Wyimaginowane folki

Jedni do niej nawiązują, drudzy się od niej dystansują. Dla mnie w płytach zespołów Opla i Širom wybrzmiewa współczesny folk wielkich miast i ich peryferii. Ognisty i delikatny jednocześnie – sięga wstecz do tradycji slalomem pełnym wybojów.

>>>Read in English<<<

Na pierwszy odsłuch wiele te płyty dzieli, ale im więcej ich słucham, tym więcej jest tu punktów wspólnych. Zarówno Opla jak i Širom krążą zamaszyście wokół tradycji, odnoszą się do niej na różne sposoby – pierwsi rytmem, surowością i transem, drudzy spokojem, instrumentarium i frywolnymi melodiami. Gdzieś w połowie ich drogi na chwilę się przecinają. Širom w informacji prasowej prostuje tezy podawane wcześniej przez dziennikarzy: nie gramy muzyki tradycyjnej, nie improwizujemy.
Za to mówią że grają wymyślony folk. Opla podaje tropy: oberki wielkomiejskie, alternatywna wizja rzeczywistości, gdyby na świecie nie było padów i syntezatorów (z których Zemler i Bukowski w różnych projektach ochoczo używają).

Jest Opla wyprawą w rytm, dzikość i surowość, oberkowe skale i nieokiełznane brzmienie instrumentów. Zemler, którego płyty zawsze są czyste, studyjnie dopracowane, z detalami do wychwycenia, czasem pogrywają z ciszą, tu gra zadziornie. Czasem brzmi jak naturszczyk, który siadł za bębnami i uderzał w nie bez opamiętania. Ale jest tu opanowanie – w „Barbarze” perkusja, kiedy przewodzą polirytmicznie przeplatające się kotły i hi-haty, brzmi jakby była wytłumiona, a zalewa ją z przodu gitara Bukowskiego. Aż w końcu wybucha, kiedy w trzeciej minucie dołącza do niej werbel. Gitara Bukowskiego dla odmiany rzęzi; wzmacniacz jest punkowy, pełno tu przesteru, jakby znów precyzyjny dźwięk nie był najważniejszy. Ale to dodaje klimatu i rdzennego posmaku. Mogłaby Opla grać tylko na jednej strunie (jak np. tu) i na jednym bębnie, co dla mnie miałoby sens. Nieokrzesanie z jakim Zemler gra w finale „Jana” to kulminacja tej dzikości, która, na szczęście, nie przysłania skrupulatnego podejścia z jakimi duet muzykę skomponował i wyimprowizował. Muzycy zanurzają się w oberkowe skale, ale nie roszczą sobie ambicji do przekładania ludowych melodii na współczesne brzmienie; snują swoje wariacje, daje się ponieść. Gitara brzmi blisko wydawnictwom Three Lobed Recordings, czasem przypomina liryczne zawodzenie Raphaela Rogińskiego („Zofia”). Z kolei Zemler czujnie kontroluje rytm – jest w tym żonglerka i lekkość, pomimo zawiesistego i trochę bluesowego idiomu. Największe szaleństwo to „Marian” – w pewnym momencie przydałby się tam bas, ale w Opli właśnie ta przestrzeń pomiędzy, surowość, chropowatość i nieoczywiste domknięcie jest najciekawsze. Jest obertasowy żar i ognistość w surowej wielkomiejskiej formule.

Jeśli „Obertasy” brzmią dla mnie przytłaczająco wielkomiejsko, to „A Universe that Roasts Blossoms for a Horse” bliżej do klimatów ruralnych, naturalnych. Słoweńskie trio też komponuje z lekkością – mniej tu perkusyjnego rytmu, ale paradoksalnie więcej transowości. Świetnie słychać to w medytacyjnym „Sleight Of Hand With a Melting Key”, gdzie Iztok Koren wygrywa powtarzalny motyw na banjo z uporem maniaka, co jest nieustannie jest kontrapunktowane przez gitarę i skrzypce; dopiero w finale na chwilę pojawiają się bębny. Rytmu bliskiego wygibasom Opli można poszukać w „A Pulse Expels Its Brothers And Sisters”. Tyle, że na finał przychodzi kontestacja że ta perkusyjna polirytmia, trochę jakby wiejska, surowa, niechlujna – z zawodzącymi w połowie flecikami i różnymi dzwonkami, przeszkadzajkami – przenosi się na górskie pastwisko. To z resztą bardzo złożony utwór – dwukrotnie zmienia motyw, najpierw dominuje gitara, poten perkusjonalia, aż w finale ekstatycznie wybucha. Folkowa melodyjność świetnie uwypukla się w „A Pulse Expels Its Brothers And Sisters”, tyle, że to nie folk słoweński, bo Širom tropy miesza – jeśli skrzypce i banjo brzmią wiejsko, to orientalnych klimatów nadaje turecki rebabt, irański qeychak, pochodzący z zachodniej Afryki balafon lub bendir z północnej części tego kontynentu; jest też lira korbowa albo serbsko-chorwacka tampura brač. Są Širom obywatelami świata – nie uciekają jednak w potężne i pełne patosu brzmienie, ale w ukryte, liryczne i medytacyjne melodie. Są transowi i subtelnie budują ogromne suity. Kłaniają się i reichowskiemu minimalizmowi i etnicznym wycieczkom spod znaku Dona Cherry’ego. Konsekwentnie ale z własnym stylem. Frapujący album.

Širom, A Universe that Roasts Blossoms for a Horse, Glitterbeat
SŁUCHAJ: 🎶 Spotify 🎶 Tidal 🎶 Deezer 🎶 Apple Music

Opla, Obertasy, Ersatz Recordings