Aktualności

Nowe przychodzi oddolnie – Znajomi znad morza

– Środowisko trójmiejskie cechuje niesformalizowany charakter działań i metoda „zrób to sam”. Bazuje ono na relacjach towarzyskich i wzajemnym przepływie kapitału społecznego, działalności niezależnie funkcjonujących jednostek, które imają się różnych zajęć i projektów. Taka niesformalizowana działalność to znaczący trzon trójmiejskiego sektora kultury, który z jednej strony jest najsłabiej dofinansowany, a z drugiej stanowi często zaplecze dla instytucji publicznych ze swoim know-how i pomysłami na nowatorskie projekty – zapraszam do lektury tekstu, który znalazł się w wydanej właśnie publikacji „Znajomi znad morza”.

Fotografia: Michał Szlaga

 

W internecie można natrafić na mem, z którym pewnie niejedna osoba z pokolenia urodzonego w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych może się identyfikować. „Rok 1990 wcale nie był 10 lat temu” – wieści napis. Bardzo często w naszej świadomości lata 90. funkcjonują jako okres odległy od teraźniejszości zaledwie o dekadę. Tymczasem mamy rok 2016, a okres, który nastąpił po transformacji ustrojowej, znacząco się oddalił. Nie o wywołanie poczucia starości chodzi, a raczej o zwrócenie uwagi, że punktem naszego odniesienia nie powinny być ostatnie lata XX wieku, ale pierwsza dekada dwudziestego pierwszego stulecia. Co więc stało się z tym niewidzialnym dziesięcioleciem, dziurą w czasie, o której często w publicznym dyskursie zdajemy się zapominać?

Patrząc na Trójmiasto i tutejszą scenę muzyczną, mam wrażenie, że okres ten w powszechnej świadomości często w ogóle nie istnieje. Mówiąc czy pisząc o tym, co działo się w tutejszej muzyce, za często zanurzamy się w lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte, wałkujemy temat yassu, Totartu czy Gdańskiej Sceny Alternatywnej, a to, co wydarzyło się po roku 2000, wydaje się majaczyć gdzieś za mgłą. Może upłynęło od tego momentu za mało czasu? Wydaje mi się jednak, że to właśnie pierwsza dekada XXI wieku jest o wiele ciekawsza – entuzjazm po transformacji zdążył upaść, wstąpiliśmy do NATO i Unii Europejskiej, rynek muzyczny zaczął ulegać przeobrażeniom, a nadmorska scena muzyczna zaczęła stopniowo przystosowywać się do nowych realiów. Zamiast prasy dedykowanej kulturze, jak grzyby po deszczu stopniowo zaczęły pojawiać się blogi i serwisy wyspecjalizowane w muzyce[1]. Majorsi przestali cieszyć się tak dużymi wpływami, bo niszowe labele zaczęły wyciągać na światło dzienne najciekawsze rzeczy. To także moment, kiedy scena niezależna i ruch Do-It-Yourself musiał odnaleźć się w nowej sytuacji – niekoniecznie w roli kontestujących tych u góry, ale jako działających na alternatywnym szlaku, równolegle.

Grupa artystów wizualnych, która zaczęła w 2002 roku funkcjonować pod szyldem Znajomi znad morza, była mocno powiązana ze sceną muzyczną. Dość powiedzieć, że obie te sfery regularnie w Gdańsku się przenikały i tak dzieje się do dziś. Trudno w Trójmieście wskazać jakiś jeden kulminacyjny moment, który rozpoczął to zjawisko. Także w sferze muzyki nie było dużego ruchu, który spowodowałby powstanie jednej i zwartej grupy. Nowe zespoły wyłaniały się stopniowo, tworzyły się grupy znajomych, niszowe wydawnictwa, które, w bardziej lub mniej kolektywnej formule, pioniersko wprowadzały pewne działania w muzyce czy też koncentrowały się na poszukiwaniach i rozwijaniu swojej twórczości. Taka oddolność i działanie poza oficjalnymi instytucjami, na uboczu to cecha charakterystyczna trójmiejskiej sceny muzycznej.

To pewnie bardziej przypadek, niż wiążące zdarzenie, ale w 2002 roku zamknięto magazyn „Machina”, który od 1995 roku pełnił w Polsce popkulturową funkcję bliską amerykańskiemu „The Rolling Stone”. Ci, którzy kolejne strony tego periodyku wertowali z zaciekawieniem i zapoznawali się z płytami dołączonymi do pisma, pamiętają entuzjazm, jaki towarzyszył poznawaniu kolejnych wydawnictw, artystów i filmów. Dziś to magazyn kultowy, będący symbolem pewnych przemian i kulturowego przenikania się europejskiego Wschodu z Zachodem[2]. „Machina” krzewiła kulturę w Polsce po transformacji ustrojowej, ale w pewnym momencie czas zaczął działać jej niekorzyść, podobnie jak to było w przypadku magazynu „Brum”, który swój żywot zakończył kilka lat wcześniej, w 1999 roku. Dodatkowo z powodu konfliktu z wydawcami w 2003 roku „Tylko Rock” zmienił nazwę na „Teraz Rock”. Sytuacja społeczno-polityczna zmieniała się podobnie jak sytuacja kulturalna. Wspomniane cezury zaczęły wskazywać kierunek prasy muzycznej, a co za tym idzie – określać sytuację całej sceny muzycznej i jej uwarunkowań. Może to też moment przełomowy, który odgórnie (w Gdańsku takim ważnym wydarzeniem było zamknięcie Galerii Wyspa na ulicy Chlebnickiej) wpłynął na to, że oddolne działanie zaczęło przybierać na sile?

Trójmiasto zawsze funkcjonowało na uboczu – do dziś nikt nie przyjeżdża tu, żeby zrobić karierę. Od tego jest stolica z siedzibami wielkich wytwórni i mediów, które – gdy jest się na miejscu – łatwiej wszystkim zainteresować. A to wpływa na sposób funkcjonowania artystów nad morzem, pozycję grup muzycznych czy, powoływanych na dłużej lub krócej, inicjatyw wydawniczych. Przez ten właśnie pryzmat warto przyjrzeć się kolejnym przedsięwzięciom konsolidującym środowiska trójmiejskie. To one w ciągu ostatnich piętnastu lat znacząco wpłynęły na to, jak wygląda trójmiejska scena muzyczna, która regularnie splata ze sobą losy przedstawicieli sztuk wizualnych i muzyków. Ich zasadniczymi cechami jest niesformalizowany charakter działań i metoda „zrób to sam”. Istotne jest również bazowanie na relacjach towarzyskich i wzajemnym przepływie kapitału społecznego, działalność niezależnie funkcjonujących jednostek, które imają się różnych zajęć i projektów. Przyjmują one często efemeryczny charakter, który zamyka się w pewnych ramach czasowych. Być może to działanie w myśl zasady, że nowe pomysły pojawiają się bardzo często i w różnych formach warto je wcielać w życie, nie czekając aż coś całkowicie wygaśnie?

Taka niesformalizowana działalność to znaczący trzon trójmiejskiego sektora kultury, który z jednej strony jest najsłabiej dofinansowany, a z drugiej stanowi często zaplecze dla instytucji publicznych ze swoim know-how i pomysłami na nowatorskie projekty. Widać to zresztą na podstawie przedstawionych w niniejszym tekście przykładów – opisywane osoby i grupy regularnie współpracują z instytucjami publicznymi oraz organizacjami pozarządowymi. Bo chociaż tę formę aktywności cechuje brak stabilności, to jednocześnie właśnie oddolne działania charakteryzuje bardzo duży stopień innowacyjności i elastyczności[3].

Zespół Ludzie: Michał Bunio Skrok i Krzysztof Topolski

Najważniejsi są Ludzie

Pierwszym przykładem takich działań było powołanie przez Michała Skroka (aka Bunio), Piotra Szwabe i Krzysztofa Topolskiego (aka Arszyn) w 1996 roku Pracowni Ludzie Gdańsk. Była ona zwiastunem późniejszej grupy Ludzie oraz regularnego przepływu pomiędzy artystami ze świata muzyki i sztuk wizualnych.

Chociaż to kolektyw powstały na kilka lat przed rokiem 2002, czyli cezurą, która jest punktem wyjścia dla niniejszego tekstu, warto go odnotować ze względu na znaczenie dwóch osób, które będą potem w różnych konfiguracjach przewijać się przez lokalną scenę.

Bunio i Arszyn, czyli muzyczna odsłona tego kolektywu, tworzyli muzykę już wcześniej. Ten pierwszy nakładem Teeto Records wydał na początku pierwszej dekady nowego tysiąclecia dwa bardzo dobre albumy: Perz (2001) i Historie + R (2002)[4]. Oscylowały one w klimatach eksperymentalnej elektroniki i abstrakcyjnego hip hopu spod znaku dokonań wytwórni Anticon i ich czołowego zespołu Clouddead. Zresztą mocno zakorzeniona w elektronice i eksperymentach twórczość Skroka, ciążyła w stronę dokonań To Rococo Rot. Znalazło to ujście na płycie Palembuho Legwan Allstars – innego z jego projektów, czy też na ostatniej solowej płycie Lo-fi Symphony, na której producencko rozwinął się najbardziej[5].

Arszyn udzielał się w zespole Kobiety oraz Dzieci Kapitana Klossa. W 2001 roku wydał pierwszy solowy CDr zatytułowany Arszyn, a rok później Z werszków pierwszy, który ukazał się nakładem Nefryt Records. O ile na pierwszym wydawnictwie Arszyn zachował jeszcze fascynacje eksperymentalnym post-rockiem, o tyle drugie zmierzało w kierunku muzyki postindustrialnej, elektroakustyki, muzyki konkretnej, noise’u i ambientu, definiując kierunek jego przyszłych poszukiwań.

W 2004 ukazał się jego album Unitas Multiplex, wydany nakładem TNS Records RXS. Znalazł się na nim materiał z lat 2000–2004: dźwięki skonstruowane z przetworników piezoelektrycznych, akustyczne szumy generowane przez mikrofony pojemnościowe, nagrania terenowe, akustyczne instrumenty perkusyjne i przeróżne sample. Udział na płycie zaznaczył Tomek Szwelnik, który grał improwizacje na fortepianie oraz Bunio z Bass Station.

Kluczowe wydaje się jednak to, co wydarzyło się w ich wspólnym projekcie Ludzie, rozwijanym równolegle. To doskonały przykład tego, jak własnymi siłami można stworzyć platformę do spotkań i wspólnego grania. Na początku zespół był duetem z abstrakcyjną oprawą tekstową, łamanym i często zmienianym tempem oraz punk-rockową energią. Wkrótce potem do składu dołączył trębacz Tomasz Ziętek, a muzyka grupy złagodniała i nabrała nieco bardziej awangardowego sznytu. W tym okresie Ludzie nagrali ponad dwadzieścia kompozycji, a potem muzyka i skład zespołu ulegały nieustannym przeobrażeniom. Jako Ludzie Aviomarin łączyli jazz i punk, jako Ludzie 02 powrócili do ekspresyjnej formuły z początków działalności, jako Szklaneczki penetrowali kulturę muzyki tanecznej, by wreszcie osiąść w atmosferze elektroakustycznych (post-rockowych?) kolaży brzmieniowych[6].

Finalnie ich pomysły skrystalizowały się w postaci płyty Sopot Surround wydanej w 2003 roku nakładem Post_post. Poza Buniem, Arszynem i Tomkiem Ziętkiem w jej nagraniu wzięli udział: gitarzysta Mateusz Kuderski i basista Wojtek Mazolewski. Recenzując płytę, Rafał Księżyk zwrócił uwagę na konglomerat środków i stylistyk na niej obecnych, co zresztą wciąż charakterystyczne jest dla gdańskiej sceny:

W abstrakcyjnych, instrumentalnych tematach przegryzają się post-rock, jazz, abstract hip hop, ambient i electro. Całość spaja masywny groove, ale o smaku decyduje bezpretensjonalne szukanie barw i klimatów – całkowicie ponad podziałami, bez przywiązania do konkretnych stylistyk, oraz pewna garażowa szorstkość, która w spotkaniu z kojącą atmosferą i nowobrzmienową poetyką decyduje o specyficznym rysie płyty[7].

To było jedno z najważniejszych wydawnictw na trójmiejskiej scenie w pierwszej dekadzie XXI wieku i szkoda, że tym samym zespół zakończył działalność. W zmienionym składzie, dwa lata później pod nazwą Peepol muzycy – bez Topolskiego w składzie – wydali podwójny album (w tym koncertówkę z wiedeńskiego klubu Porgy & Bess, na której Topolski jeszcze był w zespole). Zespół reaktywował się na kilka koncertów w 2007 roku, a w 2015 – znów jako duet – muzycy opublikowali trzy utwory na profilu Bandcamp[8], ale na razie próżno wyglądać faktycznego i długotrwałego wznowienia ich działalności.

DRAMATTAKKA w Koloni Artystów, fot. Sylwester Gałuszka

Muzyczne kolonie na marginesie miasta

Kolejnym miejscem, które znacząco wpłynęło na muzyczną scenę Trójmiasta, były tereny postoczniowe i założona tam w 2002 roku Kolonia Artystów. Stocznia była miejscem odciętym od miasta, zajętym i niedostępnym, więc z inicjatywy Romana Sebastyańskiego, spółka Synergia 99, która w 1999 roku kupiła część tych terenów, postanowiła zaprosić na ten obszar artystów. Już rok później dwa postoczniowe budynki – dawna Centrala Telefoniczna i Willa Dyrektora, w której znalazł się Teatr Znak – tętniły życiem. Ponadto zaczęła rozwijać się Modelarnia i tzw. Baraki – parterowe budynki przy sali BHP, w których lokalni twórcy stworzyli własne sale prób i studia nagraniowe. Chociaż Kolonia była zlokalizowana w określonej przestrzeni, w większym stopniu była etykietką oznaczającą pewną grupę artystów, która tworzyła poza systemem publicznych instytucji, działając niezależnie i całkowicie oddolnie. Był to nieformalny ruch i artyści w większym stopniu postrzegali siebie jako autonomicznie funkcjonujące jednostki, atomy, aniżeli jako zwartą wspólnotę, która mogłaby zjednoczyć się czy zrzeszyć dla osiągnięcia konkretnego celu. Tego zresztą zabrakło, kiedy nowy właściciel miejsca, w którym znajdowała się Kolonia – Baltic Property Trust z Danii – nakazał w 2007 roku opuścić teren stoczni[9].

Kolonię tworzyła grupa ludzi zajmujących się sztuką współczesną. W większości byli to studenci lub absolwenci ASP, którzy wcześniej poszukiwali pracowni. Było to połączenie życia towarzyskiego, zawodowego i niby-familijnego – budowała się „wspólnota stylu życia”. Istotne było działanie ukierunkowane na siebie, inspirowanie się nawzajem, wspólne eksperymenty – wiele projektów rodziło się i materializowało, bo twórcy mieszkali blisko siebie. Dzięki temu była to przestrzeń do pracy w nocy, kiedy można było organizować głośne koncerty. Rezydenci byli jednocześnie twórcami, odbiorcami, partnerami i krytykami, generującymi w tym miejscu twórczy ferment. Budowała się wspólnotowość kontrastująca z innymi stoczniowymi podmiotami artystycznymi, które były bardziej sformalizowane oraz pracownikami Stoczni Gdańskiej – ludźmi spoza niej, z zewnątrz. Industrialna przestrzeń była miejscem pracy dla robotników, a dla artystów zamazywała się w niej granica między miejscem pracy a domem[10]. Kolonia w sposób nieformalny stała (ze względu na strukturę, a raczej jej brak) w opozycji do Instytutu Sztuki Wyspa – sformalizowanej organizacji pozarządowej.

Jednym z pierwszych rezydentów Kolonii Artystów był Krystian Wołowski, który już w 2002 roku zaprezentował jeden ze swoich projektów muzycznych. Zespół Uniform założył razem z Adamem Hryniewickim, Mateuszem Kuderskim i Norbertem Walczakiem – bardziej niż stały, regularny zespół, miał to być efemeryczny w działaniu kolektyw artystów z różnych dziedzin, ulegający ciągłym zmianom personalnym. Innym jego składem był Trismegistos, a obie te grupy łączył udział muzyków, którzy weszli w skład mającej wkrótce powstać grupy Dick4Dick[11].

Dick4Dick fot. Piotr Połoczański / www.photolife.pl

Wypij mój kefir

Mało kto tak wyraziście jak Dick4Dick podkreślał w pierwszej dekadzie XXI wieku w Polsce symbiozę muzyki i sztuk wizualnych. Zespół był stworzony trochę dla zgrywy i żartu (metka ta przez wiele lat nie mogła się od nich odkleić), ale jednocześnie w inteligentny sposób kpił z popkultury, ironizując, puszczając oko do słuchacza i otwierając się na zabawy konwencjami. Ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych trójmiejskich składów (niezależnie od tego czy się ich lubiło, czy nie) był jednocześnie jednym z najbardziej charakterystycznych na polskiej scenie. Muzycy szybko jak nikt inny stworzyli pomysł na swoje sceniczne oblicze.

Grupa to efekt spotkania czwórki artystów – rezydujących w Kolonii Artystów Krystiana Wołowskiego i Adama Hryniewickiego, znanego z Pracowni Ludzie Gdańsk Michała Bunio Skroka oraz Maćka Szupicy, artysty wizualnego, który znacząco podkreślił wizualną stronę zespołu. Ten ostatni zajmował się wizualizacjami na koncertach – przez stroje, po teledyski tworzone w bardzo różnych formach. Szupica tworzył wizualne prace dla takich wykonawców jak Gaba Kulka, Paweł Kukiz czy DJ Vadim. Otrzymał kilka statuetek Festiwalu Polskiego Wideoklipu Yach Film, w tym Grand Prix za wideoklip Dziwny jest ten kraj zespołu Pink Freud.

Muzycy wymyślili sobie pseudonimy – Nygga Dick, Dick Dexter, Bobby Dick i Wet Dick Jr, a później, przy rotacjach w składzie, nowi członkowie otrzymywali kolejne ksywki.

Czwórka artystów z upodobaniem nabijała się z rockowej i metalowej konwencji, jednocześnie tworząc chwytliwe rock’n’rollowe i elektroniczne przeboje – Drink My Kefir i Technology to po dziś dzień klasyki. Artyści bardzo dbali o swój wizerunek, ze swoich koncertów robili show – przebierali się, oblewali kefirem, przygotowywali prześmiewcze i wyuzdane sesje zdjęciowe, występowali na wpół nago z makijażem czy na tle barwnych wizualizacji.

Lawirowali między tandetnym kiczem, serwując elektronikę zagraną z powerem na żywo. Przerabiali znane hity na piosenki z seksualnym podtekstem, czerpiąc z Davida Bowie’ego; wychodzili w kosmicznych kombinezonach albo makijażach spod znaku Kiss. Ich muzyka była utrzymana w soczystym elektro adorującym miłość, pornografię i pożądanie. Brzmieli jak Bon Jovi, Depeche Mode czy The Human League i łączyli stare z nowym. Wspomniany przebój Technology nawiązywał do Radio Gaga Queen, a Drink My Kefir do Paranoid Black Sabbath. Zespół w jednym utworze mieszał fascynacje Hot Chip, LCD Soundystem i Sabriną. Nie tylko dziewczyny krzyczały pod sceną, bo oto powstał polski skład, który miał spójną koncepcję dotyczącą zarówno tego, jak chce brzmieć, ale i tego, jak chce wyglądać. Muzycy sami zresztą przyznawali, że ich celem było stworzenie własnego muzyczno-wizualnego języka, któremu przyświecała zmiana i rozwój.

Zespół Gówno: (od lewej) Marcin Bober, Maciek Salamon, Tomek Pawluczuk, Adam Witkowski i Piotr Kaliński.

Gówno zawsze wypłynie na wierzch

Akademia Sztuk Pięknych była i jest dla trójmiejskiej sceny muzycznej ważnym punktem odniesienia. Mimo że to instytucja publiczna i państwowa, uczyli się w niej lub nauczali ludzie, którzy sami organizowali się oddolnie, tworząc grupy artystyczne.

Przykładem takiej inicjatywy było powołanie grupy Krecha (w jej skład wchodzili: Maciek Salamon, Maciek Chodziński, Michał i Marcin Sosińscy). Wydawali oni swój zin – bardzo ładnie przygotowany, a w pewnym momencie dostrzeżony poza środowiskiem artystycznym dzięki mylnie zrozumianej przez dyrekcję CSW Łaźnia akcji z mąką umieszczoną w kopercie, w której znalazł się jeden z numerów periodyku[12]. O ile jednak to działanie było stricte wizualne, o tyle przejście na pole muzyki stanowiło powołanie do życia zespołu Gówno, którego wokalistą został wspomniany Salamon. Sami członkowie pisali o swojej twórczości w sposób, który charakteryzuje większość przytaczanych w tym tekście projektów:

Istnieje połączenie między sztukami plastycznymi i dźwiękami, które GÓWNO wydaje. Rozpatrywanie twórczości zespołu jedynie w kategoriach dźwiękowych nie oddaje więc w pełni tego czym GÓWNO jest. Gdyby zebrać dokonania poszczególnych członków GÓWNA do kupy okazałoby się, że GÓWNO zajmuje się malarstwem, grafiką projektową, robi wizualizacje, performance, instalacje, wydaje art ziny, tworzy projekty radiowe i instalacje dźwiękowe[13].

Zespół powstał latem 2009 roku, najpierw jako trio – poza wokalistą Maćkiem Salamonem w składzie znalazł się perkusista Tomek Pawluczuk oraz Piotr Kaliński grający na gitarze. Za namową Maćka Szupicy do zespołu dołączył Adam Witkowski[14], artysta wizualny i muzyk. W 2003 roku w ramach labelu Pracownia Ludzie Gdańsk Witkowski wydał swoją pierwszą płytę jako 0404, a rok wcześniej był jednym z współtwórców pierwszej wystawy Znajomi znad morza. Poza tym uczestniczył w takich projektach jak Radio Copernicus, Lektury Obowiązkowe, z córką Mają tworzył grupę Samorządowcy, a z Maćkiem Salamonem najpierw duet Tatrzańska 88, a obecnie zespół Nagrobki. Do dziś razem z Mikołajem Trzaską gra także jako Langfurtka. Do tego należy doliczyć jego solowe wydawnictwa jako Andrzej Baphomet czy duety z Piotrem Rubieckim (Radio Kaliash) i z Michałem Miegoniem oraz powołanie okazjonalnej oficyny Masz z 60 kopii Records, w ramach której wydał kilka albumów w nakładzie 60 sztuk[15].

Gdy Kaliński wyjechał do Wielkiej Brytanii, do zespołu dołączył basista – Marcin Bober, również absolwent Akademii Sztuk Pięknych mocno zaangażowany w projekty muzyczne. W latach 2006–2007 współtworzył razem z Tomaszem Klimkiewiczem duet Efektvol, nawiązujący stylistyką i brzmieniem do muzyki elektronicznej lat 80. W latach 2004–2010 solowo działał jako Loyal Plastic Robot, którego dwa wydawnictwa ukazały się nakładem polskiej oficyny Elektropunkz, a jeden singiel wydany został nawet w Kolumbii.  Bober stworzył też udźwiękowienie do filmów animowanych artysty wizualnego i streetartowca Mariusza Warasa (z kolei Topolski zrobił z Warasem audiowizualny projekt Fabryka)[16]. Pozostali muzycy Gówna również aktywizowali się w innych projektach: Kaliński tworzy jako Hatti Vatti, Pawluczuk gra do dziś w zespole Trupa Trupa. Pierwszy koncert zorganizowany spontanicznie w galerii PiTiPa zachęcił muzyków do dalszej działalności.

Po pierwszej próbie (w poszerzonym składzie) nagraliśmy płytę, po trzeciej próbie zagraliśmy koncert, po koncercie sprzedaliśmy cały nakład naszego pierwszego wydawnictwa. Pierwsze założenie było takie, że tworzymy zespół punkowy, który bynajmniej nie udaje, że potrafi grać. Nigdy nie uważaliśmy się za wybitnych instrumentalistów[17].

W październiku 2009 roku ukazała się płyta To nie jest kurwa Pink Floyd, która oddawała charakter i surowość muzyki zespołu (już w samym tytule przywołującą ideologię jej powstania). Jako kwintet grupa grała koncerty, występowała na festiwalach, natomiast po trzech latach nagrała album Czarne Rodeo, który ukazał się jako wydawnictwo CD z rozbudowaną formą graficzną, a zespół proklamował muzykę, określaną mianem rodeo-punk[18]. Muzycy przygotowywali wszystko sami – od opraw koncertów, przez okładki płyt i teledyski. W podobny sposób działała później połowa zespołu – Maciek Salamon i Adam Witkowski, którzy jako Nagrobki wydali do tej pory dwie płyty. W jednym z wywiadów muzycy porównują swoją metodę do środowisk punkowych, zaznaczając jednak, że jej rodowód jest inny, ponieważ wywodzi się z Akademii Sztuk Pięknych: „Nasze doświadczenie DIY wynieśliśmy ze sztuk pięknych. Nauczyliśmy się tego na ASP, a nie na squacie”[19].

Konotacje z Dick4Dick miał również obecny wykładowca i grafik ASP, Adam Kamiński, który nagrał dwie płyty jako Paralaksa z Wojtkiem Mazolewskim (v. 2.0, czyli reedycja pierwszej płyty wydanej w Pracownia Ludzie Gdańsk oraz koncertowy album Live – pierwsza płyta z 2002, a druga z 2006 roku).

Maciek Szupica, rozwijając muzyczne fascynacje poza Dick4Dick, stworzył audiowizualny, „cygański” projekt Gypsy Pill[20] (z Salamonem, Hryniewickim i Tomkiem Wierzchowskim), określany mianem party-hooligan collective (w nim muzycy również przyjęli cygańskie ksywy: Don Toni, Gee Gee, Little Vania i Mucho). Było to rozwinięcie audiowizualnego projektu Cavalleris[21]. Całokształt dopełniło przedsięwzięcie The Saintbox, które Szupica zrealizował z Gabą Kulką i Olem Walickim[22] – projekt łączący dźwięk z obrazem – oraz przygotowanie teledysku Tęcza dla Doroty Masłowskiej (oraz udział wokalny w piosence)[23].

Środowisko wizualne regularnie przeplatało się z muzycznym, więc kiedy Warszawa po raz pierwszy zorganizowała festiwal The Artists[24], którego ideą była prezentacja projektów dźwiękowych i muzycznych artystów sztuk wizualnych, w Gdańsku było to już od dawna normą.

Zespół Wolność: (od lewej) Adam Witkowski, Krzysztof Topolski i Wojtek Juchniewicz.

To gdańska melodia

W 2015 roku płytę wydał zespół Wolność, w skład którego weszli Wojtek Juchniewicz, Adam Witkowski i Krzysztof Topolski. Był on najbardziej wyrazistym pokłosiem projektu To Nie Ta Melodia zorganizowanego w 2013 roku przez Nową Kolonię Artystów[25]. Tym razem nie było mowy o konkretnej grupie twórców, działającej w jakimś celu, ale raczej o spotkaniu, oddolnej inicjatywie organizowanej bez jakiegokolwiek dofinansowania, a jedynie z własnych środków. Do przedsięwzięcia zaproszono muzyków – raczej kojarzonych z alternatywnym rockiem i elektroniką niż improwizacją – aby spotkali się na scenie w wyniku losowania, a więc zupełnie w oderwaniu od swoich dotychczasowych zespołów. Przypadkowość zakładała powstanie składów, które prawdopodobnie nigdzie indziej nie miałyby prawa powstać, bo ich muzycy – osoby często z różnych środowisk – nie mieliby możliwości spotkania. Osobliwa seria spotkań daleko miała do typowego jam session: „Odrzucenie rutyny to właśnie metoda, którą organizatorzy całego przedsięwzięcia chcą osiągnąć, jeden z jego celów – poszerzanie doświadczenia oraz integracja trójmiejskiej sceny alternatywnej”[26].

Wolność była w tym przypadku najbardziej wyrazistym pokłosiem spotkania – do tej pory zespół gra koncerty, wydał też album, na którym gościnnie pojawili się Olgierd Dokalski i Michał Bunio Skrok.

To Nie Ta Melodia jest kolejnym i zarazem najbardziej aktualnym przykładem oddolnej i w pełni niezależnej trójmiejskiej inicjatywy powstałej spontanicznie i całkowicie wolontariacko. Ważne jest również to, że w tym przypadku w minimalnym stopniu – w porównaniu do wcześniej opisanych przykładów – zadziałała zasada „koleżeństwa”, w akcji wzięła udział nie tylko wąska grupa znajomych osób. Dzięki losowemu charakterowi oraz spotkaniu w jednym miejscu, doszło do współpracy osób z całego Trójmiasta, które prawdopodobnie nigdy nie weszłyby ze sobą do studia (kolejnym „pokłosiem” tego działania była wspólna płyta Witkowskiego i Michała Miegonia). Działalność Kolonii to również przykład formowania kultury oddolnie, pomimo tego że strukturalnie funkcjonuje ona jako organizacja pozarządowa. Sylwester Gałszuka obecnie organizuje także Open Source Art Festiwal, w 2015 roku reaktywował Strajk (wcześniej działał w latach 2007–2008), a ponadto cykl koncertów 3w1 oraz inne wydarzenia muzyczne i wizualne. Nowa siedziba Kolonii Artystów od lipca 2015 mieści się w budynku przy ulicy Grunwaldzkiej pod szyldem Nowa Kolonia (wcześniej znajdowała się przy ulicy Miszewskiego).

Przenikanie się sztuk wizualnych i muzyki jest nieuniknione – czy to ze względu na wizerunek sceniczny, okładki płyt i teledyski czy całą otoczkę wokół zespołu. Jak w wywiadzie dla magazynu Popupmusic.pl[27] wspominają muzycy zespołu Nagrobki, wielu znanych twórców ze świata muzyki kończyło akademie sztuk pięknych: Kim Gordon, John Lennon, Graham Coxon, Eric Clapton, Jim Page czy Keith Richards, co jest dobrym przykładem powszechności tego zjawiska na całym świecie. Dla wielu nie było w tym nic niezwykłego, ale w przypadku gdańskiej sceny to mieszanie się dwóch światów spowodowało duży ferment i kumulowanie się pomysłów, tworzenie nowych składów, nagrywanie płyt i organizowanie koncertów. Dzięki temu nasza lokalna scena znacząco rozrosła się w ciągu pierwszych kilkunastu lat XXI wieku i ze swoim dorobkiem wpisała się w polską scenę niezależną. Znaczenie elementu performatywnego, obecnego zarówno u artystów sztuk wizualnych jak i muzyków, podkreśla Adam Witkowski, który zwraca uwagę, że performance, wydawałoby się, że zarezerwowany dla tych pierwszych, obecny jest także w działaniach muzyków:

Znaczenie zwrotu „to perform” w języku angielskim wcale nie odnosi się do performerów, czyli artystów zajmujących się sztuką performance. Czy grasz piosenkę w hard rockowym zespole na festynie motocyklowym, czy tylko jeden dźwięk jako Napalm Of Death na festiwalu The Artists. To zawsze jest występ – performance, taka nieco teatralna forma ekspresji[28].

To chyba dobre podsumowanie działalności muzycznej Znajomych znad morza, prawda?

Jakub Knera

Powyższy tekst znalazł się w publikacji „Znajomi znad morza” – zbiorze tekstów, które opisują trójmiejską scenę artystyczną od 2002 do 2016 roku z nakierowaniem na twórców pokolenia urodzonego w latach 70. i 80. Wydawnictwo skupia się na samoorganizacji artystycznej i kooperacjach twórczych, jako punkt wyjścia traktując wystawę studenckiego kolektywu Znajomi znad morza w hali 89A w dawnej Stoczni Gdańskiej w 2002. Klamrę stanowi ubiegłoroczna prezentacja Gdańska w ramach Koalicji Miast ESK Wrocław 2016 kuratorowana przez kolektyw All Inclusive, organizowana przez Instytut Kultury Miejskiej, który jest partnerem wydawnictwa. Teksty do publikacji napisali: Patrycja Ryłko, Monika Weychert-Waluszko, Kuba Szreder, Jacek Niegoda, Stach Szabłowski, Adam Mazur, Daniel Muzyczuk, Jakub Knera, Sławomir Lipnicki, Iwona Bigos, Agata Nowosielska, Piotr Stasiowski i Aleksandra Grzonkowska.

17 maja o godz. 19:00 w Kolonii Artystów w Gdańsku Wrzeszczu odbędzie się spotkanie promujące publikację.

Wydawcą książki jest Gdańska Galeria Miejska, a współwydawcami Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku i Akademia Sztuki w Szczecinie.Będzie ją można nabyć w Gdańskiej Galerii Miejskiej, Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku, Kolonii Artystów we Wrzeszczu. Wkrótce pojawi się również w formie e-booka.

Przypisy:

[1] By podać kilka przykładów z brzegu: popupmusic.pl (wcześniej funkcjonujące jako popupmagazine.pl), porcys.com, screenagers.pl
[2] W 2006 roku w nowej formule reaktywowano „Machinę”, a w 2011 przekształcono ją w magazyn elektroniczny, jednak po pewnym czasie pismo przestało istnieć. Więcej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Machina_(czasopismo) [dostęp on-line: 1 kwietnia 2015; wszystkie kolejne adresy internetowe zostały sprawdzone tego samego dnia].
[3] Sławomir Czarnecki i in., Poszerzenie pola kultury: diagnoza potencjału sektora kultury w Gdańsku, Instytut Kultury Miejskiej, Gdańsk 2012, s. 49–51.
[4] Więcej o obu wydawnictwach można przeczytać na blogu czyni.tumblr.com: http://czyni.tumblr.com/post/83804006676/teeto-i-postpost
[5] Recenzja płyty Palembuho Legwan Allstars; http://neurobot.art.pl/03/review/legwan.html
[6] Opis twórczości M.Bunio.S: http://rozrywka.trojmiasto.pl/M-Bunio-S-a15.html
[7] R. Księżyk, Ludzie „Sopot Surround”, Paralaksa „V 2.0”, „Antena Krzyku” 2003, nr 2; dostępne także: http://seeyousoon.pl/produkt/sopot_surround,ludzie,8650
[8] https://arszyn.bandcamp.com/album/wielka-czarna-muzyka
[9] R. Sebastyański, Rozmawia Jolanta Woszczenko [w:] Kolonia Artystów w Stoczni Gdańskiej
2001-2011
, red. Jolanta Woszczenko, Wydawnictwo Niezależne, Gdańsk 2011.
[10] A. Koźlik, Kolonia artystów – paradoksy [w:] Kolonia Artystów w Stoczni Gdańskiej 2001-2011, red. Jolanta Woszczenko, Wydawnictwo niezależne, Gdańsk 2011.
[11] Kalendarium [w:] Kolonia Artystów w Stoczni Gdańskiej 2001-2011, red. Jolanta Woszczenko, Wydawnictwo niezależne, Gdańsk 2011.
[12] Częściowa dokumentacja działalności Grupy Krecha jest dostępna na ich blogu: http://krechamagazine.blogspot.com/
[13] https://www.facebook.com/Zespół-Gówno-314703726119/info
[14] Gówno. Wywiad z Adamem Witkowskim i Maćkiem Salamonem [rozmawia Jakub Knera], Popupmusic.pl, http://www.popupmusic.pl/no/36/artykuly/449/gowno-wywiad-z-adamem-witkowskim-i-mackiem-salamonem
[15] J. Knera, Krzyżacy czytają „Dziady” na Halloween, Trojmiasto.pl, http://rozrywka.trojmiasto.pl/Krzyzacy-czytaja-Dziady-na-Halloween-n42655.html
[16] Opis twórczości muzycznej Marcina Bobra: http://www.marcinbober.pl/index.php?id=portfolio_dzial&dzial=Dźwięk
[17] Wywiad z zespołem Gówno: http://muzyka.dlastudenta.pl/artykul/Gowno,48094.html.
[18] Gówno…, dz. cyt.
[19] Z zespołem Nagrobki rozmawia Jakub Knera, Popupmusic.pl, http://www.popupmusic.pl/no/48/artykuly/610/nagrobki–wywiad
[20] Opis zespołu Gypsy Pill: http://muzyka.onet.pl/gypsy-pill-oni-podbijaja-scene-klubowa/k55gr
[21] Teledysk zespołu Cavalleris: https://www.youtube.com/watch?v=Nw5IN7Oox94
[22] The Saintbox. Olo Walicki, Gaba Kulka, Maciek Szupica – wywiad [rozmawia Jakub Knera],  http://www.popupmusic.pl/no/29/artykuly/343/the-saintbox-olo-walicki%2C-gaba-kulka%2C-maciek-szupica—wywiad
[23] Mister D. feat Monsieur Z. „Tęcza”: https://www.youtube.com/watch?v=V9XOtdXY9kQ
[24] Opis festiwalu The Artists: http://www.zacheta.art.pl/pl/the-artists/the-artists-2013
[25] Używam tej nazwy, żeby odróżnić działania Fundacji Kolonia Artystów w siedzibie na Dolnym Mieście i we Wrzeszczu od działań w stoczni zakończonych w roku 2007.
[26] Opis projektu To Nie Ta Melodia: http://www.kolonia-artystow.pl/article/to-nie-ta-melodia/184
[27] M. Salamon, A. Witkowski, Z zespołem Nagrobki…
[28] Cyt. za M. Salamon, A. Witkowski, Z zespołem Nagrobki…