Dekolonizacja improwizacji

Amirtha Kidambi świetnie zrealizowała swój osobliwy pomysł na muzykę improwizowaną, czerpiąc z nowych brzmień, ale nie zatracając się w nich. From Untruth nagrane przez Elder Ones to jedna z najciekawszych, intrygujących i przejmujących wizji muzycznych ostatnich lat.

>>>Read in English<<<

Jeśli Holy Science, skomponowana w całości solo, a potem przearanżowana na czteroosobowy skład, była bardzo silnie zakorzeniona w muzyce karnatyckiej i charakteryzowała się dronową forma długich, jednostajnych pasaży, to From Untruth jest milowym krokiem do przodu. Amirtha Kidambi, młoda instrumentalistka z Nowego Jorku, trzy lata po debiucie, jako liderka wraca z kolejnym albumem – błyskotliwą epopeją o współczesności, utrzymaną w duchu muzyki improwizowanej i współczesnego, czasem futurystycznego brzmienia. Wspomaga ją trójka wspaniałych muzyków: Matt Nelson na saksofonie sopranowym i Moogu, Max Jaffe na instrumentach perkusyjnych i perkusji sensorycznej oraz Nick Dunston na kontrabasie (poprzednio na tym instrumencie grał Brandon Lopez).

AMIRTHA KIDAMBI – WYWIAD:
Miałam poczucie, że – choćby dla siebie, żeby nie zwariować – na
From Untruth chcę wyrazić kilka rzeczy bardzo bezpośrednio. Uwielbiam muzykę abstrakcyjną i instrumentalną, improwizuję też bez tekstów, ale to, co się dzieje, sprawia, że ​​czuję potrzebę reakcji.

Nieoceniona jest rola samej Kidambi, która poza śpiewem gra na harmonii i syntezatorze – to artystka młoda, ale zaangażowana w masę projektów: od rewelacyjnej Code Girl z Mary Halvorson, których album ukazał się przed rokiem, przez Seaven Teares z Charlie Lookerem z nieodżałowanego Extra Life, przez współpracę z Lea Bertucci (wspólna płyta w przygotowaniu), po operę Roberta Ashleya i wokalny kwartet Lines of Light. Elder Ones jest jej w pełni autorskim projektem, pełnym bogactwa, przejmującej treści i odświeżającego podejścia do improwizacji. Kidambi rozwija się tu wokalnie, co słychać było już na Code Girl; czasem śpiewa niczym wieszczka, deklamuje współczesne hymny jak otwarcie „Decolonize the Mind”, gdzie dopełniają ją sonorystyczne szumy i zgrzyty Nelsona na saksofonie, a potem zelektryfikowana perkusja Jaffe. Potrafi wrzeszczeć niemal z punkową, trochę gardłową werwą jak w końcówce „Eat the Rich”, gdzie wcześniej sięga po technikę konnakol. Śpiewa sugestywne, mocno zaangażowane teksty, ale jej wokal często funkcjonuje, jako instrument. Nie sposób jednak zapomnieć takich cedzonych i wymownych haseł (powtarzane eat the rich / or die starving w utworze otwierającym) czy zamykająca, utrzymana trochę w klimacie kołysanki repetycja (of birth and rebirth).

Kluczowe jednak wydaje się to jak Kidambi swoje pomysły wciela w życie z resztą muzyków – to zespół konsekwentnie spójny, w którym każdy ma rozpisaną rolę. Akustyczne możliwości improwizacji (najczęściej uwypuklone w sekcji rytmicznej Dunston-Jaffe) brzmią bardzo surowo, czasem wręcz słychać „drewniany” pogłos instrumentów. Tyle, że Kidambi z zespołem sięga ochoczo po elektronikę, która na szczęście nie przytłacza materiału, ale jest jego pomysłowym rozwinięciem, zabarwieniem, które świetnie uwypukla wiele momentów lub akustyczne brzmienia kontrapunktuje.

Płyta jest bardzo dynamiczna; kiedy miarowy rytm generowany na harmonii w „Eat the Rich” jest kontrapunktowany przez spazmatyczną grę Nelsona na saksofonie, utwór nabiera tempa i wybucha. Zaraz później słyszymy jeden z najlepszych momentów na płycie: saksofonista wznosi się na najwyższe rejestry, aby na kilka sekund w ciszy zawodzić na instrumencie, po czym dołączają do niego koleni muzycy i delikatne moogowe brzmienie.

„Dance of Subaltern” bazuje na elektronicznym groovie, który w połowie przekształca się w pojedynek Mooga z sensoryczną perkusją. Później na pierwszy plan wysuwa się skandowanie (we will rise / we will drown) i kontrolowana kakofonia instrumentów, przykryta kwaśnym brzmieniem syntezatora. Swoim śpiewem w „Decolonize the Mind”, Kidambi wzbija się na obszar prawie operowy, któremu towarzyszą przeciągłe pociągnięcia smyczkiem na kontrabasie w wykonaniu Dunstona. Wokalistka brzmi jak szamanka, jej głos się multiplikuje, co jest znaczące, kiedy śpiewa wieloznaczną grą słów (o wiele lepiej brzmiącą po angielsku: shut us up or shut us down / keep us out or keep us down), która w kontekście utworu i całej płyty może wręcz być manifestem nie-białych Amerykanów ze Stanów Zjednoczonych. Utwór tytułowy wydaje się najspokojniejszy, jest w nim jednocześnie najwięcej nadziei. Brzmi lirycznie, trochę folkowo; przepięknie otwiera go solo Dunstona, a po burzliwej części zamyka syntezatorowa twinpeaksowa wstęga i kołysankowy śpiew.

Jest na tej płycie – poza ogromną dawką emocji – mnóstwo detali, w które można się zagłębiać godzinami. Są przejmujące, wywołują dreszcze. Kidambi z jednej strony świetnie zrealizowała swój osobliwy pomysł na muzykę improwizowaną, czerpiąc z nowych brzmień, ale nie zatracając się w nich. Potrafiła w swoim pomyśle fantastycznie obsadzić we właściwych rolach muzyków, którzy dodają utworom charakteru i wielowarstwowego brzmienia. Efektem jest współczesna i barwna, ponadczasowa opowieść, w której ogromną rolę odgrywają teksty o przemocy, kolonializmie, kapitalizmie i rasizmie. From Untruth to jedna z najciekawszych, intrygujących i przejmujących wizji muzycznych ostatnich lat.

Amirtha Kidambi’s Elder Ones, From Untruth, Northern Spy
SŁUCHAJ:
🎶Spotify, 🎶Tidal, 🎶Deezer, 🎶Apple Music