Search and Hit Enter

Najpiękniejsza płyta roku

Alabaster DePlume zabiera walizkę z napisem „jazz” na wyprawę dookoła świata. Otwiera ją na różnych krańcach globu – przez czterdzieści minut zanurzamy się w melodie żywcem wyjęte ze sceny Ethiopiques, odpływamy na daleki Wschód i w kierunku japońskiego min’yo folku, aby wrócić do Europy szlakiem muzyki celtyckiej.

>> Read in English <<

Przepiękny album – pomyślałem, kiedy po raz pierwszy przesłuchałem To Cy & Lee: Instrumentals Vol.1. Wydawnictwo, który w sporym gronie stworzył Alabaster DePlume, cechuje niezwykła finezja, bardzo ciepłe, orkiestralne brzmienie, spójność narracyjna trzymająca całość w ryzach, pomimo sporej rozwiązłości stylistycznej. Nie znałem wcześniej tego muzyka, chociaż opublikował już kilka albumów. Poznałem dzięki nieocenionej International Anthem z Chicago, która – na spółkę z Total Refreshment Centre i The Lost Map – wydała ten album; to pierwszy w ich katalogu artysta z Europy. To Cy & Lee: Instrumentals Vol.1 co prawda zbiera nagrania wydane na wspomnianych wcześniej wydawnictwach, ale jest też kilka nowych pozycji – sęk w tym, że bez tej wiedzy całość brzmi zaskakująco spójnie, jest mocnym, wielogłosowym dziełem. DePlume, kompozytor i saksofonista z grupą kilkudziesięciu muzyków zabiera walizkę z napisem „jazz” na wyprawę dookoła świata. Otwiera ją na różnych krańcach globu – przez czterdzieści minut zanurzamy się w melodie żywcem wyjęte ze sceny Ethiopiques, odpływamy na daleki Wschód i w kierunku japońskiego min’yo folku, aby wrócić do Europy szlakiem muzyki celtyckiej. Czasem DePlume wpada na pomysł minimalistycznego brzmienia, kiedy indziej tworzy złożone orkiestracje, bardziej akustycznie albo podbija je elektryfikacją, pogłosami i efektami. Wszystko w oparach spiritual-jazzu, a sam przypomina ze swoim wibrującym saksofonem Alberta Aylera, jednocześnie zachowując często kołysankowy charakter melodii.

De Plume sięga w głąb emocji i pamięci, różnicuje muzyczne tematy w ciepłych barwach, odkrywając muzykę z całego świata (nie mylić z world music). “Visit Georgia” bazuje w zasadzie na powtarzalnym cały czas motywie zdominowanym przez kwartet smyczkowy, ale już chwilę później na “What’s Missing” De Plume buduje wielowarstwową przestrzeń na saksofon i gitarę, a perkusja tworzy oniryczne tło, które przykrywają zwielokrotnione wokale. To Cy & Lee: Instrumentals Vol.1 brzmi lirycznie, ale często zmienia nastrój, a zespół brzmi jak podróżna jazzowa trupa – te kontrasty świetnie słychać w następujących po sobie utworach („What’s Missing” vs „Song of the Foundling” albo „Whisky Story Time” vs „Not Now Jesus”). Nie czuć tu jednak przesady w ilości pomysłów – harmonijne kompozycje wpływają na porywającą, delikatną narrację, która urzeka barwami, pięknem aranży i delikatności. DePlume zachowuje odpowiednie proporcje, nie popada w banał, nie narzuca się ze swoją muzyką. 

To album delikatny, trochę baśniowy, odtrutka na przytłaczające czasy. Materiał powstał, kiedy DePlume współpracował z manchesterską organizacją charytatywną Ordinary Lifestyles – pomagał jej dwójce podopiecznych, tytułowym Cy i Lee, wspólnie tworząc z nimi muzykę, która stała się formą terapii. Ten album ma taką moc – zatrzymuje czas, tworzy kojący klimat o bardzo organicznym wydźwięku. Wielowarstwowe kompozycje ukrywają w sobie masę detali, które można rozszyfrowywać, ale można po prostu dać się ponieść tej płycie, bo brzmi niesamowicie i wciąga w swój oderwany od codzienności, przepiękny muzyczny krajobraz.

Alabaster dePlume, To Cy & Lee: Instrumentals Vol.1, International Anthem