Rawel – Visions

Kto potrafi jak najwięcej upchnąć na dwudziestokilkuminutowej płycie? Rawel. Myślę, że Flying Lotus, gdyby usłyszał „Visions” byłby pod niemałym wrażeniem. Inspirowania się tym twórcą z Los Angeles gdański artysta, Sławomir Hryniewicki nigdy nie ukrywał i to wyraźnie słychać. Jego mini-album to zestaw zwinnie posklejanych sampli z najróżniejszych muzycznych światów – od powycinanych wokaliz, po tłusto brzmiące bity, syntetyczną sekcję rytmiczną, syntezatory, gęste groove’y albo i etniczne wstawki. Średnia długość utworów wynosi 2 minuty i to za każdym razem wystarczająco, żeby wyraźnie zarysować pomysł, rozwinąć go i skończyć w momencie, kiedy najbardziej się rozkręca. Ekwilibrystyka Rawela i muzyczna erudycja nie zna granic – mnogość wątków, wielość warstw, wszystko to składa się w fascynującą muzyczną opowieść, pełną detali, przeróżnych brzmień, frapująco posklejanych w zwiewne i płynne kompozycje, oparte o solidne bity. Teoretycznie szkoda też, że to zaledwie nieco ponad dwadzieścia minut materiału, ale z drugiej strony – tyle w zupełności wystarcza. Rawel ma smykałkę to takich krótkich kompozycji i wie, że dłużej nie ma co męczyć swojego SP404. Efekt i tak jest rewelacyjny.

[Jakub Knera]