Granie miejscem

Nowe płyty MY DISCO i Black Bombaim, najbardziej radykalne w ich dyskografii, pokazują, że ważne jest nie tylko to, co się gra, ale też gdzie się gra. MY DISCO rezygnując z rytmu wchodzą w zakres industrialu i muzyki konkretnej, a Black Bombaim twórczo współpracują z artystami sceny elektronicznej. Kluczowe są miejsca, w których nagrali płyty i to, jak słychać je w muzyce.

>>>Read in English<<<

W obu przypadkach to bardzo dalekie odejście od ich dotychczasowej twórczości. MY DISCO, którzy pochodząz Australii, w zasadzie z każdym kolejnym albumem uciekali od post-punkowej estetyki w kierunku eksperymentu z brzmieniem i dźwiękiem. Little Joy można było jeszcze prosto gatunkowo zaklasyfikować, Severe nieco trudniej, ale wciąż z przyimkami post-, zanurzeniem w bardziej zmetalizowane czy industrialne brzmienie.

Environment, najnowszy album, stawia ich w innym świetle, także przez fakt wydania w Downwards, wytwórni mocno zakorzenionej w scenie elektronicznej. Klasyczne trio bas-perkusja-gitara są tu wykorzystane totalnie niestandardowo, więc znika wyraźny podział na to, co rytmiczne a co melodyczne. Otwierający „An Intimate Conflict” to utwór bazujący na rzężącym wzmacniaczu, któremu towarzyszą metaliczne perkusjonalia i industrialne, abstrakcyjne formy – bardzo mocny i wyrazisty wstęp. Spokojniejsze wydaje się „Equatorial Rainforests Of Sumatra” – popis perkusjonaliów, wybrzmiewających z pogłosem na tle ciszy. Jest też miejsce na drone-ambientowe „Exercise in Sacrifice” z detalicznie wypełniającymi tkankę grzechotkami na drugim planie czy niemal metalowe „Act” albo „Hong Kong 1987”. Ale kluczowa jest produkcja tego albumu, która zwraca uwagę na tytuł wydawnictwa – środowisko, a więc przestrzeń i otoczenie, które są w tym przypadku czwartym instrumentem.

MY DISCO nie stworzyli jednoznacznej narracyjnie i dramaturgicznie płyty – Environment bliżej do rzeźby dźwiękowej, zarówno w formie jak i strukturze. W większym stopniu sprawdziłaby się jak wielokanałowa instalacja – słuchana na dobrym sprzęcie, pobudza wrażenie obcowania z pomieszczeniem, w którym dźwięk rezonuje i wypełnia przestrzeń, na kilku planach. Jednostajne gęsto tkane na gitarach formy często wysuwają się na przód, a wtedy w tle pojawiają się dźwięki na wyższych rejestrach – świetnie słychać to we wspomnianym „Hong Kong 1987”, zwłaszcza w końcówce, kiedy metaliczne i akustyczne miniatury zostają pozostawione same sobie w pustym pokoju. A zaraz później skontrapunktowane syntetyczną ambientową, zelektronizowaną formą w „No Permanence”. Finalnym popisem gry z miejscem – przypominającym ścieżkę dźwiękową z „Czasu Apokalipsy” – jest „Forever”: nagrania terenowe splatają się tu z mięsistą gitarą i quasi-rytmicznie zaznaczonymi perkusjonaliami, wspartymi basem. To MY DISCO u szczytu formy, ale też nowatorstwa w swojej dyskografii: budują wielowarstwową muzyczną opowieść, kłądą nacisk na fakturę i barwę dźwięku, ale też jego mroczny i precyzyjnie w detalu dopracowany klimat. Balansują na granicy muzyki konkretnej, industrialu, przede wszystkim jednak świetnie równoważą swoje brzmieniowe możliwości, oferując im inną niż dotychczas formę i otoczenie.

Black Bombaim, portugalskie trio (skład również klasyczny: gitara, perkusja i bas) w połowie swoją dyskografię zbudowali współpracując z innymi muzykami, często z dosyć innych muzycznych światów m.in. z Peterem Brotzmanem czy Rodrigo Amado. Ten – z grubsza klasyfikując – stoner-rockowy zespół jest bardzo otwartym składem, który nie tylko gra intensywnie i mocno, ale nie boi się poszukiwań i nowych form współpracy czy kompozycji.

Pomysł na nowy album jest ciekawy: zaprosić do współpracy przedstawicieli sceny elektronicznej, którzy razem z zespołem na żywo stworzą wspólnie muzykę. W nietypowych przestrzeniach: starym robotniczym audytorium, ogromnej pustej hali w budynku pocztowym i w komorze pogłosowej na uniwersytecie technicznym. Muzycy pozwalają utworom trwać – tytułowa kompozycja trwa 23 minuty i nawet jeśli muzycy grają dosyć klasycznie, to jest ona rozciągnięta w czasie, w zwolnionym tempie, rozmyta, przez co poszczególne dźwięki wydają się być cedzone, dzięki czemu świetnie wybrzmiewają razem z przestrzenią pocztowej hali. Gitarowe smugi i gęsty bas przykuwają uwagę przede wszystkim, ale najczęściej to właśnie perkusjonalia świetnie wchodzą w dialog z akustyką miejsca. Jonathan Saldanha (znany z HHY & The Macumbas) świetnie zabarwia pierwszy utwór elektronicznymi brzmieniami, co genialnie słychać w okolicach 12 minuty, gdy perkusyjny bit zlewa się z tym syntetycznym. Pedro Augusto w „Three Axes” niemalże dominuje nad zespołem – jego elektroniczny, pulsujący bit przykrywa ambientowe plamy gitary, przeplatane czasem przytłumionym basem, który wraz z końcówką przestrzennie się rozwija i gęstnieje. „Refraction” to kształtowanie psychodelicznej ściany dźwięku, trochę sound-art, który nie wybucha tylko narasta, kumuluje się, a zgrzytliwe gitary chowają się w ambientowej konsystencji stworzonej przez Luísa Fernandesa. Czasem w trochę post-rockowej estetyce, chociaż na końcu pulsacja pojawia się w formie bitu i zostaje dopełniona przez basowe brzmienie.

Druga strona materiału jest bliższa typowej stylistyce Black Bombaim. Kompozycja stworzona z Fernandesem wybucha w bardziej klasycznej rockowej formie – to rozpędzony krautrock z gitarowymi rzężącymi popisami, które malują barwny koloryt instrumentów. Drugi utwór z Pedro Augusto jest o wiele wolniejszy, rozbujany, ciężki, ale też gęstszy od dźwięków – w połowie wypełnia go całkowicie potężny bas, przestrzenne gitary i perkusjonalia: od bębnów po łopoczące talerze. Finałowy utwór z Jonathanem Saldanha najbardziej odbiega od rockowej estetyki – przez zelektryfikowany bit i podbijającą całość przestrzeń, podkreśla też wielowarstwową i złożoną formułę tego albumu.

Jeśli wcześniej w drugiej części płyty muzycy przede wszystkim pokazali jak dokładnie można wyprodukować klasyczne rockowe nagrania, tutaj na finał zostają one poddane dekonstrukcji, w zasadzie z rzadko wyczuwalnym basowym brzmieniem, a raczej dominującą nad wszystkim kompulsywną perkusyjną repetycją na końcu. Kluczowe jednak są pierwsze trzy utwory: Black Bombaim i goście pokazują w nich szeroki wachlarz inspiracji, w efekcie czego powstaje gatunkowy kolaż, w którym kreatywnie czerpią ze specyfiki przestrzeni, w które wpasowują się z muzyką. Portugalskie trio swoje rockowe fascynacje poszerza o elektroniczny posmak i brzmieniowy rozmach, na który wpływają wyjątkowe lokalizacje i artyści, którzy ich muzykę pokazują z innej strony.

My Disco, Environment, Downwards
SŁUCHAJ: 🎵 Spotify 🎵Tidal 🎵Deezer 🎵Apple

Black Bombaim & Jonathan Saldanha, Luís Fernandes, Pedro Augusto, Cardinal Fuzz/Lovers & Lollypops