Archiwum, Recenzje

Gostrosta – Bum!

Hubert Zemler nagrał płytę na perkusję solo, Sobura zarejestrował brzmienia perkusjonaliów, a potem pociął je na sample i stworzył z nich nową jakość, Wildbirds and Peacedrums wykorzystują jedynie perkusję jako podkład do wokaliz. Balazs Pandi powiedział mi niedawno, że brzmienie tylko i wyłącznie perkusji może być podniecające. Co jeszcze można zrobić z perkusją? Pokazuje to Gostrostra.

Lubię koncerty albo płyty niespodziewane, nienaładowane presją oczekiwań czy wymagań, albo zapowiadane jako rewelacyjne. Bo wtedy mogą pozytywnie zaskoczyć. „Bum!” tria, w skład którego wchodzi Michał Gos, Jacek Stromski i Kuba Staruszkiewicz taka właśnie jest – pojawia się zupełnie nieoczekiwanie i od samego początku do końca przykuwa uwagę, aż chce się wykrzyknąć „rewelacja!” z racji tego, że powstała niemal wyłącznie przy użyciu instrumentów perkusyjnych.

Spektrum brzmień jest tutaj ogromne. Już otwierający płytę „WD-40” przechodzi od spokojnego, rozpędzającego się rytmu, po techniczne brzmienia a la Moritz von Oswald Trio z pulsującym bitem, aż po wchodzącą kalimbę żywcem wyjętą z nagrań Konono No. 1, ale z pogłosem, brzmiącą zupełnie inaczej niż nagrania muzyków z Kinshasy.

Zachwyca mnie płynność tego albumu, który jest zwarty i należy go słuchać w całości. Gdzieś w środku po spokojnym „Annapurna” pojawia się rozszalały „Hanami”, a tuż za nim nadciąga „Extreme Silence” z przewrotnym tytułem, utrzymany w klimacie Amon Tobina. Ani przez chwilę nie czuć zgrzytu przy przejściach pomiędzy poszczególnymi kawałkami. Paleta instrumentów jest niezwykle bogata – od bębnów i tradycyjnych perkusjonaliów, po udu, gong, kieliszki czy sampler perkusyjny. Fantastyczna jest także współpraca muzyków. Michał Gos jest nieprzewidywalny, Jacek Stromski magiczny, a Kuba Staruszkiewicz strukturalny i transowy, jak powiedział w wywiadzie ten ostatni. I to się zgadza. Każdy z nich wprowadza do zespołu swój pierwiastek, a razem brzmi to zwarcie, spójnie i wciągająco. W efekcie “Bum!” jednym z najciekawszych tegorocznych zaskoczeń w trójmiejskiej ale też polskiej muzyce.

[Jakub Knera]