To ważne, że są ludzie którym chce się organizować koncerty

Cały cykl rozmów o tym jak, kto i gdzie organizuje koncerty, dopóki zamyka się w świecie branżowych pogaduszek i poza informacją gdzie jeszcze można zagrać za pieniądze, niewiele wnosi. Ważne jest, że w ogóle ktoś interesuje się tym tematem i taką działalnością – to powinien być punkt wyjścia do dalszych działań – jako kolejny w dyskusji „Jak organizować koncerty?” wypowiada się Robert Chmielewski, szef wrocławskiego klubu Firlej.

Robert Chmielewski, szef wrocławskiego klubu Firlej

W Firleju nikt nigdy nie grał za przysłowiowe piwo. Ci, którzy grają w zamian za nie – mówiąc krótko – naważyli sobie piwa. Nie chcę wchodzić w taki interes, poza tym moja księgowa nie umiałaby się z tego rozliczyć. A mówiąc całkiem poważnie: Firlej nigdy nie proponuje koncertów na takich zasadach.

Owszem, artyści koncertują tu według różnych umów: zazwyczaj grają za określone z góry honorarium, ale jeśli zespół chce wystąpić przed kimś jako support albo po prostu zagrać w Firleju, bo lubią to miejsce i chce grać za darmo, to gra i już. Istotne jest dla mnie, aby umowa była na piśmie i zwierała określone warunki. Nie lubię umawiać się na tzw. „gwarant” (minimalne honorarium wynegocjowane z klubem, które zabezpiecza podstawowe koszty zespołu, a potem następuje podział z zysków, pochodzących ze sprzedaży biletów, gdy przewyższają kwotę honorarium). Zazwyczaj wolę dopłacić do koncertu i umówić się na określoną kwotę, niż rozliczać się kasą po koncercie. Chociaż umowy z gwarantowaną kwotą to chyba dzisiaj konieczność.

Bywa też tak, że jakaś agencja albo artysta wynajmuje klub i organizuje tu swój koncert, a zyskiem wtedy są wpływy z biletów. I tu znowu pojawia się współpraca z klubem, który legalizuje cały proceder dzięki współpracy z sieciami dystrybucji biletów.

Na to, na jakich zasadach zapraszam do siebie zespół, wpływa wiele czynników. Istotny jest potencjał komercyjny danego wykonawcy – jeśli to debiutant i wiem, że niewiele osób pojawi się na sali, to oczywiście nie płaci nic za wynajem. Jako Firlej pomagamy w promocji internetowej, każdej imprezie, która się u nas odbywa. Zespoły to sobie cenią, bo informacje o nich widnieją na naszej stronie, a ponadto w newsletterach zapowiadających wszystkie koncerty. A ponadto dodajemy do tego dobre warunki techniczne i socjalne: garderobę, osobną łazienkę z prysznicem. Jak się jest wiele dni albo tygodni w trasie – to bywa także argumentem za.

Rozumiem, że to może się komuś nie podobać, bo teoretycznie zespół płaci za występ. Ale to tylko teoria. To się odbywa na zasadach wymiany: coś za coś. Żeby zyskać dobrą promocję, komfort związany ze sprawami technicznymi, wyrobioną, nieprzypadkową publiczność, miejsce w programie obok znanych wykonawców, zespoły są skłonne współorganizować swój koncert. Mimo, że Firlej to instytucja miejska, nie mamy tak wielkich funduszy, żeby finansować każde wydarzenie jakie wymyślimy. Pozyskujemy sponsorów, wynajmujemy sale na szkolenia i imprezy rozrywkowe np. na sylwestra, a mimo to zdarza się, że część kosztów eksploatacji obiektu, lub wynajęcie dodatkowych pracowników pokrywają zespoły.

Cały cykl rozmów o tym jak, kto i gdzie organizuje koncerty, dopóki zamyka się w świecie branżowych pogaduszek i poza informacją gdzie jeszcze można zagrać za pieniądze, niewiele wnosi. Ważne jest, że w ogóle ktoś interesuje się tym tematem i taką działalnością – to powinien być punkt wyjścia do dalszych działań. Debata powinna potoczyć się w kierunku funduszu stypendialnego dla muzyków. Jesteś dobry – jesteś dobrem. Narodowym, naszym, wspólnym.

Pozyskane od mecenasów środki pomagałyby zespołom tworzyć w spokoju. A koncerty zamiast źródłem utrzymania stałyby się formą promocji i sposobem kontaktu z publicznością: odświętną formą spotykania się z muzyką na żywo. Dlaczego tak mówię? Bo na koncerty nie chodzą młodzi ludzie. A za chwilę nie będą ich grać młodzi muzycy, bo nie będą mieli tego dla kogo robić. Dwudziestolatkowie w większości przypadków siedzą po kątach i poza potańcówką nic ich z nich nie wyciąga. Przesadzam?

A mówiąc „mecenas”, mam na myśli wszystkich zainteresowanych rozwojem kultury, a przez to całego społeczeństwa w skali miasta i państwa. To czy ktoś gra za piwo czy nie, wydaje mi się w tej chwili mniej ważne.

[Robert Chmielewski]

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————————

Czy normą jest ustalanie określonej stawki honorarium dla zespołu przed koncertem? Jak wygląda promocja koncertów w Trójmieście i współpraca ze sponsorami? W dziale „Odbicia” miała miejsce dyskusja, w której wypowiedzieli się właściciele klubów, animatorzy i przedstawiciele instytucji publicznych z Trójmiasta a także spoza tej metropolii.

[Fotografia u góry: Jan Ensztein]