All posts filed under: Archiwum

Rhythm Baboon – Rhythmwerkz EP

Rhythm Baboon jest naszym nadmorskim skarbem. Bo nikt tu nad morzem nie tworzy takiej muzyki, bo wyprowadza Gdańsk z getta (co sugerował już tytuł jego poprzedniej płyty) na pole muzyki elektronicznej, brzmiącej świeżo i żywo, pulsującej i pełnej muzycznych nowinek. Bo kiedy cała Europa kreatywnie rozwija swoje elektroniczne podwórka (z najciekawszym na czele Principe Discos, działającym w Portugalii), to w Gdańsku ta estetyka zdaje się trącać myszką. Zdarzają się wyjątki pokroju Uku czy Scott Stain, ale Gdańsk i całe Trójmiasto dość twardo siedzi w oparach dubstepu, drum’n’bassu i ciężko wyłuskać z tego coś ciekawego, wyróżniającego się. Dlatego Rhythm Baboon jest na tym tle trochę samotną wyspą. Przygarnięty przez label Polish Juke prezentuje szeroki przekrój swoich fascynacji i osobliwych pomysłów na muzykę pulsującą, pełną niuansów, niezbyt przyciężką, a jednocześnie różnorodną. Siedem utworów na „Rhytmwerkz” to w sam raz żeby zarysować paletę brzmień z jakich Baboon czerpie. Jest miejsce na quasi hip-hopowy rytm i subtelnie poupychane ambientowe pasaże, psychodeliczne i futurystyczne syntezatorowe pasma czy zmodyfikowane wokalizy jak w „Notogether”. To wydawnictwo zmienia nastroje, bawi się rytmiką sampli, …

01_Nagrobki_RGB

Nagrobki: Popkultura zamiata śmierć pod dywan

Śmierć to wątek stale obecny w kulturze ludzkiej. Odnoszą się do niego wszystkie religie i filozofie, raczej każdy czasami myśli o śmierci – czyli to sprawa mało elitarna. My opowiadamy o niej w takim meksykańskim, jarmarcznym stylu, nie unikamy częstochowski rymów, ale z drugiej strony nie chcemy uciekać w banał i pastisz – opowiada Adam Witkowski, 1/2 zespołu Nagrobki, który 12 grudnia wydaje drugą płytę „Stan Prac” i zagra wtedy koncert w gdańskim Klubie Żak. Jakub Knera: Jak uczciliście Wszystkich Świętych? Wydaje się, że to święto idealne wręcz dla waszego zespołu. Adam Witkowski: Tak mogłoby się zdawać, ale prawda jest inna i bardziej banalna – tego dnia nagrywaliśmy ścieżki wokalne na płytę i nie było czasu na świętowanie. Dużo koncertów udało nam się zagrać w roku 2015 roku i w którymś momencie musieliśmy postawić tamę przed kolejnymi propozycjami, a na Halloween było ich szczególnie dużo. Trzeba było się jednak skupić i zabrać za produkcję. W grudniu ruszamy w trasę i okazja do celebracji jeszcze będzie. Skąd przyszedł wam pomysł na śpiewanie o śmierci? To niezbyt popularny temat. Popkultura zamiata …

Katarzyna Kadłubowska & Dominik Bukowski – Transient

Niespodziewanie, prawie na koniec roku, trafiła do mnie płyta, która pozornie nie wydaje się za bardzo oryginalna, ale jednak wciąga i odgrywa dosyć ważną rolę. Katarzyna Kadłubowska i Dominik Bukowski sięgają po dzieła minimalistów, aby odczytać je na nowo. Mało jest tu ich autorskich kompozycji, zaledwie dwie – utwór tytułowy Kadłubowskiej i „Dolorus” Bukowskiego. Poza nimi są jednak dzieła takich twórców jak Terry Riley, Philip Glass, Steve Reich, Arvo Part, Paul Smadbeck i Eric Satie, przearanżowane na marimbę i wibrafon. Oba to instrumenty perkusyjne, na dodatek oba nie wywodzą się z tradycji muzyki europejskiej – ich kolebką jest Ameryka Środkowa. Właśnie dlatego że na płycie wykorzystane są tylko te instrumenty, ich brzmienie jest szczególnie podkreślone, rezonuje, nawarstwia się. Ich niewątpliwą zaletą jest mnóstwo brzmieniowych możliwości – minimalistyczne repetycje zyskują nowy posmak i barwy, bo przecież w większości przypadków oryginalne kompozycje były rozpisane na zupełnie inne instrumenty. Perkusjonalia wydają się jednocześnie być stworzone do generowania powtarzalnych dźwięków, zapętlania motywów, ale przecież nie tylko tak dzieje się na „Transient”. Wystarczy wspomnieć chociażby złożone i rozbudowane „Fratres” Arvo Parta, najdłuższy utwór na …

Ampacity – Superluminal

Ampacity idą za ciosem. Po koncertowych przygodach z Mikołajem Trzaską i chwilowym poszerzeniu składu do sześciu osób, wydają płytę, która ukazuje się nakładem Instant Classic. Idą w swoją muzykę głębiej, rozwijają swoje pomysły, w wielu momentach mogą być ciężkostrawni ale wychodzą z „Superluminal” obronną ręką. Po pierwsze, trzeba pamiętać genezę powstania tego zespołu, który zgromadził muzyków z kilku najciekawszych trójmiejskich zespołów okołogitarowych z Trójmiasta. Pierwszym pomysłem było zaprezentowanie na Spacefest w 2011 roku składu grającego materiał a la Hawkind i dopiero kiedy nowy gdyński zespół zebrał się, zagrał znakomity koncert, w głowach muzyków zakiełkowała idea, aby ten projekt kontynuować w postaci pełnoprawnego zespołu. Efektem tej pracy był „Encounter One” z trzema kompozycjami zarejestrowanymi w studiu na setkę, tymi samymi, które można było usłyszeć na Spacefest. Muzycy zespołu wielokrotnie podkreślają, że ich kompozycje rodzą się z improwizacji, z czym trudno się nie zgodzić, chociaż słychać że na „Superluminal” praca była o wiele żmudniejsza. Już otwierający płytę „42” zaskakuje mnogością wątków, liczbą nieoczywistych przejść, aranżacjami i rodbudowanymi kompozycjami. Na początku razi może zbyt prog-rockowa, trochę kiczowata solówka gitarowa, …

Borowski/Miegoń – Moominland

Kiedy Bartosz Borowski i Michał Miegoń wydali wspólnie pierwszy materiał, temu pierwszemu sugerowałem zwolnienie tempa. Niepotrzebnie, bo ta wodna, ambientowa, pełna loopów płyta brzmiała bardzo ciekawie. Nagrana rok później „Isolations” z zaproszonymi gośćmi, utrzymana w klimacie Sun Araw czy LA Vampires udowodniły, że to skład, który z improwizacji jest w stanie stworzyć fantastyczne utwory, pełne warstw dźwięku, budowanych w oparciu o gitary, loopy i bity. „Moominland”, mimo że zatytułowany trochę żartobliwie, to kolejne oblicze duetu, a wydawanie płyt co roku wcale nie jest takim złym pomysłem, bo to bardzo dobry materiał. Wydaje mi się, że to płyta najbardziej z dotychczasowych zróżnicowana, rozimprowizowana, a jednocześnie otwarta, w najmniejszym stopniu zamykający się w jakichkolwiek formatach muzycznych, najbardziej spontaniczna. Słychać to w „Finn Family Moomintroll”, który teoretycznie wychodzi od prostego zapętlenia, ale stopniowo zyskuje wiele barw, warstw dźwięku, zagęszczając się wraz z kolejnymi minutami. Inspiracje psychodelią spod znaku Sun Araw słuchać znów, ale więcej skojarzeń widziałbym tu z rozwijającą się konsekwentnie sceną włoską, na potrzeby której stworzono nawet termin „italian occult psychodelia”. To odwołanie do mrocznej muzyki, gdzieś z pogranicza horroru, …

Tranquilizer – EP 10Ö8

Tranquilizer nie zwalniają tempa. Nie ograniczają się jednocześnie gatunkowo i poszerzają swoją paletę brzmieniową. Chociaż zespół skłąda się przede wszystkim z trzech osób (Luna Bystrzanowska – wokal, klawisze, Michał Banasik – gitara basowa, efekty, Konrad Ciesielski – perkusja) to jest to bardziej muzyczny kolektyw, do którego przy poszczególnych nagraniach dołączają muzycy – dzięki nim kompozycje przybierają często inny kierunek. Na „10Ö8” jest to dodatkowo Karol Korwk, który wzbogaca płytę swoim wokalem oraz klawiszowiec Jakub Mańkowski. To zaledwie cztery utwory, ale pierwsze co uderza to ich o wiele większa przebojowość. Mantrycznie odśpiewane „Shiva” w „1” fajnie otwiera ten krótki materiał, a z kolei „0” jest rozbudowaną kompozycją z rozbędzoną kaskadą bębnów, pianina i pomysłowym dwugłosem wokalistów. Utwór zamykający również bazuje na charakterystycznym i wyrazistym motywie klawiszy – tu Luna Bystrzanowska wokalnie zdaje się grać rolę drugoplanową, ale to niczemu nie przeszkadza bo męsko-damskie wokale doskonale się zazębiają. Mniej na tej płycie rockowego uderzenia, więcej elektroniki, czasem zahaczającej o dokonania Archive, czy to w postaci bitów czy przeplatających się pasaży klawiszy. Tranquilizer tworzą muzykę bardzo nastrojową, mroczną, ale pełną detali i urozmaiceń. …

Flora Quartet – Muzikka Organikka

Marcin Dymiter jest chyba najbardziej płodnym trójmiejskim muzykiem, który także w skali ogólnopolskiej co chwilę niemal zaskakuje kolejnymi projektami. Wystarczy wspomnieć jego serię Field Notes, nagrania z Olgą Szymulą czy płytę „Air Field Feedback” – a to rzeczy zaledwie z ostatnich kilkunastu miesięcy. Muzikka Organikka nagrana razem z zespołem Flora Quartet to rozwinięcie jego fascynacji nagraniami terenowymi, ujęte w trochę innym spojrzeniu i innej formie. Poza Dymiterem w składzie jest Piotr Janiec grający na tubie, Tomek Stawiecki na klarnetach oraz Małgorzata Wawro, której twórczość można zobaczyć wyłącznie na żywo, w trakcie koncertu – wizualizacje diaskopowe (ale też, w pewnym stopniu, na okładce płyty). Skojarzenia z albumem „Catalogue des Arbres” Michała Jacaszka i Kwartludium nasuwają się automatycznie, jednak w tym przypadku – o ile narzędzia i techniki są podobne – efekt jest odmienny. Tam dominowała muzyka ciszy, detali dźwiękowych, które wybrzmiewały tworząc bogatą i zróżnicowaną audiosferę. Czasem w formie plam, kiedy indziej delikatnych zagrań, snujących się frywolnie i bezwiednie. „Muzikka Organikka” zyskuje jako całość, kompleksowo domknięte kompozycje, które często opierają się na wybranym motywie, obudowanym kolejnymi elementami …

God’s Own Prototype – In Different Chapters

Gdyby nie God’s Own Prototype być może nie powstałoby Ampacity, może nie powstałaby Nowa Ziemia, Walrus Alphabet czy, ostatnio, Nazwy Komponowane. W tym roku mijają prawie trzy lata od kiedy ten gdyński zespół nie istnieje, co postanowił uczcić wydaniem sześcioutworowej epki z materiałem powstałym już jakiś czas temu. Przyznam szczerze, że słuchanie go, przypomina mi trochę sytuację, kiedy po wydaniu pierwszych albumów The Mars Volta, wracałem to nagrań At the Drive-in. W tym momencie z jednej strony wciągające jest szukanie połączeń między wyżej wymienionymi zespołami. Najwięcej wspólnych elementów odnajduję na linii God’s Own Prototype – Walrus Alphabet, ale świadomość, że Artur Krychowiak podążył potem solowym szlakiem, fenomenalnie rozwijając się jako Nowa Ziemia w drone-metalowych pasażach, dodaje tej płycie niesamowitego posmaku. Ale warto posłuchać jej przede wszystkim dla samej muzyki. To doskonale skrojone, post-metalowe kompozycje o niebanalnych strukturach i zróżnicowanej formie. Wielowątkowość z jednej strony uderza rozmachem, ale z drugiej nie męczy, pomimo tego, że utwory oscylują w okolicach od 7 do 10 minut (poza dwiema krótkimi kompozycjami). Kwartet fajnie akcentuje niestandardową rytmikę i brzmienie gitar, które …

Ebola Ape – Templez on This

Kiedy Ebola Ape po raz pierwszy ujawnił swoje nagrania, wspominał że chce w Polsce przetrzeć szlak dla nurtu witch-house. Potem penetrował go dosyć intensywnie zarówno pod tym szyldem, ale też jako Templez. Pytanie na ile faktycznie coś takiego istnieje, a na ile to sezonowa etykietka? Słuchając „Templez on This” mam wrażenie że to trochę nadmuchany twór (witch house, nie album). Ebola bazuje na repetetywnych, prostych dosyć bitach, chowając je w formę hip hopową, czasem z wysuniętymi na pierwszy plan hit hatami, a kiedy indziej podbijając basem, co dodaje im ciężaru ale też kolorytu. Album zachowuje w miarę spójną narrację, chociaż brakuje mu różnorodności, kolejne utwory przez swoją płynność razem się zlewają i płyta w lepszym stopniu funkcjonuje jako całość niż zestaw hitów. Zarysowują się melodie, czasem o przebojowym (w zawężeniu do muzyki alternatywnej) potencjale, czasem wzbogacone są udziałem gości – jeśli wokalnie to słyszalnym ledwo ledwo, raczej na zasadzie doprawienia koncepcji utworów, niż jego wyrazistego i regularnego uzupełnienia. Jednak kolejny album Ebola Ape brzmi nad wyraz dojrzale, nawet jeśli pewne schematy są tu zbyt często powielane. …

Maciej Grzywacz – Connected

„Connected” to pokłosie koncertu z ubiegłorocznej edycji festiwalu Jazz Jantar w Gdańsku – w ramach serii Sygnowano co roku trójmiejski muzyk mógł zaprosić wybranych przez siebie artystów, aby razem z nimi zagrać koncert podczas imprezy. Maciej Grzywacz pojawił się na scenie z trójką Skandynawów: saksofonistą Jakobem Dinesenem, kontrabasistą Danielem Franckiem i perkusistą Håkonem Mjåset Johansenem. Koncert w Żaku wydawał mi się trochę mdły, momentami ze zbyt wieloma mieliznami, to był jazz za bardzo ułożony. Ale płytę odbieram zupełnie inaczej – co nie znaczy, że od koncertu różni się diametralnie. Być może wpływają na to inne warunki odbioru i specyfika słuchania studyjnego albumu. „Connected” jest bardzo zwartym wydawnictwem, płynną całością, snuje się spokojnie, chociaż nie brakuje mu bardziej wyrazistych i porywczych elementów. Przede wszystkim uwypukla się tu podział w zespole na instrumenty rytmiczne i harmoniczne. Te pierwsze przez praktycznie całą płytę zostają w cieniu, chociaż wcale nie są mniej ważne – w końcu budują silny trzon muzyki. Na pierwszy plan wysuwa się jednak przede wszystkim delikatnie brzmiąca gitara Grzywacza – uwodząca, stonowana, fajnie kontrastująca z basem i perkusją. To …