Jak trafić do krytyków? Podsumowanie dyskusji

Jak trafić do krytyków? Nie ma na to złotego środka – ci, którym na tym zależy w końcu osiągną rezultat. Pod warunkiem, że mają naprawdę coś wartego zainteresowania.

Przeczytaj wszystkie wypowiedzi:

Osoby zaproszone do dyskusji zaprezentowały różne opinie, ale jest wśród nich sporo zbieżnych punktów. Nie ma jednak co liczyć na to, że dzięki tym wypowiedziom, będzie można wypracować zestaw porad i wskazówek, jak najskuteczniej trafić do osób zajmujących się muzyką. W tej kwestii każdy musi działać na własną rękę, a ubiegłotygodniowa wymiana zdań może jedynie pomóc w pewnych kwestiach, ułatwić planowanie tzw. strategii (brzmi marketingowo, ale nawet działając na polu muzyki, takie działanie warto przedsięwziąć). Zebrane opinie można przeanalizować przez pryzmat kilku aspektów.

Po pierwsze – to bardzo istotna uwaga, którą wysunęła Małgorzata Halber – trzeba wiedzieć po co się gra i co się robi. Każdy zainteresowany muzyką słyszy, czy zespół/artysta a) ma na siebie pomysł, b) wie jak go zrealizować, c) jest konsekwentny, d) wie co i po co gra. Przykładów nie brakuje, a dojrzałość muzyczna i pewna wizja tego co się tworzy jest niemalże konieczna – taka muzyka obroni się sama, nawet bez przesadnych nakładów promocji. Nie ma co podsyłać materiału demo z zapytaniem „chcemy posłuchać co o tym sądzisz”. Jeśli porzucasz gitarę na rzecz laptopa, bo to łatwiejsze i bardziej popularne, jeśli lubisz przy gitarach spotkać się ze znajomymi – szansa na szersze zainteresowanie jest mała. Amatorskich i kalkujących inne formacje zespołów jest mnóstwo – zazwyczaj znikają w morzu sobie podobnych. Najciekawsze są te, które wiedzą jakim językiem chcą mówić i co chcą mówić. Często tworzące muzykę bardzo oryginalną, ale nie zawsze, wiele czynników może zwrócić uwagę.

Po drugie – dziennikarze sami się nikim nie zainteresują. Wróć – zainteresują, jeśli zespół/artysta jest naprawdę dobry. A to zależy od jego stażu i muzyki, którą gra. Chociaż trafi się debiut, który zachwyci, ale to rzadkość. Trzeba do nich słać maile – z informacją i z przypomnieniem. Dziennikarze muzyczni otrzymują tony maili i nie ma co marudzić, że nie odpisują od razu. Dostają ich dziennie mnóstwo i czasem po prostu fizycznie nie są w stanie odpisać chociażby „dziękuję”. Ich praca to o wiele więcej niż siedzenie na kanapie i słuchanie muzyki. A jeśli nie odpisują pomimo przypomnień, warto wziąć pod uwagę jedną rzecz – brak odpowiedzi również jest odpowiedzią.

Po trzecie – public relations. Bandcamp, soundcloud i wetransfer lepszy niż youtube i mp3 w załącznikach maili. Krótkie rzeczowe info a nie długi opis historii zespołu. Treściwa informacja zamiast rozwodzenia się nad listą dotychczasowych koncertów. Mail o porządnej konstrukcji to lepsze wrażenie niż wysłany link bez zdania opisu. Nośniki fizyczne a nie cyfrowe. Zainteresować nie jest łatwo, ale w natłoku maili trzeba wypracować swoją metodę. W XXI wieku wspomniany bandcamp jest podstawą – muzyki można odsłuchać od razu. Zespół, który na zapytanie „czy podeślecie materiał?” odpisuje „jeszcze jej nie zamieściliśmy/nie nagraliśmy” albo „nie możemy jej udostępnić bo wytwórnia nam nie pozwala” nie popłynie za daleko.

Po czwarte – Jarek Szubrycht trafnie pisze o tym, że należy robić research. Strona noweidzieodmorza.com ma w nazwie region, którego muzykę opisuję, więc wszelkie zespoły z Podlasia lub Małopolski się tutaj nie znajdą. Niestety, pomimo tego rówież regularnie przysyłają maile. Czytanie zrozumieniem, szukanie kontaktów – to podstawa, nie ma co ślepo wysyłać maili. Ciekawe są też sytuacje, kiedy ktoś podsyła mi album do zrecenzowania, a ja odsyłam mu link, w którym recenzję takowego już poczyniłem. Wydaje się, że przeczytanie opisu strony bądź wpisanie hasła obok pola „szukaj” jest łatwe, ale jak widać niekoniecznie.

Po piąte – nie ma co kłócić się z dziennikarzem, że czegoś nie dostrzegł albo nie docenił. Jego odbiór zawsze jest subiektywny i po długim mailu, w którym znajduje się esej o harmonii w utworze nr 4 i liczbie instrumentów w kompozycji 2, zdania nie zmieni. Wielu twórców jest straszliwie przewrażliwionych, ale trzeba spojrzeć na ocenę swojej twórczości z dystansem: dziennikarz pisze swoje zdanie, to jak odbiera daną muzykę. Jeśli czegoś nie usłyszał, to może po prostu muzyka do niego nie przemawia. Używane argumentów „inni to lubią” albo „liczyliśmy na coś więcej” nic nie zmieni. Szkoda kilobajtów maili. Nie ma się też co obrażać, bo nic dobrego to nie przyniesie. Najlepiej – jak pisze Jacek Świąder – potraktować to jako zaczątek dyskusji.

Powyższe wiąże się z pytaniem, które słyszałem kilkakrotnie – „po co recenzować kiepskie płyty?”. Jakież to zdziwienie pojawia się u muzyków, których album oceniłem negatywnie, czy nie szkoda było mi czasu na słuchanie materiału, który moim zdaniem nie jest ciekawy. Otóż nie szkoda (chociaż generalnie jest szkoda – lepiej słuchać rzeczy dobrych) – kiepskie płyty wychodzą (niestety jest to zdecydowana większość) i trzeba o nich pisać. Nie wszyscy to robią, bo często najzwyczajniej brakujena to czasu, ale jeśli już ktoś coś takiego robi, warto to docenić, bo to również sposób selekcji i polecania odradzania materiału.

Po szóste i ostatnie – nie ma co marudzić w kółko, że dziennikarze to klika kolegów. Zazwyczaj mówią tak ci, którzy nic nie robią i nikogo nie próbują zainteresować swoją muzyką. A liczą, że wydali płytę tak dobrą, że każdy powinien się nią zainteresować. Łatwo narzekać, trudniej działać. Sporo zespołów może poświadczyć, że nie trzeba mieć za sobą wytwórni, żeby zostać dostrzeżonym. Ważna jest konsekwencja, dążenie do celu, świadomość tego co się robi. Ważne jest jeszcze jedno, pisze o tym Jarek Szubrycht. „Trzeba grać dobrą muzykę. Inaczej nic nie pomoże”.

[Jakub Knera]

PS. Głos w dyskusji zabrał także Mariusz Herma, na swojej stronie (dzięki!), ponieważ w wielu miejscach jego opinia była zbieżna z wypowiedziami kilku osób. Mariusz pisze o trzech ważnych sprawach: personalizacji – trzeba wiedzieć do kogo należy pisać (podobnie jak w przypadku ziemianiczyja.pl, noweidzieodmorza.com prowadzi jedna osoba, więc wstęp „Czy mogliby Państwo” jest zupełnie nietrafiony), orientacja – czyli wiedzieć co dzieje się na stronie, po co ona jest i z czym się do niej zgłaszać, umiar – nie wymuszać recenzji i nie wymagać, liczyć się z tym że wysłanie linka w mailu albo płyty cd nie jest równoznaczne z oceną, a na dodatek oceną pozytywną. Całość można przeczytać tutaj: www.ziemianiczyja.pl/2014/02/podstawy-pr-u/.