Semuta

Technolodzy Procesu to efekt współpracy Bartka Chylewskiego i Piotra Wyrwaszewskiego – dwójki muzyków trójmiejskiego zespołu Grupa Terapeutyczna Gluten. Tego składu nie słyszałem, ale jak wnioskuję, bazuje on na perkusjonaliach w bardzo zrytmizowanej formie, a więc zupełnie odmiennej od tego co słychać na dwóch utworach, które znalazły się na wydawnictwie „Semuta”. To duet perkusyjny, chociaż instrumenty pełnią zupełnie inną rolę – zamiast rytmu budują dźwiękowe faktury, ambientowe plamy i tła, przez co blisko im do duetu HATI, którym dosyć wyraźnie się inspirują. „Semuta” to efekt nocnych sesji, powstałych latem ubiegłego roku. To słychać – kolejne pojawiające się dźwięki budują wyraźny ciąg przyczynowo-skutkowy swobodnej improwizacji. Oszczędny, balansujący na granicy ciszy, ale na swój sposób terapeutyczny. Kolejne dźwięki są cedzone, w zasadzie każdy instrument może swobodnie wybrzmiewać, ich kulminacja nie następuje. Materiał zachowuje pewne właściwości psychodeliczne – w końcu semuta w powieści „Diuna” Franka Herberta to narkotyk – pomimo dozowanej i oszczędnej formy. Ale muzyka nie narasta, nie pojawiają się momenty przełamania, muzyka raczej tli się przez cały czas, może nawet w formie akustycznej instalacji dźwiękowej, po środku której …

Arszyn/Duda & Paper Cuts – There is no Conclusion

Mam wrażenie, że ostatnio coraz częściej mamy do czynienia z przegadaniem w muzyce improwizowanej. Niezależnie czy tej wywodzącej się z free-jazzu, korzystającej z jazzowych środków wyrazu, czy tej z innych estetyk: muzyki elektroakustycznej czy też elektroniki. Z jednej strony uwiecznianie koncertów w postaci wydawnictw często mija się z celem, bo umyka na nich aura, wyjątkowość wydarzenia, ale też najsilniejsza komunikatywność improwizacji: bycie tu i teraz, wspólny dialog między muzykami. Z drugiej strony całkiem sporo artystów z tej sceny zdaje się zatrzymywać w jednym miejscu, prezentując kolejne odsłony swojej twórczości, bez wyraźnego progresu. Ekscytacja zmienia się więc często w znużenie. Co więc musi być ciekawego w tzw. wolnej improwizacji? Elementów jest kilka: sposób w jaki muzycy improwizują, instrumenty na jakich graja, wspólny dialog i zrozumienie, a wreszcie spójność tego, co robią. Nie bez przyczyny piszę o tych czynnikach przy okazji płyty „There is No Conclusion” kwartetu Arszyn/Duda+Paper Cuts, ponieważ wszystkie się tu znajdują, a płyta w pełni spełnia kryteria, żeby traktować ją nie tylko jako zapis koncertu, ale autonomiczne wydawnictwo, które słuchane wielokrotnie cały czas zachowuje …

Jacaszek – Kwiaty

Do tej pory najmocniejszym komercyjnym punktem w dyskografii Michała Jacaszka była płyta “Treny”. Nie jest to równoznaczne z tym, że jest to jego najlepszy album, ponieważ pod względem artystycznym dla mnie najciekawsze w jego twórczości zaczęło dziać się właśnie po jego wydaniu z kulminacją w postaci „Catalogue des Arbres” nagranego z zespołem Kwartludium. Jednak to właśnie „Treny” były wydarzeniem– zwłaszcza w skali Polski– które unaoczniło że muzyka klasyczna, a w zasadzie postklasyczna, ma potencjał piosenkowy. Jacaszek z jednej strony odczarował mit hermetyczności tego gatunku, z drugiej strony pokazał nad Wisłą to, co stopniowo od kilku lat działo się w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Dość wspomnieć zainteresowanie jego muzyką słuchaczy, których tego typu rzeczy nie interesowały, ale też tych, których ujęły bezpretensjonalne piosenki z partiami smyczków Stefana Wesołowskiego i Ani Śmiszek-Wesołowskiej oraz improwizowanymi wokalizami Mai Siemińskiej odwołującymi się do twórczości Jana Kochanowskiego (do dziś pamiętam tłumy zachwyconych ludzi na koncercie muzyka podczas Off Festivalu w 2008 roku). Kolejne płyty Jacaszka coraz bardziej zmierzały w kierunku eksperymentów – czy to z dialogując z nagraniami wnętrz gdańskich kościołów („Pentral), …