Search and Hit Enter

Jak wydawać muzykę?

Cyfrowo? Na płytach CD? Na kasetach? Na winylach? Czy w ogóle jest sens? Czy to się opłaca? Czy lepiej robić to pod skrzydłami labelu czy na własną rękę? Co powinien zrobić młody zespół, żeby wydać swoją muzykę? Na Noweidzieodmorza.com rozpoczyna się kolejna dyskusja, tym razem poświęcona wydawaniu płyt i niezależnym wytwórniom.

Adam WitkowskiZaczęło się niepozornie, od dyskusji z Adamem Witkowskim, gitarzystą zespołu Gówno i Samorządowcy, ale także artystą wizualnym. Grupa Gówno swoją pierwszą płytę wydała samodzielnie, drugą światu pokazał Qulturap. Zaczęliśmy rozmawiać na temat plusów i minusów rozprowadzania muzyki pod szyldem wytwórni – na ile to ma sens i się opłaca, a także jakie płyną z tego korzyści. Efekty przemyśleń Adama poniżej.

Publikować płyty samodzielnie, czy szukać wydawcy na miarę własnych potrzeb i oczekiwań? Każdy aktywnie działający zespół, wykonawca i kompozytor musi co jakiś czas dokonywać podobnego wyboru. Determinuje on to, co w następnych miesiącach będzie działo się w życiu muzyka. Aby znaleźć właściwe dla siebie rozwiązanie, twórca musi koniecznie przyjrzeć się własnej pozycji na rynku wydawniczym oraz szczerze odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Kto jest odbiorcą jego produkcji? Czy potrzebuje dystrybutora płyty? Czy interesuje go obecność w mediach? Czy może i chce partycypować w kosztach związanych z powstaniem własnych nagrań? Musi wiedzieć czy szuka słuchaczy wyłącznie w kraju itp. itd. Ot, taki artystyczny biznesplan.

Jakakolwiek z opcji zostanie wybrana, ważne jest aby pamiętać w jakich realiach się pracuje, czyli jak wygląda polski rynek muzyki niezależnej. Wiele osób nie zdaje sobie na przykład sprawy, że sprzedaż płyty na poziomie 1000 egzemplarzy to dla artysty z off’u duży wyczyn, a osiągnięcie takiego wyniku wymaga naprawdę sporej gimnastyki. Brak fachowej prasy oraz wyparcie muzyki niezależnej z radia i telewizji, ogranicza działania promocyjne do internetu, poczty pantoflowej i koncertów. Ujmując rzecz inaczej – skala lokalnego rynku jest naprawdę nieduża, więc możliwości działania, jakie posiada mała wytwórnia, są zbliżone do tych, które ma sam artysta.

Wiedząc to, warto rozważyć możliwość samodzielnego pokierowania własną karierą. Pełna kontrola nad interesami i wizerunkiem, to dla wielu twórców ważny składnik tego co robią. W skutecznym działaniu na tym polu, potrzebne są jednak wydeptane ścieżki prowadzące do wszelkich redakcji, klubów, organizatorów, urzędników oraz pokaźna baza mailowa i adresy pocztowe recenzentów. Wykonywanie obowiązków związanych z promowaniem materiału, jego sprzedażą, organizacją koncertów, może oznaczać jednak pełnoetatową pracę. Na to nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Nie wszyscy też mają predyspozycje do wykonywania tego typu zajęć i wówczas zewnętrzna pomoc jest po prostu niezbędna.

Wybierając kooperację z wydawcą, dobrze jest sprecyzować, czego się od niego oczekuje. Określenie wzajemnych zobowiązań na samym początku współpracy, bardzo pomaga w późniejszych kontaktach i dochodzeniu własnych racji. Chociaż koleżeńskie relacje są mile widziane, to jednak nie są one niezbędne w zawodowych kontaktach, często mogą wręcz je utrudniać. Większość niezależnych wytwórni powstaje z potrzeby serca ich właścicieli, nie z chłodnej ekonomicznej kalkulacji. Swoim entuzjazmem zarażają znajomych, którzy dołączają do nich z własnymi projektami muzycznymi. Wszystko kręci się dopóty, dopóki wysiłek wydawcy nie słabnie i jeśli potrafi on przekuć go w skuteczne działania promocyjne. Jeżeli jednak będzie pochłonięty innymi sprawami niż promocja, dystrybucja i sprzedaż własnego katalogu, a pracę wydawniczą traktować będzie jedynie jako rodzaj wyszukanego hobby, ten towarzyski układ może stać się dla artysty mało satysfakcjonujący.

Warto tu przybliżyć nieco realia finansowe. 500 sztuk samego nośnika CD w standardowym digipack’u to około 3000 złotych. Sprzedając płytę po 20 złotych, koszt nośnika pokrywa wpływy ze sprzedaży 150 egzemplarzy. Koszty nagrania materiału zależą od efektu, który artysta chce osiągnąć. Z przykrością muszę stwierdzić, że nagranie płyty bez budżetu jest prawie niemożliwe, szczególnie jeśli za punkt odniesienia przyjmie się brzmienie znanych światowych wykonawców. Korzystając ze studia, realizatora lub wybranego producenta, koszt płyty drastycznie wzrasta. Godzina pracy w dobrze wyposażonym studiu to conajmniej 80 złotych, wynajęcie osoby kreującej brzmienie materiału, to od kilkuset do kilku tysięcy złotych za dzień pracy. Do tego dochodzą jeszcze wydatki związane z pozamuzyczną częścią wydawnictwa i jego promocją: projektem okładki, teledyskiem, sesją fotograficzną etc. Łatwo policzyć, że sprzedaż 500 sztuk płyty, nie będzie w stanie zrekompensować poniesionych wydatków. A więc niezbędna jest większa ilość sprzedanych płyt, zaangażowanie do tego celu profesjonalnego dystrybutora, większa ilość czasu i pieniędzy poświęconych na promocję gotowego już albumu lub znalezienie na jego nagranie innego źródła pieniędzy – sponsorów, grantów, stypendiów.

Powszechną praktyką w niewielkich labelach jest samodzielne finansowanie przez artystów produkcji materiału dźwiękowego, a czasem również samego nośnika. Niestety, to właśnie finansowe ryzyko jest dla wydawcy najlepszym dopingiem do pracy. Ktoś, kto nie ponosi wydatków związanych z powstaniem dzieła, niekoniecznie musi doprowadzić do sytuacji, w której płyta zwraca koszty. Na marginesie dodam, że bardzo podobna zależność występuje w przypadku grania koncertów za dochód ze sprzedaży biletów – klub, który nie płaci wykonawcy ustalonej stawki, nie czuje potrzeby zadbania o frekwencje.

Prawdopodobnie mógłbym kontynuować pisanie tego tekstu jeszcze przez wiele tysięcy znaków, a i tak nie potrafiłbym jednoznacznie orzec, która z dwóch omawiany tu opcji jest lepsza. Każdy przypadek jest inny i każdy wymaga osobnego namysłu. Muszę w tym miejscu przypomnieć, że to co wyżej napisałem odnosi się do tzw. wykonawców alternatywnych oraz małych wytworni. Przy większej skali (mainstream, pop, hip-hop) cała ukazana tu fizyka, prawdopodobnie całkowicie się zmienia.

I jeszcze na sam koniec – paradoksalnie, o wartości i atrakcyjności samej muzyki nie padło ani słowa. To ona oczywiście decyduje o ewentualnym sukcesie. Prawdą jest jednak to, że wypromować można właściwie wszystko (czytaj: byle gówno) oraz, że nawet sztuce najwyższej próby również konieczna jest pomoc finansowa i marketingowa.

——————————————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Wypowiedź Adama Witkowskiego inauguruje drugi cykl na Noweidzieodmorza.com pt. „Jak wydawać muzykę?”, w którym głos zabiorą przedstawiciele polskich niezależnych labeli. Opowiedzą jak rozpoczęła się ich działalność, czy ich ma ona rację bytu, a także jak w ogóle funkcjonują. W dyskusji udział biorą przedstawiciele Bocian Records, Nasiono, Thin Man, Few Quiet People, Oficyna Biedota i Mik Musik. 

Dotychczasowe głosy w dyskusji:

[Jakub Knera]