Jak organizować koncerty – podsumowanie dyskusji

Organizatorzy, którzy proponują żenująco niskie stawki albo nie dotrzymują warunków umowy, nadal będą to robić. A ci, na których można polegać i gwarantują jakość oraz profesjonalizm, dalej będą aktywnie działać. Podobnie będzie z zespołami – każdy sam sobie musi wyznaczać poprzeczkę i poziom jakości, według których będą funkcjonować. Do tego dochodzi publiczność, którą trzeba zachęcać i edukować, że na koncerty chodzić warto. Dzięki temu najlepsi przetrwają – dziś na Nowe idzie od morza podsumowanie dyskusji „Jak organizować koncerty?”.

Zaczęło się dosyć niewinnie, bo od stawek i tego, ile zespół powinien zarabiać na koncertach. A kwestia ich organizowania koncertów to sprawa złożona i wywołująca zażarte dyskusje. Z kilku powodów.

Po pierwsze, ze względu na to jak wynagradzać muzyków i jakie kryteria przyjąć. Płacić im honorarium, stawkę gwarantowaną czy wypłacać kwotę w zależności od sprzedanych biletów? Chociaż to pierwsze wydaje się sprawą oczywistą, nie ma złotego środka – wszystko zależy od wielu czynników.

Nie ma wątpliwości, że o takie kwestie jak wynagrodzenie, nocleg i wyżywienie zadbać trzeba. Granie muzyki to praca. Dla jednych zawodowa, dla innych okazjonalna, jednak wynagrodzenie za wysiłek jaki wiąże się z podróżowaniem i graniem, jest konieczne. To bardziej uczciwe wobec twórców i samych organizatorów. Wtedy jedni i drudzy o wiele bardziej przykładają się do tego co robią, stawiają wymagania wobec kontrahenta. A widzowie otrzymują „produkt” – jakim jest koncert – najwyższej jakości.

Wynagrodzenie zależne jest od stażu pracy. Jeśli zaczynasz koncertować, nie oczekuj worków złota. Magdalena Stasiak, manager Bubble Chamber mówi wprost: start za darmo to naturalne sito wolnego rynku. Paweł Trzciński z Distorted Animals Booking przestrzega: niech nikt nie oczekuje, że startując, wszystko będzie mu dane z góry – najpierw trzeba pokazać czy jest się czegoś wartym. Zazwyczaj ci artyści, którzy są naprawdę dobrzy, nie mają problemu z zaistnieniem. Nie mówię oczywiście o pierwszych miejscach list przebojów, ale po prostu o graniu za godziwe stawki. Ale z drugiej strony – nie ma co liczyć na zarobek na alternatywnej muzyce w Polsce; niech każdy kto tak myśli, pozbędzie się złudzeń. Wśród wielu młodych twórców panuje idealistyczne przekonanie, że do tego trzeba dążyć. A udaje się to naprawdę nielicznym.

Po drugie z racji na warunki, w jakich przychodzi grać zespołom. Nie ma wątpliwości, że niezależnie od stażu i okoliczności w jakich artyści koncertują, muszą mieć ku temu odpowiednie uwarunkowania. Nagłośnienie, oświetlenie, akustyk, backline i odpowiedni sprzęt – to konieczność. Wielu organizatorów często na powyższych oszczędza. Ale sytuacja koncertowa pokazuje i weryfikuje, kto na tym zyskuje a kto traci.

Po trzecie, właściwie prowadzona promocja. To ile artysta zarobi i jaki zysk będzie miał klub, jest bezwzględnie zależne od właściwego wypromowania. Chociaż są szaleńcy, którzy uważają, że wydarzenie, które organizują, samo w sobie będzie miało taki rozgłos, że promocja jest niepotrzebna (znam takich!). Jakie potem jest ich zdziwienie, kiedy na widowni świecą pustki. Trzeba pamiętać o promocji, i to tej skoncentrowanej na miejscu i jego regularnej ofercie, a nie pojedynczych wydarzeniach, które co jakiś czas przypominają o istnieniu klubu. Nie wystarczy tu mało atrakcyjny newsletter, ale precyzyjnie przemyślane działania. Facebook i media społecznościowe to norma. Plakaty rozwieszone na mieście to także podstawa. Znam wiele koncertów z warszawskiego Powiększenia, na których nie byłem, a które miały oryginalne i pomysłowe grafiki. To szalenie istotne. Niezbędna jest współpraca z opiniotwórczymi mediami – niezwykle często są one w stanie zachęcić czytelników do wybrania się na dane wydarzenie. Nawet w ciemno (ludzi, którzy tak zrobili też znam!) i z dużym prawdopodobieństwem, że wyjdą z niego zadowoleni (takich też!). Ze zdziwieniem obserwuję, jak wielu organizatorów ignoruje zainteresowanie swoją ofertą przedstawicieli mediów albo gdy trzeba wręcz dopraszać się od nich informacji prasowych. Nie dziwię się za to potem, gdy na ich koncerty przychodzi po kilkanaście osób.

Ale promocja to także zadanie dla muzyków. Dane mi było słyszeć nie raz: ja jestem od grania, a nie od informowania o koncertach. Nic bardziej mylnego. Artysta także musi dbać o swoją publiczność – informować ją i przypominać, o tym co robi. Z głową w chmurach, wysokim ego i mniemaniem, że jego sztuka jest tak wyjątkowa, że widownia będzie sama się do niej garnąć albo że wszystkim ma zająć się klub, daleko nie dojdzie.

Po czwarte, okoliczności i bieżąca sytuacja na rynku. W Polsce nie mamy na tyle stałej widowni, aby być pewnym że na danym koncercie sala będzie szczelnie wypełniona publicznością. Owszem, co do potencjału komercyjnego występu można mieć pewne prognozy, ale rzeczywistość je weryfikuje często na dużą niekorzyść organizatora. A od tego czy dany koncert się „opłaci” mogą zależeć prozaiczne przyczyny jak chociażby pogoda czy mecz w telewizji. Poza tym od kilku lat w naszym kraju regularnie rozwijają się festiwale, które wbrew pozorom nie wpływają na wzrost publiczności na koncertach w klubach. Słuchacze, otrzymując w trakcie wakacji pełen zestaw (czy też pakiet) artystów, kończą na nim swoje muzyczne eksploracje. Nieliczni uczęszczają na oddzielne, pojedyncze występy. Wielokrotnie festiwale zabijają wręcz kluby muzyczne. Zabierają im publiczność i przyzwyczajają ją do siebie (także ofertą cenową), przez co zobaczenie pojedynczego koncertu, przestaje być dla niej atrakcyjne.

Po piąte, pasja organizatora. Może brzmi to banalnie, ale to przede wszystkim ona napędza do działania kluby i animatorów, którzy przygotowują ciekawe koncerty. Gdyby nie to, dalej trzeba byłoby na koncerty jeździć do Berlina albo innych europejskich stolic. Oczywiście, trzeba mieć na względzie jakość występów i domagać się tego, aby w klubach panowały jak najlepsze warunki, budować konstruktywną krytykę. Jednak pamiętajmy, że wiele z osób, które rozpoczynało swoje działania w branży muzycznej, startowało od zera – bez wiedzy managerskiej, organizacyjnej i znajomości sprzętu. Przez kilka lat działalności, poszerzyły swoją wiedzę w tych kwestiach i ich kompetencje rosną. Jak wspomina Igor Nikiforow z Cafe Kulturalna: nie kształcimy w Polsce kaowców, promotorów czy managerów zespołów, zwłaszcza tych którzy zajmują się sceną niezależną. Sami się kształcą i są coraz lepsi w tym co robią, wielokrotnie działając ponad stan.

Klub musi się wyróżniać, budować swoją ofertę, relację z mediami i odbiorcami, a przede wszystkim działać uczciwie. To dlatego takie miejsca jak Powiększenie zyskują renomę na całym świecie, a Vijay Iyer kojarzy Klub Żak i jego agencja z chęcią organizuje mu tak koncerty. Ale tego typu placówek jest bardzo mało. Trzeba wiedzieć co, po co i jak się organizuje, a także co, po co i jak się gra. Czasem nawet przy stawce „za bilety” koncert może być o wiele bardziej opłacalny – w zaufanych klubach artyści są skorzy zagrać na takich warunkach, bo mają gwarancję, że właściciel zadba o to aby na widowni była liczna publiczność, która będzie chciała ich słuchać.

Czy dyskusje takie jak ta cokolwiek zmienią? Ci, którzy w to wierzą, niech pozbędą się złudzeń. Organizatorzy, którzy proponują żenująco niskie stawki albo nie dotrzymują warunków umowy, nadal będą to robić. A ci, na których można polegać i gwarantują jakość oraz profesjonalizm, dalej będą aktywnie działać. Podobnie będzie z zespołami – każdy sam sobie musi wyznaczać poprzeczkę i poziom jakości, według którego będzie funkcjonować. Najlepsi przetrwają.

Robert Chmielewski z wrocławskiego Firleja mówi: wolę czasem dopłacić do koncertu. Karol Hebanowski z gdyńskiego Ucha dodaje: pewne koncerty warto robić dla higieny psychicznej, nawet jeśli są nieopłacalne. Igor Nikiforow przyznaje: dopłacamy do koncertów kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. A Michał Borkiewicz z Powiększenia kwituje: w ciągu kilku lat działalności udało mi się zorganizować około 500 koncertów i do zdecydowanej większości z pełną świadomością dopłaciłem.

Chociaż pamiętają o zysku, kieruje nimi przede wszystkim pasja. Gdyby nie ona, już dawno by się spakowali i zakończyli interes. Paweł Trzciński słusznie zauważa: w Polsce jest coraz więcej promotorów, rośnie nowe pokolenie przyszłych bookerów, managerów i koordynatorów. Ciężko się z nim nie zgodzić. Do tego rośnie liczba miejsc, gdzie mogą organizować ciekawe koncerty, a publiczność – choć kapryśna – rozrasta się i coraz częściej otwiera na nowe. To ona, będąc swoistym „mecenasem”, wpłynie na to, czy kluby które budują ofertę klubową, będą trwać czy nie. Z jednej strony musi wymagać, aby funkcjonowały coraz lepiej. Z drugiej wspierać – chodząc na koncerty. A z trzeciej, po prostu – docenić ich trud i wysiłek.

[Jakub Knera]

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————————

To podsumowanie dyskusji „Jak organizować koncerty?”, która na łamach Nowe idzie od morza toczyła się ostatnie kilkanaście dni. Dziękuję wszystkim osobom, które zdecydowały się zabrać głos, a także wszystkim czytającym i komentującym. Poniżej znajdują się odnośniki do wszystkich dotychczasowych wypowiedzi.

Czy normą jest ustalanie określonej stawki honorarium dla zespołu przed koncertem? Jak wygląda promocja koncertów w Trójmieście i współpraca ze sponsorami? W dziale „Odbicia” miała miejsce dyskusja, w której wypowiedzieli się właściciele klubów, animatorzy i przedstawiciele instytucji publicznych z Trójmiasta a także spoza tej metropolii.