Search and Hit Enter

Joanna Duda: Siedzę w muzyce elektronicznej!

Joanna Duda jest znana z licznych składów, z którymi nagrywała płyty, bądź po prostu koncertowała. Ale teraz przyszła pora na zmierzenie się z jej solową twórczością, która niejedną osobę może mocno zdziwić. “The Best Of” to płyta, na której usłyszymy zarówno interpretacje klasyków, jak I niesamowite duety na fortepian, a także – a może przede wszystkim – kompozycje ukazujące fascynacje Joanny muzyką elektroniczną, opartą na brzmieniu syntezatora. Poza tym niemal równolegle ukazuje się jej płyta „2013EP” z Janem Młynarskim jako J=J, więc warto mieć nastawione ucho na twórczość tej młodej pianistki

Jakub Knera: Tytułujesz album „The Best Of”? Przecież nie jesteś dinozaurem muzyki, a ktoś kto zobaczyłby Twoją płytę na półce w sklepie, byłby nieźle zdziwiony, gdy dowiedziałby się, że to Twój debiutancki krążek.

Joanna Duda: To nieprzypadkowa nazwa, wymyśliłam ją niedawno. Przewrotna i prowokująca, a do tego doszłam do wniosku, że może się nieźle wryć w pamięć, prawda? Przecież takie płyty wydaje się na okrągłe rocznice działalności, a to dopiero pierwsza płyta podpisana moim nazwiskiem.

A na dodatek do tej pory nagrałaś masę rzeczy, które powędrowały do szuflady. To dobra okazja, żeby je pokazać.

Nie tylko te z szuflady – znajdą się tam projekty, z którymi nie udało się jeszcze wydać albumu. Z jednej strony na „2013EP” pojawiam się ja z Jankiem Młynarskim oraz różni goście jak np. Agimem Dżeljilji. Z kolei na „The Best Of” Znajdzie się miejsce dla muzyki, którą skomponowałam do spektaklu Balladyna w reżyserii Krzysia Garbaczewskiego. Moja solowa płyta to materiał bardzo zróżnicowany, więc można też odebrać go jako pokazanie tego co najlepsze z najróżniejszych stron. Pod tą nazwą kryją się zazwyczaj kompilacje, „hity i przeboje”, a ja umieszczam tam magię chwili i to co stworzyłam w ostatnim czasie – najstarszy utwór pochodzi z kwietnia 2011 roku. To także masa kolaboracji – między innymi z Markiem Raczkowskim, rysownikiem, który nauczył się grać na fortepianie czy z Kasią Borek, z którą gramy „Ma Mere l’Oye” Ravela w aranżacji na cztery ręce.

Duża część tej płyty zarejestrowana została na rejestrator cyfrowy zaopatrzony w dwa mikrofony pojemnościowe.

Tak, ma to spore znaczenie. Jeśli artysta wypracował charakterystyczne brzmienie, to niezależnie od tego, jak zarejestrujesz materiał, jego muzyka się obroni. Dlatego to jest to półka lo-fi – ważny jest przekaz, a nie ogólnie przyjęte estetyczne kanony studyjnej jakości, która czasem odwraca uwagę zarówno słuchacza, jak i muzyków.

„2013EP” to materiał zdumiewający – kojarzę Ciebie przede wszystkim grającą na fortepianie, ale nie jesteś do tego instrumentu aż tak mocno przywiązana i porzucasz go na rzecz syntezatora. Taki elektroniczny „Beep” brzmi jakby wydało go Warp Records; ktoś mógłby go pomylić z twórczością Flying Lotusa.

Bo ja siedzę przede wszystkim w muzyce elektronicznej! Tylko dotychczas niewielkie grono osób miało okazję to usłyszeć. Fortepian ma swoje ograniczenia – chciałam grać na instrumencie, który da mi więcej możliwości w zakresie panowania nad dźwiękiem. Taki jest właśnie syntezator, który oferuje o wiele większą różnorodność i ma zupełnie inne opcje do dyspozycji niż – de facto archaiczny – fortepian.

Przekładasz więc syntezator nad fortepian?

Ależ skąd! Jedno i drugie jest dla mnie niezwykle ważne i nie wyobrażam sobie życia bez żadnego z nich. To inne bajki – fortepian to stary instrument, wiąże się z nim określona konwencja i mit wirtuozerii. Większość pianistów się na tym skupia, jednak ja koncentruję się raczej na innych aspektach gry.

Z drugiej strony trzeba spojrzeć na specyfikę obu instrumentów – nic nie jest w stanie zastąpić tego, jak wybrzmiewa pudło rezonansowe fortepianu. Natomiast syntezator to także niezbędne nagłośnienie, sprzęt, akustyk i finalne brzmienie, elektronika jest o wiele bardziej złożona.

Fortepian jest bardziej dostojny, a syntezator bardziej komiczny, radosny.

Bynajmniej! Granie na fortepianie może być tak samo komiczne jak na syntezatorze, to bardziej zależne od chwili i poczucia humoru niż od możliwości instrumentu. Wyobraź sobie co czuję, siedząc na scenie – gram coś i w zależności od tego co wymyślę, ludzie zareagują w taki a nie inny sposób. Czy ta możliwość nie jest komiczna? Uwielbiam tę sytuację i bawi mnie ona niezmiernie.

Wywiad pierwotnie przeprowadzony dla Klubu Żak.

Więcej o wydarzeniu: http://klubzak.com.pl/doc_2427.html