Search and Hit Enter

Spoiwo: Jesteśmy ludźmi z dynamitu

Spoiwo można bez kozery nazwać zespołem, na którego płytę czekało się najdłużej. Jednak w końcu wielbiciele post-rockowych form i gęstych, gitarowych ścian dźwięku powinni być zadowoleni – ukazuje się debiutancki album kwintetu „Salute Solitude”. O tym jak powstawał i czego można spodziewać sie na koncertach, zespół opowiada poniżej. A wieczorem będzie można ich zobaczyć na żywo w gdańskim klubie Wydział Remontowy.

Jakub Knera: Dość długo trzeba było czekać na waszą płytę. Co na to wpłynęło? Z jakimi problemami boryka się młody zespół, przed wypuszczeniem w świat swojego pierwszego albumu?

Krzysztof Zaczyński: Rzeczywiście, trochę to trwało, dlatego dziękujemy wszystkim za cierpliwość. Najbardziej prozaiczna kwestia, to oczywiście pieniądze – udało się nam pokonać tę barierę dzięki akcji crowdfundingowej, którą przeprowadziliśmy żeby zebrać środki na wydanie albumu. Największym problemem był, a właściwie jest pietyzm, perfekcjonizm. Bardzo dużo czasu spędziliśmy na dopracowywaniu brzmienia i samych kompozycji – małe szczegóły, których słuchacz może nie wychwycić, a nam spędzały sen z powiek. Michał Miegoń, który nas nagrywał nie mógł już z nami wytrzymać, dlatego zamknął studio (śmiech). Mamy też bardzo emocjonalny stosunek do tego wydawnictwa, do całej działalności ogólnie, bo przecież Spoiwo, to najpierw przyjaciele, a potem muzycy. Ponoć pierwsza płyta nigdy nie jest dokończona, z nią po prostu trzeba się rozstać i wydać.

Wielu producentów zajmowało się waszym materiałem. Na uwypukleniu jakich aspektów w waszej muzyce, zależało wam najbardziej?

Nie było ich tak znowu wielu (śmiech). Finalnie, produkcją zajmowała się dwóch producentów. Jak wspomniałem, nagranie i wstępne miksy zrealizował  Michał „Goran” Miegoń. Ostateczny kształt brzmieniu nadał Haldor Grunberg znany również jako SatanicAudio, muzyk zespołu THAW.

Na „Salute Solitude” słychać, że darzycie dużą sympatią wszelkiej maści crescenda. Co o tym decyduje? Wasze utwory mają bardzo podniosły charakter, stopniowo się rozwijają, a potem wybuchają.

W każdej opowieści następuje moment kiedy akcja się intensyfikuje, a luźne wątki splatają w jedną całość i prowadzą do nieuniknionego la grande finale, katharsis. Zwróć uwagę, że na tym albumie nie ma dwóch, strukturalnie, takich samych finałów. „Yos” buduje napięcie długo, transowo. „Skin” się po prostu rozdziera, pęka tama i leją się dźwięki i emocje. „No Kingdom” pęcznieje, nakładają się kolejne reverby i delaye. Może z wiekiem się uspokoimy albo po prostu jesteśmy takimi ludźmi z dynamitu (śmiech)

Pomiędzy nimi wielokrotnie wplatacie kompozycje wyciszające, dające chwilę przerwy. Czy one celowo są takimi przerywnikami czy traktujecie je również jako pełnoprawne, funkcjonujące niezależnie utwory?

Na samym początku, we wczesnych fazach prac nad albumem, chcieliśmy całość połączyć krótkimi przerywnikami, ale z czasem rozrosły się do pełnoprawnych utworów i zaczęły żyć własnym życiem. Szczególnie „No Kingdom”, które uważam, za jeden z mocniejszych punktów albumu.

Przy zespołach post-rockowych zawsze wiele uwagi poświęca się na brzmienie studyjne i koncertowe. Jakie różnice dostrzegłbyś na tym polu w waszym wypadku? Co różni Spoiwo studyjne od Spoiwa koncertowego?

Spoiwo koncertowe to przestrzenne i pełne brzmienie, warstwy gitar, wspierane teksturą klawiszy, do tego potężna perkusja. Jeżeli nie mamy gorszego dnia i sprzyja nam akustyk to uzyskujemy gęstą ścianą dźwięku, tak, że z perspektywy słuchacza, jesteś w tym dźwięku, siedzisz w nimm. To samo chcieliśmy uzyskać na płycie – uniknąć wrażenia, że dźwięk jest gdzieś daleko, silnie skompresowany, pozbawiony ostrości i surowości. Myślę, że fraza „nie chcemy mieć poczucia, że dźwięk dochodzi zza szyby” śni się naszym producentom po nocach. Spoiwo studyjne jest z pewnością bogatsze o kolejne warstwy, mamy więc dodatkowe partie pianina i gitary. Podsumowując, brzmienie płytowe ma w sobie nie tylko moc występu na żywo, ale i jeszcze więcej dodatkowych warstw.

Spoiwo razem z Burninghole i Signal from Europa zagra dziś, 13 marca w Wydziale Remontowym. Na miejscu będzie można kupić ich debiutancki album „Salute Solitude”. Szczegóły w zakładce KONCERTY.